Obiecałam sobie , że już nie będę więcej "jeździć" po lokatorze Belwederu. Oburzenie i świerzbiące pióro to jedno, no ale tyle hejtu z każdej strony, na jednego, niedomagającego starszego pana na urzędzie to może trochę za dużo. Jednak się nie da. Bronisław Komorowski wprost nie daje o sobie zapomnieć. Może to choroba, może parcie na szkło, a może po prostu....? No właśnie... Nie wiem, ale wiem, że festiwal prezydenckich kompromitacji trwa w najlepsze i nabiera tempa. Ledwo skończył się szum wokół pląsów z szogunem, minęło oburzenie w sprawie Żołnierzy Niezłomnych, a PBK znów błysnął.
Niestety znów publicznie. Wprawdzie , może to i żadna afera. Zwłaszcza w porównaniu do wcześniejszych "katastrof" i z pewnością nie jest to sprawa wagi narodowej, a jednak. No bo sami powiedzcie, paradowanie po ulicy z rozpiętym rozporkiem i beztroskie zapinanie tegoż przed kamerami, w kampanii wyborczej, wśród elektoratu, kamer i ze świadomością, że po ostatnich wyczynach jest się na publicznym "celowniku" to nie jest już chyba kwestia powierzchowności. Każda wpadka z osobna, w tzw. "starych demokracjach" byłaby powodem publicznej dyskusji, a co dopiero suma tylu kompromitacji.
Czasami mam wrażenie, że to krecia robota kogoś ze sztabu, no bo co innego? W każdym razie wolę tą ewentualność, niż rzeczywistość w której miałoby się okazać, że prezydentem tego kraju i pretendentem do reelekcji rzeczywiście jest , delikatnie mówiąc, nieokrzesany trefniś. Już sobie wyobrażam ten rechot, gdyby podobna sytuacja przydarzyłaby się komuś z opozycji. Szyderstwom nie byłoby końca.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)