Wydaje mi się, że kiedyś obowiązywała zasada domniemanej niewinności.
Że to oskarżający aby był nadal uważany za osobę godną jakiejkolwiek uwagi powinien wykazać, że zarzuty przez niego kierowane mają jakiekolwiek uzasadnienie. I że zarzuty te nie opierają się na plotkach i nie są zwykłym pomówieniem.
Ale w czasach gdy normą stało się prawo politycznej prostytucji jest to zupełnie inaczej pojmowane.
To pomówiony musi udowadniać że jest oskarżany niesłusznie, bezpodstawnie, bez przedstawienia wiarygodnych dowodów winy.
Dlatego nie dziwcie się, że w mojej ocenie polityk hołdujący tej zasadzie nie ma żadnej zdolności honorowej.
A Donaldowi Tuskowi ręki bym nie podał.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)