521 obserwujących
825 notek
2887k odsłon
5733 odsłony

Wstydliwe tajemnice hydr

Wykop Skomentuj96

Dramatyczna sytuacja byłych zarządców majątku pozostałego po PRL-u, a dostosowywanego do niedawna do roli stacji przeładunkowej i hurtowni towarów na kierunku wschód-zachód z dyrekcją w Berlinie, powoduje, że w obliczu klęsk dotychczasowych strategii na tak zwanej „prędce” fastryguje się nowe: ostatnio usiłując połączyć w jedno: wnuków narodowców z wnukami socjalistów z II RP, na deser dodając tradycyjnie już Kościół. Taki zabieg jest sam w sobie dosyć zabawny, bo przeciwko komu te dwie „trumny” miałyby się zjednoczyć i wobec jakiego zagrożenia przestać wadzić? Historycznie znamy dwa typy takich zagrożeń unifikujących: rusyfikację z germanizacją oraz sowietyzm z hitleryzmem, występujących u nas łącznie.

„Fastryga” jest potrzebna, by wzbudzić w Pogubionych Biednych Ludziach przekonanie, że życie społeczne się brutalizuje, a Polska staje się rasistowska. PBL nie pamiętają, że najbardziej rasistowska była Polska w czasach, kiedy organizowaniem rasizmu zajmował się towarzysz Tejkowski, przyjaciel rodziny M czyli Sz. W każdym razie w celu wyprodukowania wrażenia, dowodów i pamięci zaroiło się od brutalnych napaści. Jedną z nich była napaść na profesora, który po niemiecku rozmawiał z Niemcem w warszawskim tramwaju.

Nie sposób nie potępić ataku, jak to określił sam poszkodowany, „podpitego proletariatu”, niemniej zauważmy jak bardzo zakodowana w proletariacie jest święta reguła gościnności, która na dźwięk niemieckiego języka nakazuje lać nie „Nimca”, ale jego polskiego przewodnika. Panu profesorowi życzę, żeby sprawca szycia głowy został ujęty i osądzony za czyn o charakterze chuligańskim – tak załatwiać spraw nie można, nawet jeśli nie jest się fanatycznym Europejczykiem. Natomiast i Panu profesorowi i innym profesorom poddaję pod rozwagę, że najprawdopodobniej obserwują odradzanie się świadomości i dumy narodowej, a proces ten może przyjąć i takie chuligańskie formy, jeśli był poprzedzany ponad dwiema dekadami intensywnych procesów wybielania "Europejczyków" połączonych z jeszcze bardziej intensywnymi procesami oczerniania i upokarzania Polaków, czego najlepszym przykładem hagada socjologa Grossa i serdeczne przeprosiny prezydenta Kwaśniewskiego w imieniu Polaków (sic!) za mord popełniony przez okupacyjne, wojskowe władze niemieckie na obywatelach polskich[i].

A skoro już przy naszych byłych obywatelach jesteśmy, to warto przy tej okazji wspomnieć oburzenie Światowej Prasy w związku z ich losem, a to na marginesie Światowego Dnia Holocaustu. Jak donosiła 27 stycznia 2016 roku prasa brytyjska i izraelska (cytuje za Daily Mail, tłumaczenie własne): „[…] W Izraelu, prawie jedna czwarta ocalałych z zagłady żyje w nędzy, pozostawiona przez państwo na śmierć w slumsach”. Przy czym ja doskonale rozumiem, że amerykańskie organizacje zajmujące się ściąganiem długów rozliczyły się co do euro ze skutecznej egzekucji odszkodowań od państw pozostających w czasie wojny pod okupacją niemiecką oraz państw neutralnych, takich jak Szwajcaria. Nie chce mi się wierzyć, by uzyskane odszkodowania trafiły gdzie indziej niż na konta jeszcze żyjących ocalałych, w tym byłych obywateli polskich; wnoszę, że środków tych było jednak zdecydowanie za mało, a państwa Izrael, oblanego morzem państw wrogich, nie bardzo na skuteczną pomoc osiemdziesięcio- i dziewięćdziesięciolatkom stać.

A wracając do prześladowanych w Warszawie etnosów... O prześladowaniach doniosła pewna Ukrainka, którą kierowca zbeształ za gadanie przez komórkę w autobusie tuż nad jego uchem. W jednej chwili poczułem do tego kierowcy wielką sympatię, bo ja – korzystając z uroków brytyjskich kolei – bezustannie cierpię z powodu bab (głównie), które w siedemdziesięciu językach świata muszą mi koniecznie umilić szczebiotaniem czterdziestominutową podróż, przerywając jedynie dla nabrania oddechu, i starając się upchać rekordową ilość słów w ciągu każdej minuty z tych czterdziestu. Pani Ukrainko – kierowca miał rację, w miejscu publicznym ogranicza się zarówno rozmowy jak i emitowanie innych nużących dźwięków do minimum. Jest to wymóg kulturowy, a nie prawny, chociaż kierowca mógł uznać, że go Pani rozprasza (i wnerwia pytlowaniem).    

A wracając raz jeszcze do języka niemieckiego na ulicach Warszawy... No cóż, wszyscy jesteśmy jakoś tam obarczeni historią; wycieczki objazdowe zadowolonych z siebie, bogatych niemieckich emerytów po ziemiach polskich zawsze budziły we mnie pewnego rodzaju dysonans estetyczny, a skoro Pan profesor Jerzy Kochanowski zajmował się dokumentacją powojennego losu Niemców w okupowanej przez sowietów Polsce, w pracy: „W polskiej niewoli: niemieccy jeńcy wojenni w Polsce 1945-1950 (2001)” to ja też w ramach sympatii dorzucę wspomnienie. Otóż moja babcia, wraz z mężem zwolnionym z obozu jenieckiego i moim małoletnim wtedy wujem, została wysiedlona z własnego mająteczku i przypisana do innego (obydwa na terenach wcielonych do Rzeszy) w roli służby.

Wykop Skomentuj96
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale