I bez niespodzianki. Okazało się jak zwykle. Były Prezydent najpierw się naindyczył, nadął jak balon, wyzwał na debatę i w ostatniej chwili stchórzył. Zabiegał o spotkanie, które w Jego zamyśle, miało oczyścić Go z zarztów współpracy z bezpieką PRL. Wprawdzie wobec zeznań tylu świadków, materiałów źródłowych i dokumentów IPN nie miał na to wielu szans, ale zawsze to okazja do uczciwego przedstawienia swoich racji. PRL łamał nie takie sumienia, nie takie kręgosłupy przetrącał.
Mógł się Wałęsa uczciwie wytłumaczyć przed Narodem, a nawet własną żoną, co to Jej te "wygrane w totka" w zębach grzecznie do domowego budżetu nosił. No ale jak to, Ja który tymi ręcami o take Polske, który Solidarność sam jeden prowadziłem, a nie jakaś tam Walentynowicz, Ja Wałęsa, Ja Noblista i mnie jakieś IPN-y, Cenckiewicze będą tu po swojemu przesłuchiwać, o nie, co to to nie. IPN do sądu a Ja do Chile. Styczniowy klimat mi nie służy....
I po co Panie Wałęsa był Panu ten cyrk, po co było rzucać wyzwanie? Serio Pan wierzy , że Polacy wciąż Pana kochają, że Jest Pan autorytetem? Tak? Gratuluję wysokiej samooceny, ale nawet jeśli jakieś resztki autorytetu u niektórych Pan jeszcze zachował, Panie Wałęsa, to chyba tym tchórzostwem i rejteradą, tym kolejnym stroszeniem wyleniałych piórek nieodwołalnie je stracił.
Myślę , że swoim zachowaniem, swoją ucieczką przed debatą, Lech Wałęsa tylko potwierdził opinii publicznej tożsamość Bolka i żadne pogróżki wobec IPN, żadne brednie o "swoich" sposobach na walkę z komuną tu nie pomogą. A była szansa zachowania resztek godności


Komentarze
Pokaż komentarze (11)