Po pierwsze trzeba odpowiedzieć na pytanie skąd się te pieniądze biorą. Otóż sportowcy wykonują zawód podobny do aktorów czy muzyków. Podobnie jak oni występują w spektaklach oglądanych przez ludzi i podobnie jak oni zarabiają pieniądze tylko dzięki temu, że są ludzie którzy chcą te spektakle oglądać. Jedyna różnica jest taka, że w spektaklach sportowych nie ma (zwykle) z góry ustalonego scenariusza i nigdy nie wiadomo czy zakończy się on happy endem czy tragedią. Dla kogoś jednak zawsze jest happy end!
Pieniądze na uprawianie sportu dają sponsorzy i państwa. Jedni i drudzy robią to dla własnego zysku – chcą zarabiać na reklamie. Sponsorzy zwykle chcą coś sprzedać a rządzący państwami wygrać kolejne wybory albo pokazać wielkość państwa, którym rządzą. Tak więc w sposób zupełnie naturalny pieniądze są wprost proporcjonalne do popularności danego sportowca czy dyscypliny sportu.
Trzeba tu także jasno postawić uniwersalną regułę: ani w sporcie ani w żadnej innej dziedzinie życia pieniędzy nie dostaje się „za wysiłek”. Gdyby tak było to najwięcej w sporcie powinni prawdopodobnie zarabiać triatloniści a w przemyśle filmowym kaskaderzy. Pieniądze dostaje się za efekt – i to wcale niekoniecznie musi być efekt sportowy czy artystyczny. Michael Douglas czy Anthony Hopkins na pewno zarobili więcej na swoich występach w filmach Marvela niż na niszowych produkcjach, które artystycznie były znacznie lepsze. Podobnie można być najlepszym na świecie w żonglowaniu podkowami – jednak wszystko na co można liczyć to wpis do księgi Guinessa.
W sporcie (jak w każdym innym showbiznesie) najważniejsza jest popularność, rozpoznawalność – to ona i tylko ona przekłada się na zainteresowanie sponsorów (zarówno prywatnych jak i państwowych).
Wróćmy więc do porównania siatkarek z piłkarzami. W piątek odbywały się prawie równolegle dwa mecze: polskie siatkarki grały ćwierćfinał Ligi Narodów z jedną z najlepszych drużyn świata (Turcją) a polscy piłkarze mecz grupowy z Austrią. Znam tylko dwie osoby (wliczając mnie samego), które oglądały mecz Polska-Turcja, natomiast nie znam chyba ani jednej, która choć przez moment nie oglądała meczu Polska-Austria. Oczywiście po meczu (obu meczach?) wiele z osób, które oglądało piłkarzy a nie wiedziało nawet o meczu siatkarek zaczęło się oburzać na przepłacanie piłkarzy i postulować przelanie tych pieniędzy siatkarkom. Jednak dobrze się dzieli nie swoje pieniądze - a widać, że sponsorzy jednak wiedzą co robią inwestując w piłkę nożną.
Podobnie można podsumować toczącą się ostatnio awanturę dotyczącą tego, że kobiety sportowcy zarabiają mniej od mężczyzn. W pełni się zgadzam, że to skandal jeśli w normalnym przedsiębiorstwie kobiety pracujące na tych samych stanowiskach co mężczyźni zarabiają mniej – o ile wykonują dokładnie taką samą pracę z takim samym zaangażowaniem. Jednak nie ma to żadnego przełożenia na sport – tu liczy się tylko i wyłącznie popularność, czy to dyscypliny czy samego sportowca. Pewnie każdy z czytelników wymieni z pamięci nazwiska przynajmniej kilku polskich piłkarzy – a znacie nazwisko chociaż jednej polskiej piłkarki? W siatkówce czy piłce ręcznej jest trochę lepiej, więc różnice w zarobkach są mniejsze. Jednak jeśli porównamy oglądalność męskich i żeńskich reprezentacji czy klubów to wciąż różnica jest wyraźna na korzyść mężczyzn. W Polsce być może tenis kobiecy jest popularniejszy od męskiego i Iga Świątek może liczyć na wyższe kontrakty niż Hubert Hurkacz – ale na świecie już tak nie jest i mężczyźni (jak Federer czy Djokovic) są o wiele bardziej popularni.
Oczywiście pozostaje pytanie DLACZEGO polska piłka nożna jest wciąż tak popularna, mimo tak żałosnych wyników. Ale to już temat na zupełnie inny wpis.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)