Wyobraziłam sobie któregoś razu, że mieszkam w państwie, za którego przedstawicieli nie muszę się wstydzić i że mogę ich wybrać z pełnym przekonaniem, bez żadnego mniejszego zła czy zaciśniętego nosa. Lubię sobie czasem rozważać fikcyjne scenariusze. Tyle, że tym razem, nie będzie to SF . Taką mam przynajmniej nadzieję, bo oto dzisiaj, w sali rycerskiej Kętrzyńskiego Zamku miałam namiastkę tego swojego wyobrażenia.
Zobaczyłam i usłyszałam człowieka, który doskonale wie czego chce, o jaki urząd sie ubiega i ma wyraźnie sprecyzowane cele swojej prezydentury. Zresztą, jak sam stwierdził, nie o prezydenturę sie ubiega, nie o trwanie pod żyrandolem, tylko o urząd, z wszystkimi jego konstytucyjnymi konsekwencjami i mówi to w taki sposób, że można mieć pewność, iż rzeczywiście nie będzie niczyją paprotką.
Zobaczyłam i usłyszałam państwowca, który dumny ze swojego kraju, doskonale dostrzega jego największe mankamenty i wie jak je, w ramach prezydenckich kompetencji, naprawić. Wprawdzie, po całym dniu spotkań z warmińsko- mazurskim elektoratem, dotarł do Kętrzyna spóźniony, co siłą rzeczy ograniczyło ilość zadawanych pytań. Jednak usłyszałam to czego oczekiwałam. Żadnych banałów, żadnych gładkich słówek, tylko same konkrety o gospodarce, o nowelizacji szkodliwych ustaw: jak "6 latki" czy "wiek emerytalny", obrona polskich lasów i nieśmiertelny temat frankowiczów. Jednak nie przypominało to koncertu obietnic w stylu: "czego to ja nie zrobię jak mnie wybierzecie" , znanego choćby z publicznych wystąpień pani premier.
Konkret , był tym, co z tego krótkiego wystąpienia, najbardziej przykuwało uwagę i sądzę, że było to wrażenie większości, z tego tłumu, który przybył do kętrzyńskiego zamku. I nie zepsuła go nawet fatalna organizacja ze strony gospodarzy. Tym razem, pójdę na wybory z całkowitym przekonaniem, że wybieram rzeczywiście SWOJEGO kandydata...Andrzeja Dudę.


Komentarze
Pokaż komentarze (76)