Jacy oni są przewidywalni, prawda? Właśnie PKW w osobie swojego przewodniczącego , poinformowała nas, że tym razem też poczekamy na wyniki, bo rzeczywistość nie nadąża nad postępem i głosy będą liczone "na piechotę" . Ostatnio MON ogłaszało przetarg na drabiny, a może trza było zamówić liczydła...? Nie będę się tu już pastwić, ze to jak za króla Ćwieczka, że to doskonale obrazuje stan państwa, bo jeśli zapowiedzi PKW skonfrontować z ostatnimi "występami" PEK I PBK to przestaje być śmiesznie, a zaczyna być poważnie. Urzędujący premier na partyjnej agitce za peowskim kandydatem zapewnia , że zrobi wszystko co w jej mocy, żeby ten wygrał. Tenże kandydat z kolei , śmieje się w twarz swoim przeciwnikom, stwierdzając, że mogą sobie gwizdać a on i tak wygra te wybory. No dobra, mo że przesadzam, może to tylko prawa kampanii, u nas i tak jak na razie w miarę spokojnej, ale jeśli takie kwiatki stanowią kontekst dla dzisiejszej zapowiedzi o ręcznym liczeniu głosów, zatem w tym niewydolnym PKW praktycznie niesprawdzalnym, to te zapowiedzi układają się w sensowną całość. Oczywiście , że zrobimy wszystko, żeby PBK wygrał- będziemy tak długo liczyć, aż się doliczymy. Inaczej mówiąc, możecie nam skoczy ć, a my i tak zrobimy co zechcemy.
Tylko żebyście się nie przeliczyli. Ta sytuacja pokazuje, jak wielki jest w ich szeregach strach przed przegraną. W swojej determinacji nie cofają się przed niczym i znów serwują nam znaną śpiewkę, tą samą , którą słyszeliśmy w ubiegłym roku. Wiecie, rozumiecie, system jest niewydolny, będziemy liczyć ręcznie, to musi potrwać, nie rozdwoimy sie przecież, nie mamy kalkulatorów w głowie, etc...a inaczej: Ej Wy, motłoch, nie cieszcie się tak z tego Waszego Dudy, może i wygra, ale to my będziemy liczyć głosy i już my je odpowiednio policzymy. Oczywiście to tylko moja hipoteza, albo jak kto woli, teoria spiskowa. Wcale nie musi tak być, ale polskie realia każą myśleć coś przeciwnego. W każdym razie to powinno oznaczać koniec jakichś publicystycznych wojenek podjazdowych, małostek panów "dziennikarzy" i analiz od siedmiu boleści. Mobilizacja aż do wyników i trzeba im dokładnie, systemowo patrzeć na te "liczące ręce" co by i tym razem się nie "pomyliły". Jednym słowem, wszystkie ręce na pokład! Inaczej czeka nas kolejne pięć lat.....ech nawet sobie lepiej tego nie wyobrażać


Komentarze
Pokaż komentarze (10)