0 obserwujących
236 notek
68k odsłon
  684   0

Łukasz Kamiński: IPN ma potencjał!

Raczej nie. Po pierwsze, to niebezpieczne „zjawisko leksykalne” faktycznie się rozszerza. Daje się też zauważyć coraz większą liczbę „historyków KUL” czy „historyków UMCS” – bardzo nad tym boleję. Trzeba natomiast pamiętać o jednym: pion historyczny Instytutu Pamięci Narodowej, czyli Biuro Edukacji Publicznej, był tworzony praktycznie w stu procentach przez ludzi, którzy jednocześnie pracowali na polskich uczelniach. Później te proporcje zmieniały się, ale wciąż ogromna część naszych kolegów jest w pewnym sensie „zanurzona” w obydwu środowiskach.

Poza tym, nasi młodsi koledzy, których zatrudniamy, są absolwentami polskich uczelni. Także jeśli ktoś stwierdza u nich jakieś wady, które oczywiście występują (każdy z nas ma pewne braki i powinien cały czas starać się rozwijać), to jest to w pewnym stopniu po prostu odbicie stanu polskiego środowiska historycznego. Myślę, że wbrew obiegowym opiniom, nie doszło tu do wykształcenia żadnej szczególnej metodologii czy metodyki badań naukowych, nie ma też zjawiska jakiegoś wewnętrznego zamknięcia, zasklepienia się w sobie. Proszę przejrzeć wykaz konferencji organizowanych przez IPN – odbyły się dzięki współpracy z lokalnymi środowiskami naukowymi. Oczywiście zawsze warto pamiętać o ryzyku izolacji, żeby się przed tym strzec.

Wiele pańskich działań podejmowanych w czasie pracy w IPN dotyczyło współpracy pomiędzy historykami polskimi i pochodzącymi z Europy Środkowo-Wschodniej. Wydaje się jednak, że w powszechnej świadomości doświadczenie komunizmu nadal uchodzi za swoiście polskie, nazwijmy to: „polonocentryczne”. Jak można to zmienić?

Zgadzam się z tą diagnozą. Jest to niebezpieczne zjawisko postrzegania nie tylko całej historii komunistycznej przez pryzmat Polski, ale też przenoszenia polskich doświadczeń, które były nie tyle typowe, co raczej wyjątkowe, na grunt całego bloku państw komunistycznych. Tutaj jedyną drogą zaradczą jest przybliżanie dorobku historyków z innych państw.

Mam nadzieję, że uda się wkrótce pokonać pewne problemy formalne, które uniemożliwiają obecnie rozpoczęcie na szerszą skalę procesu tłumaczenia najważniejszych tekstów, które ukazały się w innych językach. Czasem jest to niestety wynik bariery naturalnej: po prostu polscy historycy nie są w stanie posługiwać się wszystkimi językami państw bloku wschodniego, zaś nie wszystkie książki ukazują się w języku angielskim, czy niemieckim. Kładę to również na karb nie tyle złej woli czy trwania w błędnym przekonaniu, ale raczej braku dostępu do ustaleń nauki światowej. Mówię światowej, bo przecież nie chodzi tylko o historiografie krajów postkomunistycznych. Wiele prac ukazało się także w Stanach Zjednoczonych, często są to też prace porównawcze.

Chciałbym, żeby Instytut w jak największym stopniu przybliżył ten dorobek polskim badaczom i na odwrót. Nie jest to przecież tylko zjawisko polskie. Ja na przykład dość dobrze znam środowisko historyków czeskich i obserwuję, że oni też próbują patrzeć na powojenne dzieje Polski przez pryzmat doświadczenia Czechosłowacji. Trzeba więc działać i w drugą stronę, a najlepsze polskie prace udostępniać badaczom z całego świata.

Wyobraźmy sobie, że do szefa Biura Edukacji Publicznej, dr. Łukasza Kamińskiego, przychodzi Jan Tomasz Gross – co usłyszy? Gratulacje za wzbudzenie debaty publicznej, czy raczej naganę za wykoślawianie historii?

Na to pytanie odpowiadam jeszcze jako szef Biura Edukacji Publicznej, a nie jako kandydat na szefa IPN, zadeklarowałem bowiem Radzie, że nie będę recenzował książek i chcę się tego trzymać.

Moim zdaniem argument o tym, że ta książka wszczyna debatę, służy obronie tej pracy. Ja sam nie jestem specjalistą od dziejów II wojny światowej, natomiast nawet ze strony historyków o wrażliwości zbliżonej do tej prezentowanej przez Jana Tomasza Grossa nie usłyszałem, że jest to dobra książka.

Droga wybrana przez Grossa jest moim zdaniem fatalna. Spróbujmy sobie wyobrazić, że ktoś chciałby zainicjować dyskusję o agenturze w ruchu opozycyjnym na podobnym poziomie metodologicznym... Oczywiście trzeba podejmować w badaniach trudne tematy i co do tego jestem w pełni przekonany, natomiast wiarygodność tego typu publikacji będzie właśnie zależała od ich poziomu merytorycznego.

Odwołajmy się tu do debaty o Jedwabnem, którą również zainicjowała książka Jana Tomasza Grossa. Wiele osób znało tę historię, ale nikt nie był na tyle odważny, aby od razu zaprezentować ją w sposób pełny, kompetentny i wszechstronny. W tym przypadku można się doszukiwać zasługi Jana Tomasza Grossa w tym, iż rozpoczął debatę, którą zakończyło naprawdę wszechstronne wyjaśnienie sprawy.

Natomiast w przypadku stosunków polsko-żydowskich w czasie drugiej wojny światowej nie jest to ani pierwszy, ani dziesiąty, ani nawet setny głos. Nie trzeba tu inicjować debaty, nie trzeba odkrywać zupełnie nowego pola badawczego, natomiast trzeba podjąć spory wysiłek badawczy – robi to już na przykład Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN. Trzeba iść drogą rzetelnych ustaleń, pamiętając, że dyskusja zawsze będzie im towarzyszyć, bo są to tematy trudne, niejednoznaczne. Natomiast zacznijmy od ustalenia faktów, a potem je interpretujmy – nie można rozpoczynać dyskusji od podania gotowej interpretacji, a następnie szukać faktów, które wpiszą się w apriorycznie przyjęty schemat.

W zeszłym roku IPN obchodził dziesiątą rocznicę swojego istnienia. Czy z perspektywy dekady można powiedzieć, że Instytut spełnił swoje zadania?

Oczywiście gdyby je spełnił, należałoby go zamknąć. Wydaje mi się, że jeszcze dużo jest do zrobienia i ten potencjał, który Instytut ma, może być lepiej wykorzystany. Dlatego też zdecydowałem się ubiegać o stanowisko Prezesa IPN.

Zobacz też


Redakcja: Sebastian Adamkiewicz i Roman Sidorski

Wsparcie dla serwisu Histmag.org


Michał Przeperski:

Absolwent prawa na Wydziale Prawa i Administracji UW, a także student historii w Instytucie Historycznym UW, gdzie przygotowuje pracę magisterską pod kierunkiem prof. Marcina Kuli. Interesuje się szeroko pojętą historią dwudziestego wieku, a przede wszystkim totalitaryzmami, propagandą i ruchami społecznymi w systemach niedemokratycznych. Poza tym ma lekkiego bzika na punkcie metodologii badań historycznych, szczególnie porównawczych.

[ więcej o autorze ]

 

 

Artykuł stanowi przedruk ze stron portalu historycznego Histmag.org, pierwotnie opublikowano pod adresem: histmag.org/. Zapraszamy do lektury pozostałych tekstów na stronach portalu.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura