Historia, zwłaszcza ta dłuższa niż dekadę, obrasta w setki bon motów, mniej lub bardziej wyeksploatowanych przez dziesięciolecia. Jednak bywają postaci, których myśli się nie starzeją, współczesne w każdym z kolejnych pokoleń. Przy czym wcale nie jest powiedziane, że dobrze to świadczy o tych generacjach. W pamięci pokoleń zapisują się zwykle czasy ważkie, mocne momenty w historii danych narodów. Chińskie przysłowie złorzeczy: "Obyś żył w ciekawych czasach" i trudno zaprzeczyć, że takowe akurat były udziałem polskich generacji. Sinusoida zwycięstw i klęsk. Przy czym scenariusz zawsze obfitował w szereg pobocznych wątków, nie mniej "ciekawych", równie mocno zapisujących się w historii...
Przystanek Niepodległość...Buda, gdzieś w szczerym polu, wiatrem podszyta, z dziurawym dachem i wybitymi szybami. Bileter włąśnie uciekał, razem z zawiadowcą stacji i rewizorem. Jeszcze przez kilka lat, ewakuowali się kolejnymi pociągami, bo rzadko który chciał jechać w pożądanym kierunku. A jednak cieszyliśmy się z odzyskania tej budy, jakbyśmy odziedziczyli magnackie komnaty. Nie raziły zagrzybione ściany, przeciekające dachówki, czy zepsute zamki. Wzięliśmy się do roboty. Może nie wszyscy z równym zapałem, może majster co i rusz się zmieniał, raz wysłany na łono Abrahama, innym razem przegnany przez konkurencyjną ekipę, albo historię, która lubi się wtrącać w nasze polskie sprawy. Ale w ciągu 20 lat, z małymi przerwami, zdążyliśmy wyremontować tą budę na tyle dobrze, że rozrosła się do rozmiarów sporego dworca, z bielonymi ścianami, sztukaterią i nowoczesnym taborem, a za oknami nie straszyło już szczere pole, ale całkiem sensownie zabudowany krajobraz.
Jasne, że to obrazek jak z turystycznego folderu, może trochę przypudrowany, bo przecież nędza i wieś i Powiśle, czy Łódź, ale generalnie, w ostatecznym bilansie, nie wypadliśmy chyba najgorzej, sklecając w ciągu tych dwóch, wyszarpanych dekad coś z niczego, a raczej 3 razy niczego, każdego innego, w innym kolorze i na innych zasadach. 3 zera, 3 ślady ukradzionej niegdyś państwowości, sklecone przez porywczy, histeryczny i kłótliwy naród. No ale mieliśmy dobrego brygadzistę, który gdy trzeba było chwytał dekowników za twarz i mówił co myśli.
Nie został z nami do końca postoju. Odjechał w nieznane po 17 latach, zostawiając ekipę, która już nie pracowała jak dawniej, ale wciąż jeszcze stać ją było na sensowny wysiłek. Jakiś czas później historia wysłała ją na bezrobocie, rozmontowała gmachy i na jakieś 50 lat znów wprowadziła swoje zasady. Z budowniczych zostaliśmy pasażerami...który to już raz z kolei? Różnica taka, że na szczęście już nie w bydlęcych wagonach, ale znów na ten sam przystanek. I dojechaliśmy...Przystanek Niepodległość. Ta sama buda, to samo szczere pole...Minęło 25 lat i...dworca z bielonymi ścianami jak nie było tak nie ma...


Komentarze
Pokaż komentarze