Po wczorajszym ringu, w którym to nieprzekonani i przekonani pozostali przy swoim, a Ci którzy pomylili polemikę z rynsztokiem więcej nie przyjdą, pora na coś lżejszego. Owszem, poniedziałek raczej przypłynął niż nastał, gdyż ranek spłynął strugami wody. Właściwie nadal pada, ale skala szarości za oknem, nabrała już nieco rumieńców. Zważywszy na nerwowy wieczór, zepsuty nieco wynikiem meczu, jak na razie nie jest źle. Zazwyczaj mojej porannej gonitwie towarzyszy radio i tak między straszeniem wojną, korkami w stolicy i panem Nawałką, miła pani rzuciła w eter informację, że gdzieś w Polsce, konkretnie na moich Mazurach zadomowiły sie już tegoroczne bociany. Cóż , info jak każde inne, jednak to od razu poprawiło mi humor. Bo co to oznacza? No jak to co, wiosna panie sierżancie, panie Kowalski, panie kierowco, który mi drzwi autobusu zatrzasnąłeś przed nosem, wiosna panie kierowco, który oblałeś mnie dzisiaj strugami wody, ale nic to, bo bocian oznacza wiosnę. Koniec długich wieczorów, szarych krajobrazów, zimna, śniegu, etc. i całą masę energii. To bezprzecznie moja ulubiona pora roku, chwilowo łagodząca wszelkie zapędy do polemik, hejtu i takich tam. Czego i Wam, którzy tu czasem zaglądacie, w tym wyjątkowym, Wielkim Tygodniu życzę :)


Komentarze
Pokaż komentarze (20)