Blog
Carthago delenda est
Rolex
Rolex A ostrzegałem, Wołodia
528 obserwujących 825 notek 2872281 odsłon
Rolex, 26 lipca 2010 r.

JEŹDŹCY APOKALIPSY, TRURL Z KLAPACJUSZEM Z ABW I LINIA MURZYNOTA

 

Jeźdźcy Apokalipsy pojawią się na ziemi zwiastując koniec świata, a z tego jak nam ich św. Jan Opisuje wynika, że żaden nie będzie „Mr.Niceguy” albo "Mr Have Mercy". Kiedy się pojawią, nie będzie więc ludzkości do śmiechu! A kiedy się pojawią, tego nie wie nikt, a jako że „Najstarszy Oponent” nie ma zdolności stwórczych, a jedynie imitacyjne, stąd na świecie co rusz pojawiają się ich marne imitacje.

No i tak jakoś około ostatniego tygodnia cepeliowska trójca jeźdźców pojawiła się w „polskiej przestrzeni informacyjnej”, miał dołączyć czwarty, a skoro jest już niemalże komplet, wypada się nimi zająć.

W tym punkcie czytelnikowi należy się wyjaśnienie, że polscy jeźdźcy, jakkolwiek siermiężni w porównaniu z zapowiadanymi, to jednak zwiastują, chociaż na swój wzór i podobieństwo. A skoro na wzór i podobieństwo, to zwiastują, że po czasach, kiedy z nieba spadły ptaki, nadejdzie dziadowszczyzna pospolita, co szczególnie winno stawiać w stan czujności osoby w dawnym „wieku poborowym”, jako że ich rodzice przez dwadzieścia lat czekali, aż będą mieszkali w obiecanym normalnym kraju, a pojawienie się jeźdźców ostatecznie może oznaczać, że ani oni, ani „poborowi” się nie doczekają, a Polska, zgodnie z tym, co zaplanowano, pozostanie na długie lata najbardziej rozwiniętym krajem „Azji Zachodniej”*, no chyba, że NRD dołączy.

Ale wróćmy do jeźdźców; wbrew tradycji przedstawimy ich nie chronologicznie, ale „po czinu”, czyli na początek będzie ten najważniejszy czynownik, a po nim zabierzemy się za pośledniejszych.

Ta! Dam! I z charakterystycznym wdziękiem pilarza w sklepie z kryształami na scenie pojawia się Leszek Miller. Postać ciekawa i warta uwagi w siermiężnych czasach naszych, jako że pan premier Miller stanowi klamrę pomiędzy „dawnymi a nowymi czasy”, to znaczy był na samym końcu, pojawił się w środku i wieszczy koniec (a po nim poznaje się „męczyznę”). Alfka i omeżka można być rzec! Pan premier Miller jest ponadto ciekawy ze względu na charakterystyczny dla okresu późnego porno-komuznizmu zwyczaj podróżowania z reklamówkami pełnymi dolarów; pobranymi z rąk KGB i – rzekomo, zwróconymi w te czcigodne ręce.

Ależ cóż to nam pan premier wieszczy na nadchodzące lata? Otóż wedle pana Leszka Millera znajdujemy ciekawym momencie historycznym, kiedy Reichstag już zapłonął, a noc „Noc Kryształowa” za pasem. Kto podpalił Reichstag? Reichstag podpalił zespół posłów, który zaprosił na swoje posiedzenie rodziny tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej. Jak pamiętamy podpalenie Reichstagu było wedle oficjalnej wersji dziełem komunistów, wedle nieoficjalnej: dziełem nazistów, co wiele nie zmienia, bo i wiele się te dwa gangi między sobą nie różnią; pan premier Miller jest komunistą sowieckiego typu, więc ja z niezbornej intelektualnie (niezborność intelektualna nie jest winą p. Millera, ale szkoły, do którego uczęszczał i tam należy szukać winnych) wieszczby interpretuję proroctwo, że jeśli Reichstagi dalej będą płonąć, to podpalaczami zajmą się odpowiednie służby i urządzą Kristallnacht.

Mamy jasność.

Tuż za premierem Milerem, choć nie jest tu pewne, czy w charakterze samodzielnego jeźdźca, czy też raczej giermka, przygalopował PRL-owski wzorzec profesora, prof. Kik. Jako że, przynajmniej formalnie, profesor Kik wie coś o strukturach państwa i demokracji parlamentarnej, powierzono mu zadanie poinformowania, jak wraz z nadejściem Apokalipsy wyglądać będzie parlamentaryzm. Otóż parlamentaryzm będzie wyglądał tak, jak pan profesor zawsze lubił i do czego się przyzwyczaił, to znaczy będzie głosował ustawy. Kto za? Dziękuję. Kto przeciw? Nie widzę. Kto się wstrzymał zero diety. Uchwalone.

Pan profesor Kik słusznie, przykładając stan zastany do swojego ulubionego, stalinowskiego modelu, zauważa, że Parlament nie jest do dochodzenia, kontroli i manipulowania przy rzeczywistości – od tego mamy rząd; parlament jest od zatwierdzania ukazów.

Mamy już, drogi „poborowy”, kolejny element apokaliptyczny: „parlament niemy”.

Ale najciekawszy głos dał trzeci z jeźdźców, pierwszy w historii bankier nie posiadający elementarnej wiedzy ekonomicznej, posiadający za to wyjątkową zdolność robienia z siebie publicznie pajaca, pan premier Marcinkiewicz.

Jeśli idzie o klasę jeźdźca, pan premier rzuca klątwy z wierzchowca rozmiarów ratlerka, ale – biorąc pod uwagę prostotę i jasność przekazu, bije tych większych o głowę.

Pan premier zrezygnował w swoim apokaliptycznym przesłaniu z techniki Pytii i zaserwował nam całą prawdę, całą dobę, ergo: wyrąbał po robociarsku prosto w oczy.

Według pana premiera, 10 kwietnia, pod Smoleńskiem doszło do aktu wojny, a złowieszczy Macierewicz robi wszystko, by tę wojnę przenieść na terytorium pana premiera Marcinkiewicza (i Alicji? Cecylii? – już nie pomne, jak się woła pana premiera najnowsze, ulubione kocię) ukochanej Ojczyzny.

Opublikowano: 26.07.2010 17:57.
Autor: Rolex
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Polis2008

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Autor Bardzo sprawne Pozdrawiam i dziekuje.
  • Curiouser und curiouser "Prawdziwy zamachowiec przebywa na wolności i jest uzbrojony, twierdzi...
  • @MUSTRUM Jest bardzo niezadowolony, że polski parlament nie wprowadził przepisów...

Tematy w dziale