Wprawdzie niedzielne popołudnie, to pora raczej na dobra kawę niż "smęcenie" na S24,ale szczerze, to jak czytam o tym wczorajszym (nie)porozumieniu to krew mnie zalewa i klawiatura świerzbi. Wiele już zostało powiedziane na ten temat- noty Eski czy Giza chociażby. Nie będę się tu powtarzać, bo takie bicie piany, zreszta już dość ubitej, nie ma większego sensu.
Górnicy zapomnieli, a w każdym razie ich "przedstawiciele", że są tacy, z którymi się nie paktuje. Nie bez przyczyny piszę przedstawicieli w cudzysłowiu. Jeśli wierzyć licznym doniesieniom i temu co podpowiada zdrow rozsądek, albo jak chca niektórzy: spiskowa teoria wszystkiego, skręcająca nieco w stronę Pałacu Namiestnikowskiego Solidarność P. Dudy, jest raczej koncesjonowanym przedstawicielstwem i dbając o własne, związkowe stołki , wyrządziła raczej górnikom niedźwiedzią przysługę. Trzeba bowiem sporej naiwności , żeby wierzyć w dobrą wolę strony rządowej, reprezentowanej przez osobę, która z uciekania w kłamstwo zrobiła swój znak rozpoznawczy. Jeszcze kilka dni temu kategorycznie twierdziła, że bez "wygaszania" ani rusz, że bankructwo regionu i Kompania na bruk, a dzisiaj nagle, w niejasnych zapisach okazało się , że i kasa się najdzie i dobra wola do rozmów. Oczywiście, ta dobra wola skończy się pewnie po wyborach, bez względu na to kto w nich zwycięży, bo jakoś trudno uwierzyć, że strona która stoi za kopalnianą awantura Pani Kopacz tak łatwo odpuści.
Mnie zastanawia w tym wszystkim co innego. Gdzie jest polska opozycja? Jak długo będzie trwał jeszcze jej zimowy sen? Do tej pory jakoś byłam w stanie sobie racjonalnie tłumaczyć pewne jej posunięcia. Wybor i czekanie z reakcją do 13 grudnia? Ok, to jeszcze jakoś da się ogarnąć. Wbrew platformianej narracji pokazać spokojny, daleki od pieniactwa, ale skuteczny- w sensie wielkości marszu- protest. Nic to, że rozsądek podpowiadał, że zamiast maszerować trzeba konkretnie działać. Po to jest opozycja, a włądza słaba i sama takimi szfindlami, jak wybory samorządowe, się podkłada. Ale cóż, mleko się rozlało, marsz przeszedł, życie toczy się dalej.
Zaczął się nowy rok i rząd Ewy Kopacz zadbał o kolejne fajerwerki. Ledwo przebrzmiała, przynajmniej w opini publicznej sprawa wyborów, a zaczęła się awantura z POZ. Oczywiście "zdeterminowana" premier i minister zdrowia dawali dzielny odpór leniom i chciwcom w kitlach, aż do czasu gdy pojawiła się groźba ogólnopolskiego strajku. Wtedy determinacja się skończyła i jakoś znalazły się dodatkowe środki. O tym, że to kolejne gaszenie pożaru, a nie systemowe działanie, obliczone na miesiące czy lata, szkoda gadać. Gdzie w tych dniach była opozycja? Pokrzykiwała na ministra, pokrzykiwała na Kopacz, w mediach udzielał się nowy rzecznik, ale co ponad to? Pytanie retoryczne. Ponad to : Wielkie Nic. Słodki sen. Na razie wciąż jeszcze pod pierzynką, a nie z ręką w nocniku. Wreszcie awantura o kopalnie.
Dzisiaj pojawiają się głosy i jak napisałam wyżej, też uważam że coś w nich jest, jakoby to była ustawka związków z rządem. Całkiem być może, wiele na to wskazuje. Ale na litość, nie wykorzystać kolejnej okazji? Nie mówię już tylko o PIS, ale o całej opozycji. Przecież gołym okiem widać było wrzenie społeczne, poparcie jakiego Polacy udzielali górnikom, wbrew rządowym szczujniom i co? Znowu wielkie...Nic. Oprócz pohukiwania w mediach i użalaniem się nad frankowcami. Jak długo trwał będzie jeszcze ten niedźwiedzi sen? Zima w tym roku łagodna, czas się obudzić i wziąć do roboty, bo niedługo nie będzie już komu, po co i gdzie, a ostatni "wygasi" światło...


Komentarze
Pokaż komentarze (17)