Zastanawiam się właśnie, co bardziej mnie irytuje. Idiotyczna, acz z pewnością wcale nieprzypadkowa, wypowiedź dyrektora FBI, czy wysiłki wielu polskich uzytecznych idiotów, próbujących ją jakoś tłumaczyć? Przypomina mi to sytuację, sprzed paru miesięcy, gdy po oscarowej nominacji "IDY" rozgorzała debata na temat naszego miejsca w historii holocaustu, Wówczas również stada użytecznych wypowiadały się podobnie do tego waszyngtońskiego nikczemnika.
Bo o ile , dla każdego rozsądnego, słowa o polskim współudziale w Zagładzie są tyleż podłe, niesprawiedliwe i kłąmliwe po prostu, ileż wielce zamierzone, zwłąszcza w kontekście wczesniejszych przebąkiwań o polskich odszkodowaniach za tragedię Żydów, jaka się na tych ziemiach rozegrała 7 dekad temu, o tyle wysiłki tłumaczenia, rozmywania winy i przyznawanie , że "no może przeadził, ale przecież my też, bo Jedwabne etc." są już kompletnie niezrozumiałe.
Przecież sam fakt, że te słowa padły, że padły nieprzypadkowo, z całą świadomością ciężaru jaki niosą, jest nie tylko bezczelnością amerykańskiego urzędnika, ale też pokłosiem tego naszego samobiczowania, tych wszystkich "Pokłosi", "Id", utrwalania w świecie, przez nas samych (sic!) wizerunku Polaka jako krwiożerczego antysemity, zakłamywania własnej historii.
Trudno ocenić, na ile to zaplanowane działanie, na ile politpoprawna nadgorliwość, a na ile pospolita ignorancja i brak wiedzy. Jednak faktem jest, że suma tych wszystkich "postępowych wysiłków" wydała właśnie zgniły owoc, który jednak oprócz przetaczającego się publicznie oburzenia, może mieć rzeczywiście gorzki smak wymiernych konsekwencji, nie tylko wizerunkowych ale materialnych i politycznych.
Świadczy to również o absolutnym braku spójnej, przemyślanej polityki historycznej rządu, ograniczającej się do kolejnych "resetów" i zadekretowanej "radości" z Oscara dla "Idy". Na kolejne jego konsekwencje z pewnością nie będziemy musieli długo czekać. Na szczęście ten ,więcej niż dyplomatyczny, incydent nie połozył się znaczącym cieniem na obchodach wczorajszej rocznicy Powstania w Getcie Warszawskim, a w publicznym przekazie zwyciężyła historyczna prawda, uosabiana przez Irenę Sendlerową i innych Sprawiedliwych, których drzewka kwitną w Yad Vashem.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)