521 obserwujących
825 notek
2885k odsłon
7132 odsłony

Exit

Wykop Skomentuj71

Exit

 

Wiara w to, że o wstępowaniu albo też (co modniejsze dzisiaj) o występowaniu z Unii Europejskiej decydują jakieś tam „ludy” jest równie naiwna jak wiara, że „ludy” zadecydowały o wojnie światowej albo o traktacie wersalskim.

O wojnach i pokojach decydują ludzie szlachetni, zacnie urodzeni i zasobni w pieniądze oraz banda zasobnych w pieniądze łajdaków bez sumień, która pozostaje zresztą w większości w proporcji do szlachetnych i zacnie urodzonych.

W przygniatającej większości.

Do niedawna proporcje w gronie depozytariuszy losów ludów Zjednoczonego Królestwa kształtowały się na niekorzyść występowania z unii, co oznaczało, że przeważały kalkulacje biznesu silnie związanego z Berlinem (korumpowano zwłaszcza świat naukowy subsydiami) oraz interesy administracji Obamy, który chciał, by Wielka Brytania pozostała członkiem dogorywającej unii w przyszłej roli psa-strażnika przy zwłokach.

W związku z szybszym niż sądzono postępującym zanikiem państwowości Francji i Niemiec, przez co rozumiem brak możliwości sprawowania kontroli nad własnym terytorium, i nadchodzącym tsunami w strefie euro, depozytariusze zadecydowali inaczej i wyłożyli zaskórniaki na kampanie rozbijające w puch argumenty zwolenników pozostawania. Jak u Orwella: to co wczoraj było piękne i szlachetne dziś okazało się i podłe i szpetne.

Funkcjonariusze brytyjskich mediów wykonali zbiorowego wygibasa, objawiającego się wizualnie transformacją mimiki twarzy. Wyraz obrzydzenia na widok zoologicznego eurosceptyka zamienił się w wyraz troski o europejskie imponderabilia, a tenże z kolei zastąpiony został ostatnio przez charakterystyczny, matołkowaty wytrzeszcz mający świadczyć o rzekomej bezstronności.

Rzeczone zaskórniaki wyłożone na brexitową kampanię nie były oszołamiająco szczodre, jako że anty-brexitowa kampania składała się z paru oklepanych komunałów nie popartych żadną solidną argumentacją i analizami, całej masy informacyjnego śmiecia i kliku grubych kłamstw.

Ostatnim rzutem na taśmę, jeszcze na etapie sekwencji mimicznych wyrażających troskę o imponderabilia, a przed wytrzeszczem, na szalę rzucono to, co podszywający się pod intelektualistów analfabeci unijni pokroju Schulza tak na prawdę mają w rękawie: bezczelność, tupet i chamstwo.

W jednym z programów publicystycznych w roli adwersarza słynnego eurofoba Nigela Farage’a obsadzono komika-transwestytę Eddiego Izzarda. Zadaniem Eddiego było pozbawienie Farage’a powagi poprzez umieszczenie go w komicznym i żałosnym (własnym) kontekście. Monotonny klangor z powtarzającym się refrenem o imigranckich korzeniach Farage’a produkowany przez pajaca wywołał skutki inne niż zamierzone - ośmieszył nie Farage’a a euroentuzjastów. Na nic zdała się subtelna niczym dekiel od panzerfausta „dowcipa” prowadzącego „Question Time” Davida Dymbleby’ego sugerująca, że adwersarze mogliby zamienić się miejscami. Nie mogliby.

Как говорят французы: Прима Априлис (Ден Дурака) не удался, хотел пярднуть а усралця.

Aby pozostać przy łatwo przyswajalnej poezji zacytujmy naszego noblistę Miłosza Czesława na Skałce:

„Na ziarnku maku stoi mały dom,
Psy szczekają na księżyc makowy
I nigdy jeszcze tym makowym psom,
Że jest świat większy-nie przyszło do głowy.


Ziemia to ziarnko, naprawdę nie więcej,
a inne ziarnka - planety i gwiazdy.
A choć ich będzie chyba sto tysięcy,
domek z ogrodem może stać na każdej.

 
Wszystko w makówce. Mak rośnie w ogrodzie,
Dzieci biegają i mak się kołysze.
A wieczorami, o księżyca wschodzie
Psy gdzieś szczekają, to głośniej, to ciszej.”

Wierszyk jak to wierszyk, przyjemny, nie powiem, ale przede wszystkim służy jako ilustracja, bo znakomicie oddaje istotę fikołka dokonanego przez brytyjską klasę polityczną. Do wtorku wieczorem wychodzenie było wyrazem parafiańszczyzny i szowinizmu w kontekście „cały ty unii”, w środę rano pozostawanie w „cały ty unii” było wyrazem parafiańszczyzny i głupoty w perspektywie pokus i perspektyw oferowanych przez cały wielki świat z wyłączeniem „ty unii”.

Okazało się, że to nie Brytyjczycy stracą najwięcej na hipotetycznej wojnie handlowej z Niemcami i Francją, ale Niemcy i Francja, dla których Wielka Brytania jest jednym z największych rynków zbytu. Piata gospodarka świata po wyjściu z unii „doda się” do świata poza unijnego. To unia straci piątą gospodarkę świata (liczoną według GDP), a to oznacza, że to USA umocnią się na pozycji lidera, a unia mocno spadnie w dół zbliżając się do Chin, a i to przy założeniu, że brexit nie pociągnie za sobą wojny w obronie ekonomicznej twierdzy otoczonej administracyjnymi barierami i zasiekami, toczonej przez europejską biurokrację z całym światem.

Polska, a w zasadzie cały region Europy Wschodniej, na całym tym zamieszaniu może tylko zyskać. Do omówienia przyszłych porozumień i traktatów handlowych po zawaleniu się projektu europejskiego ustawia się kolejka z prezydentem Chin na czele; w kontrze do tej wizyty, niedościgniony w szybkości zdobywania nagród pokojowych Barack Obama, przeczołga kanclerz Niemiec do Warszawy, aby przemówić do rozsądku.

Wykop Skomentuj71
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale