15 obserwujących
176 notek
155k odsłon
187 odsłon

Solidarność, to jeden drugiego brzemiona noście.

Wykop Skomentuj

    Trwają obchody 40-tej rocznicy powstania Solidarności, warto powspominać. Ten fenomen życia publicznego współczesnego świata jest opisywany przez ludzi z rozmaitych punktów widzenia, zatem i ja, skoro od lat sam siebie nazywam „solidaruchem”, spróbuję co nieco dopowiedzieć. Może uda mi się wyjaśnić, dlaczego inspirację do działalności politycznej czerpię z pobudek religijnych. I nie chodzi tu o jakąś wielką politykę, ale o zwykłe przygotowanie się do porządku demokratycznego, bo demokracja wymaga od nas, wyborców nieco wysiłku, a nie tylko oceny kandydatów po wyglądzie z plakatów wyborczych. A czy mam prawo do nazwania się „solidaruchem”, mimo że od 1991r. formalnie nie jestem członkiem NSZZ Solidarność, a przedsiębiorcą, niech oceni czytelnik? 

    Podczas inauguracji wystawy „40 lat Solidarności” w Bielsku-Białej przedstawiciel IPN stwierdził, że organizatorzy sierpniowych strajków z 1980roku nawet nie przypuszczali, że w tak krótkim czasie osiągniemy taki zakres swobód obywatelskich. Musiałem wtedy przypomnieć, że w FSM jeden z postulatów dotyczył utworzenia opozycji politycznej. Niektórzy koledzy z innych zakładów, obecnie weterani, dziwili się, o czym ja mówię, bo przecież domagaliśmy się wtedy jedynie pluralizmu związkowego. Ja jednak dobrze to pamiętam, bo sam pisałem taki postulat na warsztacie WRF, wśród robotników i po zebraniu ponad setki podpisów przedłożyliśmy listę dyrektorowi Zakładu1. Z kopią naszych postulatów, schowaną za pazuchą, poszliśmy z Genkiem Widyną nawiązać kontakt z Narzędziownią, bo wiedzieliśmy, że oni też złożyli dyrekcji listę postulatów i tak jak my czekają na odpowiedź. Tylko im wyznaczono zebranie na środę, a nam na czwartek. Ta lista za pazuchą była naszą legitymacją do współdziałania. Po środowym zebraniu na Narzędziowni, na które przyszło już ponad 300 osób z prawie całego Zakładu1, spisaliśmy z dyrekcją jedną wspólną listę postulatów, którą posłaliśmy wraz z poparciem dla MKZ do Gdańska. Wtedy też został wykreślony mój postulat utworzenia niezależnej od PZPR partii politycznej, bo jak stwierdził dyrektor Kania – on pod przyjęciem takiego protokołu podpisać się nie może; to jest postulat wyraźnie polityczny, nie do załatwienia na szczeblu zakładu, a skoro będziemy już mieli niezależne samorządne związki zakładowe, to sobie wszystkiego sami przypilnujemy. Tłumaczyłem, że partia rządząca musi być kontrolowana przez równorzędną organizację, ale koledzy robotnicy odstąpili od popierania mojej argumentacji. Wybraliśmy 80 osobowy Komitet Robotniczy, reprezentujący większość wydziałów Zakładu Nr1 FSM i wyznaczyliśmy termin jednodniowego strajku solidarnościowego ze Stocznią w Gdańsku. Taki był początek niezależnej działalności związkowej w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej. We wrześniu zająłem się organizowaniem struktur związkowych, ułożyłem ordynację wyborczą, odpowiednią dla liczącego ok. 10tys. pracowników Zakładu1. Podjęliśmy też współpracę z tworzącymi się komisjami zakładowymi z innych zakładów FSM, rozrzuconymi na terenie czterech województw. Na szczeblu Fabryki utworzyliśmy Fabryczną Komisję Koordynacyjną, by załatwiać sprawy wspólne dla 34tys. pracowników. Jako ekspert od organizacji i wyborów zostałem wydelegowany na Komisję Krajową do Gdańska, gdzie byłem świadkiem podjęcia uchwały o nadaniu organizującemu się związkowi nazwy NSZZ „Solidarność”.

    Od samego początku włączyliśmy się do współpracy z innymi mieszkańcami Bielska-Białej, tworząc Region Podbeskidzie. To już nie była działalność li tylko związkowa, ale tworzenie struktur do samorządu terytorialnego. Opór, na jaki natrafiliśmy ze strony komunistycznych władz miejskich i wojewódzkich musiał w efekcie doprowadzić do zwarcia. Styczniowy strajk na Podbeskidziu, największy i najlepiej zorganizowany w Polsce od strajków sierpniowych ewidentnie nie miał podłoża ekonomicznego, a polityczne. Zostałem wówczas okrzyknięty łamistrajkiem, ponieważ na apel Komisji Krajowej chciałem zawiesić strajk w FSM, by umożliwić prowadzenie rozmów z rządem na trzy tematy, istotne dla całości przemian w Polsce. Chodziło o

- zniesienie cenzury prewencyjnej

- uruchomienie Tygodnika Solidarność

- wprowadzenie wolnych sobót.

Nie rezygnowałem przy tym z żądania usunięcia ze stanowisk i rozliczenia skorumpowanych dygnitarzy wojewódzkich, podjąłem nawet głodówkę w tej sprawie. Kiedy jechaliśmy do Warszawy, po wsparcie od Komisji Krajowej, towarzyszył mi związkowiec, wyznaczony do dozorowania mojej głodówki.

    I wtedy w sukurs przyszedł Kościół – do Bielska przyjechał powołany przez Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego zespół mediatorów z abp. Bronisławem Dąbrowskim na czele i 6 lutego strajk się zakończył podpisaniem porozumienia z komisją rządową. Jednak przed usunięciem ze stanowisk lokalnych kacyków strajk musiał zostać zawieszony. Znamienne, że księża biskupi rezydowali i prowadzili mediacje na plebanii św. Mikołaja, gdzie cztery lata później przygarnął nas nowy proboszcz tej parafii ks. Zbigniew Powada.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka