39 obserwujących
330 notek
388k odsłon
  1036   0

Blog roku. Czy było warto?

Konkurs na Blog Roku 2009 zakończony. Przynajmniej dla mnie. Czy było warto starować? Czy odniosłem jakiś sukces? Czy to doświadczenie mnie czegokolwiek nauczyło? Coś mi pokazało? Odpowiedź na wszystkie z tych pytań brzmi: „Tak, ale…”

Promocja

Zaczynając swój udział w konkursie, zgłaszając do niego swego bloga, miałem bardzo konkretne założenie. Moim celem było dotarcie do kilku, czy kilkuset nowych osób, które bez tego nigdy by się o blogu nie dowiedziały. W Internecie istnieją miliardy stron. Miliony z nich są w języku polskim. Blogów zapewne są setki tysięcy. Niemal każdy teraz, od premierów po kierowców, uważa, że ma coś ważnego do powiedzenia i że inni koniecznie muszą to usłyszeć. Dlatego też większości z tych blogów nikt nie czyta, poza najbliższą rodziną. Zwłaszcza nikt nie czyta blogów kierowców, sprzątaczek, gospodyń domowych i egzaltowanych nastolatek. Nikt ich nie czyta z braku czasu, bo cały czas, jaki mieli, poświęcili na czytanie blogów polityków.

Dlatego też uważam, że jest sukcesem, że moje blogi odwiedza po kilkaset osób dziennie. Stronę www.polonus.alleluja.pl gdzie zaczęła się moja przygoda z pisaniem, odwiedziło przez ostatnie sześć lat ponad milion gości. Bloga w „Salonie24”, który zacząłem zaledwie parę miesięcy temu, odwiedziło już 25 tysięcy osób, a przecież piszę także na Frondzie i na swoim forum, odwiedzanym każdego miesiąca przez kilkanaście tysięcy osób. I choć prawdą jest, że tam większość gości przychodzi ze względu na tematy nie związane z wiarą, to jednak wielu z ich także i na te ważne czasem zagląda.

W pierwszym etapie konkursu wystartowało sześć tysięcy blogów w dziesięciu kategoriach. Sto z nich, po dziesięć z każdej kategorii, przeszło do kolejnego etapu. Wśród nich także mój, co było już olbrzymim sukcesem. Z tej setki sami czytelnicy wybierali najlepszy, ich zdaniem, blog. I tu dość długo, ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu, prowadziłem. Pary nam starczyło na połowę czasu trwania konkursu, potem zsunąłem się na trzecie miejsce, by zakończyć na piątym. Ale i tak jest to niesamowity sukces.

Korwin Mikke

Gdy prowadziłem jeszcze w konkursie, ktoś posiadający Nicka „niepozorny” zamieścił taki komentarz pod jednym z moich wpisów:

„Korwin-Mikke rozpoczął standardową procedurę promowania zazwyczaj kiepskich blogów swoich kolegów politycznych [...]
Obawiam się, że blogi z normalnie organizowanym poparciem, w tym Pański, raczej nie mają szans. A szkoda - zagłosowałem mimo że trochę się różnimy światopoglądowo, bo to co Pan robi na to zasługuje.”

Nie bardzo wiedziałem, co ma on na myśli, ale gdy po paru godzinach po tej informacji pierwszy z promowanych przez Mikkego blogów wyprzedził mnie, zacząłem się temu przyglądać. Okazało się, że pan Mikke, sam będąc zwycięzcą jednej z poprzednich edycji konkursu, ma niesamowicie popularnego bloga, którego odwiedziło już ponad trzydzieści milionów czytelników i ma swoich „pretorianów”, którzy wpatrzeni w swego wodza wykonują dokładnie wszystko, co on im nakazuje. Zatem gdy pan Mikke zaczął im zalecać, by „ci na literę od A do C” głosowali na blog numer jeden, a ci na literę od D do N na kolejny, a ci od O do Z na trzeci”, to był to konec konkursu. Pan Mikke zdeterminował kolejność pierwszych trzech blogów.

Nie jest to ani nieuczciwe, ani nielegalne. Na tym polegają tego typu konkursy. Na zdobywaniu poparcia i jeżeli pan Mikke postanowił się zaangażować w ten konkurs – jego sprawa. Trochę zdziwienia wywołują jedynie takie komentarze, jakie zamieścił on na swoim blogu. „Niepozorny” poinformował mnie bowiem, że Mikke w pewnym momencie napisał:

"Obiecane wskazówki co do głosowania podam po północy, gdy zadzwoni do mnie „wiewiórka” z ONETu i poda aktualne dokładne dane."
A notka wcześniej:
Dziś zaraz po północy będzie informacja – i (nieco zmieniona) prośba o głosowanie w finale Konkursu."
Korwin otwarcie chwali się jakimiś kontaktami w Onecie pozwalającymi na planowanie strategii - oszalał on?

Zatem, okazało się, że w konkursie byli „równi i równiejsi”. My, zwykli uczestnicy, i pupilki pana Mikke, który głośno mówiąc o potrzebie wolnej konkurencji, przynajmniej w sferze gospodarczej, w konkursie wykorzystał wszystkie możliwości, nawet te nie do końca uczciwe, by żadnej wolnej konkurencji nie było. Korzystał z informacji dla nas niedostępnych i promował na niezwykle popularnej stronie internetowej nie swojego bloga, ale blogi swych faworytów, wypaczając zupełnie całą ideę konkursu.

Mnie to nauczyło jednego. Mianowicie tego jakim „mężem stanu” jest Mikke. Przypomniał mi się od razu Ronald Reagan. Prezydent kraju, który udzielił mi azylu. „Mój” pierwszy amerykański prezydent. Był on krytykowany za to, że w swej polityce promował tylko kilka rzeczy. Drobiazgi. Takie jak obalenie „mocarstwa zła”, czyli Związku Radzieckiego, obniżenie podatków, co miałby spowodować koniec recesji i powrót silnej gospodarki, zmniejszenie deficytu budżetowego i inflacji, umocnienie prestiżu i potęgi militarnej USA na świecie. Tylko tyle. I Reagan odniósł niesamowity sukces.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale