521 obserwujących
825 notek
2885k odsłon
7594 odsłony

WOBEC LEWIATANA

Wykop Skomentuj36

 

 

Szanowni Państwo

Za względów bardzo złożonych, choć całkowicie mnie usprawiedliwiających, zmuszony byłem (i ciągle jestem) zwiększyć dystans do otwartego udziału w życiu publicznym. Bardzo przepraszam, jeśli uraziłem kogoś brakiem kontaktu bądź brakiem odpowiedzi na próbę kontaktu, ale proszę przyjąć do wiadomości, że tak jest lepiej.

We wiadomej sprawie podjąłem wszelkie możliwe działania, ze zrozumiałych powodów nie będę informował o efektach, choć wierzę głęboko, że będą.

W ciągu ostatniego czasu powstało kilka moich dłuższych tekstów, które będę, w częściach lub w całości, publikował na swoim blogu. Niektóre z nich są tłumaczeniami, jak poniższy, o ile się nie mylę dotychczas nie publikowanymi.

Dzisiaj bardzo istotny esej Orwella z 1948 roku o postawie intelektualisty wobec Lewiatana – stwora, wobec którego jesteśmy coraz bardziej bezradni, oraz wobec polityki, która wdziera się w obaszary zarezerwowane dla wolnej myśli.

 

Jeśli tekst Orwella uznacie Państwo za w jakimkolwiek stopniu słaby literacko, będzie to jedynie efektem słabości mojego tłumaczenia, za co z góry przepraszam.

 

 

George Orwell

PISARZE WOBEC LEWIATANA (1948)

Tłum. Rolex

Sytuacja pisarza w czasach omnipotencji państwa jest tematem, który został już dość obszernie zgłębiony, jakkolwiek większość materiału poglądowego, który mógłby być w tej dyskusji przydatny, wciąż pozostaje poza zasięgiem naszej wiedzy. Nie chciałbym w tym momencie opowiadać się za lub przeciw patronatowi państwa nad sztuką; chciałbym jedynie wskazać, jaki zakres ingerencji państwa musi znajdować przynajmniej częściowe przyzwolenie płynące z charakteru dominującej intelektualnej aury; w tym właśnie kontekście chcę rozważyć postawę pisarzy i artystów – ich chęć bądź niechęć do podtrzymywania ducha wolności.

Jeśli za dziesięć lat odnajdziemy siebie samych płaszczących się przed kimś takim jak Żdanow, to będzie tak najprawdopodobniej dlatego, że właśnie na to zasłużyliśmy. Nikogo nie trzeba przekonywać, że obserwujemy dziś silną fascynację praktyką totalitaryzmu wśród angielskiej piszącej inteligencji, ale nie mam ambicji zajmować się żadnym zorganizowanym i świadomym ruchem, takim jak komunizm, ale efektem, jaki myśl polityczna i postulat konieczności zajęcia politycznego stanowiska wywołuje wśród ludzi dobrej woli.

Żyjemy w wieku polityki. Wojna, faszyzm, obozy koncentracyjne, pałki policyjne, bomby atomowe, itd, są tym, na czym skupiamy nasze codzienne myśli, a co za tym idzie, czym zajmujemy się pisząc, nawet jeśli nie nazywamy rzeczy po imieniu. Nie sposób temu zapobiec. Jeśli jesteśmy na tonącym okręcie, nasze myśli krążą wokół idei tonących okrętów. Zawężeniu uległ nie tylko obszar naszych literackich zainteresowań, ale również nasz stosunek do literatury zabarwił się lojalnościami, które w przebłyskach refleksji rozpoznajemy jako dalekie od literackich.

Od zawsze miałem przeczucie, że nawet w najlepszych dla literatury czasach krytyka literacka jest oszustwem, jeśli przy braku jakichkolwiek powszechnie przyjętych reguł każde zewnętrzne odniesienie, które nada sens literackiej ocenie, że ta a ta książka jest „dobra” bądź „zła”, polega na wynalezieniu zestawu reguł usprawiedliwiających uprzednią, instynktowną preferencję.

Każda autentyczna reakcja wobec książki, jeśli ktoś w ogóle reaguje, jest zwykle taka: „lubię tę książkę” albo „nie lubię tej książki”, a to co przychodzi potem jest racjonalizowaniem uprzednio dokonanego wyboru. Niemniej stwierdzenie: „lubię tę książkę” nie jest reakcją niewłaściwą w odniesieniu do literatury; reakcja niewłaściwa wyglądałaby tak: „Ta książka staje po mojej stronie, dlatego muszę odnaleźć w niej racje”. Rzecz jasna, kiedy ktoś chwali książkę ze względów politycznych może być szczery w tym znaczeniu, że odczuwa silne pozytywne emocje z nią związane, ale zdarza się często, że to partyjna solidarność domaga się oczywistego kłamstwa.

Każdy, komu przydarzyło się recenzować książki dla politycznych periodyków zna to zagadnienie doskonale. Generalnie, jeśli piszemy dla gazety, z której linią polityczną się zgadzamy, wtedy grzeszymy działaniem, a jeśli dla gazety z obozu przeciwnika, wtedy grzeszymy przez zaniechanie. W każdym przypadku, niezliczone ilości kontrowersyjnych książek za lub przeciw sowieckiej Rosji, za lub przeciw syjonizmowi, za lub przeciw kościołowi katolickiemu, i tym podobne, są oceniane zanim zostały przeczytane, a więc w efekcie zanim zostały napisane. Wiemy z góry na jaki odbiór mogą liczyć periodykach. A jednak nieuczciwość, w znacznej części nieuświadomiona, nakazuje udawać, że stosujemy w ocenach jakieś standardy literackie.

Jest oczywiste, że inwazja polityki w świat literatury musiała się zdarzyć. To musiało się zdarzyć, nawet gdyby szczególny problem totalitaryzmu nigdy by się nie pojawił, ponieważ wytworzyliśmy w sobie rodzaj stałego wyrzutu sumienia, którego nasi dziadkowie nie mieli – pochodną świadomości niesprawiedliwości i nędzy świata, i wywiedzionego z poczucia winy przekonania, że ktoś powinien coś w związku z tym zrobić, co sprawia, że czysto estetyczne nastawienie do rzeczywistości jest niemożliwe.

Wykop Skomentuj36
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale