Kilkadziesiąt tysięcy lat temu nasz przodek, homo, został sapiensem. Istotną rolę odegrało uświadomienie sobie problemu śmierci, własnej i bliskich. Gdy przedtem porzucał zwłoki, nie dbając czy rozszarpią je sępy lub wilki, teraz zaczął je grzebać, uwieczniając choćby nagrobkiem z kamieni. Zaczął się też zastanawiać, co dzieje się z tym czymś, co człowieka ożywiało, czy przepada raz na zawsze, czy odchodzi gdzieś - ale gdzie? Śmierć bliskich ukazała mu własną przemijalność.
Jak pisze Biblia:
Gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy.
Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.
Stąd religia i sztuka, jako kompensacja niespodziewanej, niepokojącej wiedzy. Nie dyskutuję tu, czy za nią kryje się prawdziwy Bóg (ja wierzę, że tak). Chodzi mi jedynie o to, że szacunek dla przodków, ich dusz i ciał, jest jedną z podstawowych cech człowieczeństwa.
Równocześnie Neandertalczyk żył w pierwotnym raju, choć dziś myślimy, że może i on był na pewnym stopniu rozwoju.
A teraz? Okazuje się, że furda zwłoki, życia już nikt nie wróci, a jak się przemiele, zmiesza z błotem i śmieciami, to co to komu może zmieniać. Niech sobie pisowcy grzebią jeżeli muszą.
Tak to historia wróciła do punktu wyjścia. Neandertal rulez!


Komentarze
Pokaż komentarze (10)