Biskupi zaapelowali do wiernych i władz o działania w celu ograniczenia spożycia alkoholu. Proponują m.in. zakaz sprzedaży napojów wyskokowych w nocy oraz na stacjach benzynowych.
- Wobec nowych wyzwań należy raczej zmniejszać dostępność alkoholu. Trzeba ograniczyć ilość punktów sprzedaży, a także zakazać handlu alkoholem na stacjach paliw oraz między godziną 22 wieczorem a 8 rano.
Pamiętam czasy, gdy za socjalizmu alkohol był sprzedawany dopiero od godziny 13.
W niczym to nie pomogło przeciwnikom picia, wzbogacali się za to prowadzący tzw. meliny i taksówkarze wożący wódkę w bagażnikach. Kto miał pragnienie, zawsze alkohol znalazł. Oczywiście, za większą cenę, niż w sklepie.
W czasach, gdy wódka była dostępna tylko na kartki, kwitło na dużą skalę bimbrownictwo. Było to nawet w modzie wśród elit naukowych i artystycznych. Chętnie dzielono się przepisami i sposobem produkcji oraz technologiami wykonania odpowiedniego oprzyrządowania do destylacji bimbru.
Przymuszanie polaków do abstynencji nigdy nie przyniesie oczekiwanego skutku. Jeżeli ktoś ma chęć napić się, to nic go nie powstrzyma.
Apele kleru o zakaz sprzedaży wydają się o tyle dziwne, że przecież większość polaków jest katolikami i powinien wystarczyć sam apel z ambony. Katolicy powinni być na tyle świadomi, aby apel kleru wziąć do serca i nie biegać nocną porą po knajpach i stacjach benzynowych w poszukiwaniu trunku. Chyba, że prawda o 97% katolików w Polsce jest tylko mitem.
Natomiast nawoływanie do ograniczenia sprzedaży alkoholu przez sklepy i restauracje kłóci się z zasadami wolnego rynku.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)