521 obserwujących
825 notek
2887k odsłon
9622 odsłony

Z kamerą wśród kast (oczami lingwisty)

Wykop Skomentuj122

U mnie

U mnie, jak to u mnie. Są sytuacje. Z upływem lat tracę do reszty szacunek do teorii republikańskich, których realizacja – z konieczności – może dokonywać się jedynie w elitarnych społeczeństwach mało liczebnych. Moja utrata szacunku wiąże się z miejscem siedzenia, a zasiadam w wymiarze godzin trzydziestu plus tygodniowo na salach sądowych w charakterze biegłego lingwisty. Rola przyjemna, bo jako biegłemu z „charter” nadanym przez JKM Elżbietę (pośrednio, jako że Chartered Institute of Linguists takie uprawnienia od JKM Elżbiety uzyskał i na podstawie emanacji namaszcza dalej) przysługuje mi bardzo wąsko zakreślona, a jednak niezależna rola.

Ponieważ Wielka Brytania jest państwem wyznaniowym (JKM Elżbieta jest głową państwa i kościoła, a duchowni kościoła państwowego są urzędnikami korony) to składam przysięgę odwołując się do obecności Boga; mógłbym co prawda się nie odwołać składając przysięgę w wersji dla niewidomych, ale byłoby to nieracjonalne skoro każda inteligentna istota wie, że Bóg istnieje. W tej przysiędze leci tak: „I swear by Almighty God that I will well and faithfully interpret and make true explanation of all such matters and things as shall be required of me according to the best of my skill and understanding.”

Dla kogoś, kto (tak jak i ja) lubi się powymądrzać publicznie i nie cierpi się samoograniczać do mechanicznego tłumaczenia, przysięga dostarcza kapitalnego dla celu publicznego wymądrzania się określenia zakresu kompetencji. Otóż nie tylko „well and faithfully interpret” ale także: „make true explanations […] as shall be required”. Nie tylko, że można się powymądrzać, ale można mieć realny i pozytywny wpływ na wymiar sprawiedliwości (sic!).

Z życia wzięte: w anglojęzycznym państwie u, miejscowości x, w sprawie x, oskarżony x władający językiem p przyznał się do zarzucanego mu czynu, a czynem tym było „uderzenie nożem w szyję ofiary y”. W przypadku nie budzących wątpliwości dowodów i w świetle przyznania się do winy proces karny nie odbywa się (nie ma potrzeby), a sędzia wymierza karę w ramach zagrożenia karnego przewidzianego za przestępstwo  danego typu, opierając się na materiałach zebranych w sprawie, bez konieczności zapoznawania się z tej sprawy szerszym tłem.

Tłumacz przysięgły r, wychodząc z przyznanego przysięgą zakresu kompetencji, a więc również uprawnienia dokonywania wyjaśnień w zakresie języka, nabył podejrzeń, że coś się w sprawie lingwistycznie „posypało”. Oskarżony ważył circa kilo sto i dwadzieścia, ofiara pięćdziesiąt w porywach. Oskarżony tuż przed dokonaniem uderzenia kroił kapustę, a do krojenia kapusty nie używa się kozika. Kroił ręką prawą, a lewą polewał (to znaczy, że ręka nie drżała) . Jakby „uderzył” to by głowę ściął. A nie ściął! Co więcej, zadana rana została opatrzona plastrem na żylaki, a poza tym żadna interwencja, nie mówiąc już o obecności wykwalifikowanego personelu medycznego, nie była potrzebna. Kluczem do rozwikłania zagadki i podjęcia się wyjaśnienia tajemnicy okazał się język, a w zasadzie kłopoty wynikające z mieszania językowych rejestrów.

Otóż, jak zeznała ofiara: „no i wtedy ten j..., p... w d... alkoholik musiał dźgnąć mnie nożem”, a oskarżony, j..., p... w d... alkoholik, przyznał, że ch... śliskiego „dźgnął”, ale przypadkiem, bo w czasie gdy go kopał rzeczywiście przestał kroić kapustę, ale noża nie odłożył sądząc, że zaraz do przerwanej czynności wróci.

Tłumacz policyjny, operujący w życiu prywatnym innym rejestrem języka i dokonując wyboru słowa jednego z całej palety słów, a to wszystko w ciągu ułamka sekundy, wybrał ekonomiczne w wymowie słowo „stab” i trudno do niego mieć większe pretensje, jeśli pamiętamy, że tłumaczenie jest zawsze próbą „odmalowania myśli przy użyciu palety kolorów słownika języka innego niż paleta kolorów języka oryginalnego”. Nie myślimy przecież słowami, stąd takie ekspresyjne wyrażenia jak: „tego się nie da opowiedzieć”, „słów brakuje!”, „nie potrafię tego wyrazić”, „nieporadnie pan to ujął”, „nie wiem, co chcesz powiedzieć”. Kto myślał inaczej, to źle myślał.

Problemem lingwistycznym, który się tutaj pojawił jest fakt, że słowo „stab” funkcjonuje również w rejestrze specjalistycznego języka prawnego, a co za tym idzie i prawniczego, o czym łatwo się przekonać sięgając do ustawy: „Malicious Shooting or Stabbing Act 1803”. Tłumacz policyjny nie musiał o tym wiedzieć, bo nie musiał mieć wiedzy ściśle prawniczej obok lingwistycznej (mógł być poetą albo inżynierem). Problem lingwistyczny pociągnął za sobą problem kolejny, znany psychologicznej teorii prawa: słowo „stab” otworzyło w umyśle sędziego pudełko z legalną definicją, a do pudełka przyczepiona była kartka z wyrokiem, a ten z kolei wahał się w przedziale od ośmiu lat wzwyż (stąd właściwość sądu koronnego). My jednak wiemy, że „dźgnąć” można i kijkiem i palcem, a „dźgnięcie”, a więc właśnie słowo potoczne o niejasno określonych granicach znaczeniowych, trudno w oczywisty sposób powiązać z zamiarem pozbawienia życia albo ciężkiego uszkodzenia ciała.

Wykop Skomentuj122
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale