M. M. M. M.
16057
BLOG

Świetlisty Szlak - mroczny szlak terroru

M. M. M. M. Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 2

24 maja tego roku peruwiańskie media wyemitowały szokujący reportaż filmowy (fragmenty poniżej). Dokument przedstawiał grupę dzieci poddawaną indoktrynacji komunistycznej w górach, ok. 320 km. na południe od stolicy kraju – Limy. Dzieci wykrzykiwały hasła rewolucyjne, trzymały broń automatyczną. Nad wszystkim czuwali uzbrojeni dorośli z niejakim „towarzyszem” José. Ku przerażeniu widzów okazało się, że owe zajęcia i trening odbywały się w obozie jednej z najgroźniejszych w świecie lewicowych organizacji terrorystycznych – Świetlistego Szlaku (Sendero Luminoso). Emisja reportażu wzbudziła wśród Peruwiańczyków duże emocje, ponieważ to fanatyczne, lewackie ugrupowanie zbrojne okryte jest ponurą sławą w tym andyjskim kraju. Świetlisty Szlak zasłynął bowiem z rozpętania w 1980 r. krwawej, trwającej de facto po dziś dzień kampanii terroru wymierzonej we władze i społeczeństwo Peru. Choć organizacja została niemal doszczętnie rozbita w latach 90-tych, to ostatnie doniesienia informujące o atakach na żołnierzy i niniejszy przypadek świadczą o tym, że terroryści pozostają nadal aktywni.

 

Początki organizacji

Twórcą i założycielem Świetlistego Szlaku był Abimael Guzmán Reynoso. Przez swych zwolenników zwany „presidente Gonzalo” (przewodniczący Gonzalo), sam określał się mianem „czwartego miecza marksizmu”. Z czasem ze względu na swój krwawy dorobek zyskał niesławny przydomek Pol Pota Andów. Urodził się w 1934 r. jako nieślubne dziecko zamożnego kupca i skromnej wiejskiej kobiety. Jego postać to typowy przykład lewicującego intelektualisty, który zaakceptował zbrodniczą ideologię komunistyczną i stojąc na czele powołanego przez siebie ruchu terrorystyczno-rewolucyjnego podjął kolejną próbę „naprawiania świata”. W rezultacie ogłoszonej przezeń „wojny ludowej” śmierć poniosło blisko 70 tys. Peruwiańczyków, a sam kraj pogrążył się w największym od ogłoszenia w 1821 r. niepodległości – wewnętrznym kryzysie.

Przyszły wódz senderystów nauki pobierał w katolickiej szkole średniej. Fascynacji marksizmem uległ podczas studiów. Ukończył prawo i filozofię. W 1962 r. został zatrudniony jako nauczyciel akademicki na wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Narodowego św. Krzysztofa w Huamanga – w Ayacucho. Ayacucho to stolica departamentu Ayacucho w południowym Peru. Słowo „Huamanga” wywodzi się z dawnej, hiszpańskiej nazwy tej miejscowości. Wkrótce u młodego wykładowcy dała o sobie znać nowa niebezpieczna pasja – maoizm. Zauroczony chińską odmianą komunizmu, trzykrotnie odwiedził Chiny.

Lata 60-te w Ameryce Południowej były gorącym okresem. Triumf Fidela Castro odbił się szerokim echem w środowiskach marksistowskich. Niespodziewany sukces rewolucji kubańskiej dodał pewności ekstremistom lewicowym. Stał się dowodem na to, że nieliczna partyzantka jest w stanie w sprzyjających okolicznościach obalić w państwie władzę. Wielkim poparciem cieszyła się idea „partyzantki miejskiej”. W Peru lewica też sięgnęła po przemoc. Powstały pierwsze rewolucyjne grupy zbrojne – Armia Wyzwolenia Narodowego oraz Ruch Lewicy Rewolucyjnej (obie szybko spacyfikowane). W kraju działała Komunistyczna Partia Peru, która w 1964 r. rozpadła się na frakcję proradziecką i prochińską.

Abimael Guzmán również rzucił się w wir wywrotowej działalności. Jako charyzmatyczny mówca skupił wokół siebie podobnie myślących radykałów. Starał się szczególnie dotrzeć do zbuntowanej młodzieży uniwersyteckiej – podatnej na lewicowe hasła. Niektórych studentów i studentki kaptował na urządzanych u siebie imprezach alkoholowych, gdzie dochodziło też do fizycznych zbliżeń.

Studiował rozważania José Carlos Mariátegui – przedwojennego peruwiańskiego marksisty, założyciela Socjalistycznej Partii Peru (późniejszej Komunistycznej Partii Peru) – uważanego do dziś za guru lewicy Ameryki Łacińskiej.

W 1969 r. Guzmán powołał do życia „Komunistyczną Partię Peru na Świetlistym Szlaku Mariátegui” (Partido Comunista de Perú para el Sendero Luminoso de Mariátegui) – w skrócie zwaną Świetlistym Szlakiem (Sendero Luminoso – SL). Określenie „świetlisty szlak” pochodziło z sentencji Mariátegui. Zwrot ów brzmiał: „Myśl marksistowsko-leninowska otworzy świetlisty szlak rewolucji”. Zaiste, trudno oprzeć się wrażeniu, że ta pięknie brzmiąca metafora miała tak naprawdę za zadanie ukryć zbrodnicze intencje Guzmána.

Przewodniczący Gonzalo jako "czwarty miecz marksizmu" - po Marksie, Leninie i Mao Tse-tungu

 

Świetlisty Szlak stał się wybuchową mieszanką urojeń lewicowych. Był to zlepek utopii Mariátegui, Marksa, Lenina, Mao Tse-tunga oraz komentarzy samego Guzmána. Nowa organizacja okazała się być ultraradykalną partią lewacką, w której szczególny nacisk położono na maoizm. „Przewodniczący Gonzalo” jak na lata 70-te reprezentował skrajne poglądy. ZSRR – światową stolicę komunizmu uważał za państwo, które zdradziło ideały rewolucji. Podobnie wypowiadał się o Chinach Deng Xiaoping'a, które po śmierci Mao obrały reformatorski kurs. Komunistycznego dyktatora albańskiego Envera Hodżę postrzegał jako rewizjonistę, a sandinistów nikaraguańskich za zbyt łagodnych. Z uznaniem zaś wypowiadał się o Czerwonych Khmerach, określając ich jako najbliższe mu ideologicznie ugrupowanie.

Senderystów nie zadowoliły nawet socjalistyczne zmiany zainicjowane przez lewicową juntę, która w 1968 r. obaliła prezydenta i przejęła władzę. Nacjonalizacja banków i przemysłu oraz tzw. reforma rolna jawiły się Guzmánowi jako niewystarczające. Przywódca organizacji pragnął nie reform a rewolucji.

Propaganda na uniwersytetach

Początkowo ugrupowanie działało w miastach, zwłaszcza wśród studentów uniwersytetów publicznych. Uczelnie państwowe wtenczas tworzyły istną wylęgarnię lewicowców. Maoiści zawładnęli nawet najstarszą uczelnią w kraju – Uniwersytetem św. Marka w Limie. Ściany budynków uniwersyteckich pokryte były rewolucyjnymi napisami. W programie studiów znalazły się kursy z dziedziny marksizmu i leninizmu. Na zajęciach dyskutowano o przemocy jako metodzie walki klasowej. Wielu wykładowców otwarcie popularyzowało ideologię komunistyczną. Także rektor uniwersytetu, gdzie pracował Guzmán, nie krył swych sympatii do komunizmu. Zaowocowało to między innymi tym, że jego dwaj synowie i córka przystąpili do SL.

Do SL wstępowali wszelkiej maści lewicowi ekstremiści. Znaleźli sie tam byli członkowie prochińskiej Komunistycznej Partii Peru Czerwony Sztandar oraz różni niebezpieczni marzyciele i eksperymentujący młodociani osobnicy o nieuformowanej jeszcze mentalności. Senderyści opanowali rady studenckie, brali udział w antyrządowych zamieszkach. Czuli się na tyle silni, że kiedy władze zapowiedziały w 1974 r. w Ayacucho uroczystości z udziałem Augusto Pinocheta – z okazji 150 rocznicy pokonania wojsk hiszpańskich – zagrozili rozruchami. Rząd ugiął się i odwołał obchody.

Uniwersytet św. Krzysztofa, gdzie narodził się Świetlisty Szlak, należał do najprężniejszych ośrodków rozwoju ruchu senderystowskiego. Sprzyjała temu pozycja zawodowa Guzmána. Piastował on stanowisko dyrektora ds. dydaktyki oraz pełnił funkcję kierownika ds. zarządzania zasobami ludzkimi na uczelni. Umożliwiło mu to wprowadzenie do programu nauczania materializmu dialektycznego oraz zatrudnianie na uniwersytecie własnych zwolenników, propagujących idee SL. Jego stronnicy zdominowali ważniejsze wydziały naukowe (Pedagogiki, Nauk Społecznych, Agronomii). Senderyści agitowali niemal wszędzie – na korytarzach, w stołówkach, domach akademickich. Nawet studenckie teatry i koła taneczne znalazły sie pod ich kontrolą. Sprawnie realizowane akcje na rzecz poprawy warunków studiów, przysparzały organizacji popularności, głównie wśród biednych studentów.

W stosunku do tych, którzy sprzeciwiali się organizacji, SL nie wahał się użyć brutalnych metod. Studentów nieprzychylnych ruchowi zastraszano lub bito. Grożono wykładowcom okazującym niechęć ugrupowaniu.

Narodziny terroru

Guzmánowi wciąż jednak marzyła się rewolucja komunistyczna na wzór chiński. W połowie lat 70-tych, po tym jak został wyrzucony z pracy, zszedł do podziemia. W 1975 r. partia ogłosiła tzw. pogram edukacyjny, którego zadaniem było przekonanie mas społecznych do idei rewolucyjnej. Całe szkolnictwo publiczne w departamencie Ayacucho znalazło się w rękach senderystów. Kilka tysięcy absolwentów Uniwersytetu św. Krzysztofa – członków bądź zwolenników SL „ruszyło w teren” nauczać i pracować, a przy okazji krzewić hasła organizacji. Wielu z nich powróciło w rodzinne strony i podjęło pracę w lokalnych szkołach. Jako „miejscowi” cieszyli się zaufaniem, co ułatwiało im wpływ na dzieci i młodzież.

W 1977 r. ugrupowanie rozpoczęło przygotowania do walki zbrojnej. Jej celem było wywrócenie istniejącego porządku społecznego i wprowadzenie systemu komunistycznego w postaci ekstremalnej formy maoizmu. Zamierzano tego dokonać przy pomocy partyzantki i ataków terrorystycznych. Planowano wykorzystać niezadowolenie biedniejszych warstw społecznych ze słabiej rozwiniętych obszarów kraju. Starano się pozyskać ubogą ludność wiejską pochodzenia indiańskiego i na czele zrewoltowanych chłopów ruszyć w bój. Nowy ład marksistowsko-maoistyczny – powstały na gruzach poprzedniego – miał zapewnić powszechne szczęście, równość i sprawiedliwość społeczną. Strategia rewolucji przyjęta przez SL opierała się na maoistowskiej koncepcji wojny ludowej. Sam Guzmán przeszedł stosowne szkolenie wojskowe podczas wizyty w Chinach. Plan zakładał opanowanie prowincji, budowę tzw. Armii Wojny Ludowej (Ejército Guerrillero Popular – EGP) i zaatakowanie miast, gdzie „uświadomiony proletariat” miał doprowadzić do niepokojów społecznych i wystąpień zbrojnych.

Liderzy Świetlistego Szlaku duży nacisk położyli na przemoc i terror – jako nieodzowne warunki powodzenia rebelii. Terror i gwałt miały zasiać strach oraz zmusić do uległości tak społeczeństwo jak i peruwiański aparat państwowy. Zdaniem Guzmána rewolucja całkowicie usprawiedliwiała ofiary śmiertelne. Wódz SL mówił wręcz o konieczności sprawienia „kąpieliska krwi dla zwycięstwa rewolucji”.

Lecz nie wszędzie „pranie mózgu” się powiodło. Agitacja Indian posługujących się językiem keczua nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Nieliczni przyłączyli się do ruchu. Guzmánowi i jego „towarzyszom” nie pomogła nawet znajomość mowy Indian (podczas studiów Guzmán z zapałem jej się uczył). Okazało się, że większość Indian, choć narzekała na warunki życia, wcale nie miała zamiaru brać udziału w rewolucyjnym zrywie. Po raz kolejny wyszło na jaw, jak bardzo oderwani od rzeczywistości są „inżynierowie dusz” pokroju Guzmána oraz jak tego rodzaju wizjonerzy próbują „na siłę” uszczęśliwiać narody. Wbrew bowiem temu, co zwykło się mówić o organizacji, SL nie zdołał przyciągnąć wielu chłopów. Potwierdzają to informacje zgromadzone przez powołaną do wyjaśnienia konfliktu – Narodową Komisję Prawdy i Pojednania. Na podstawie rozmów przeprowadzonych w latach 2002 – 2003 z terrorystami odsiadującymi wyroki, Komisja ustaliła, że rolnicy stanowili jedynie 20% skazanych. Pozostali to: studenci (ok. 22%), handlowcy, prowincjonalni urzędnicy, wykładowcy akademiccy i nauczyciele oraz przedstawiciele innych wolnych zawodów. Aż połowa trzymanych pod kluczem senderystów posiadała wyższe wykształcenie, ok. 60%. pochodziło z obszarów miejskich.

Mimo to wokół Świetlistego Szlaku narodził się pewien quasi-mesjanistyczny mit. Totalitarne imperium Inków było idealizowane przez niektórych zapaleńców jako państwo sprawiedliwości i dobrobytu. Wielbiciele tego poglądu, uważający się za potomków Inków zasilali szeregi organizacji, upatrując w niej kontynuację walki o przywrócenie dawnej świetności Indian. Wciąż żywe, legendarne opowieści o powstańczych zrywach ostatnich Inków przeciw Hiszpanom, kazały im widzieć w Świetlistym Szlaku zapowiedź „zrzucenia jarzma” białych spadkobierców konkwistadorów. Stąd senderyści proweniencji indiańskiej pałali nienawiścią do białej ludności pochodzenia hiszpańskiego. A Guzmán był odbierany przez nich za mitycznego wyzwoliciela „uciskanych Indian”. Aczkolwiek paradoksalnie okazało się, iż 2/3 skazanych członków ugrupowania to właśnie Biali i Metysi. Blisko 70% terrorystów za swój język ojczysty uznawało hiszpański, tylko 27%. – język keczua, ok. 3%. – pozostałe języki indiańskie.

Senderyści uderzają

W 1979 r. na tajnym posiedzeniu partii zapadła decyzja o rozpoczęciu walki zbrojnej – szumnie określonej mianem „Wojny Ludowej”. 17 maja 1980 r. w przededniu pierwszych wolnych wyborów prezydenckich od 1968 r., kiedy to władzę przejęli lewicowi generałowie, do lokalu wyborczego w małej miejscowości andyjskiej wtargnęli bojówkarze SL. Napastnicy spalili urny i karty wyborcze. Senderyści zademonstrowali w ten sposób, że droga „ku lepszej przyszłości” wiedzie nie poprzez zmiany konstytucyjne, lecz przez rewolucję.

26 grudnia tego samego roku mieszkańcom stolicy ukazał się niecodzienny widok. Z ulicznych latarni zwisały martwe psy z przyczepionymi plakatami. Z ich treści można było wywnioskować, że zdechłe zwierzęta symbolizowały kapitalistów. Fanatyzm ideowy SL osiągnął punkt szczytowy. Część napisów skierowana była przeciw reformatorowi komunistycznych Chin – Deng Xiaoping'owi, reszta wychwalała tzw. bandę czworga.

Lima, 26 XII 1980 r. Policjant zdejmuje z latarni powieszonego psa - symbolizującego  "rewizjonistę" Deng Xiaoping'a

 

Niebawem krajem wstrząsnęły pierwsze zamachy terrorystyczne. Senderyści zabijali urzędników państwowych, przedstawicieli sił bezpieczeństwa, dokonywali sabotażu. Napadano na majątki ziemskie, mordowano ich właścicieli. Z początku terroryści operowali wyłącznie w rejonie Andów. Dysponowali słabym uzbrojeniem. Posiadali rewolwery, strzelby i pewną ilość ładunków wybuchowych skradzionych z kopalń. Niekiedy używali tradycyjnych inkaskich proc, które miotały laski dynamitu. Jedyna broń automatyczna pochodziła ze zdobyczy na policjantach lub żołnierzach. Z czasem działalność SL wykroczyła poza terytoria wiejskie. Ekspansji ruchu sprzyjała frustracja społeczeństwa – rezultat kryzysu wywołanego socjalistycznymi eksperymentami lewicowych mundurowych. Rosnące bezrobocie, inflacja i zadłużenie kraju prowokowały strajki oraz protesty uliczne. Co bardziej zapalczywi młodzi z biednych przedmieść wstępowali do organizacji (ponad połowa ujętych senderystów nie miała 30 lat!).

Terroryści atakowali obiekty i urządzenia infrastruktury. Celem stały się budynki użyteczności publicznej. Wysadzano w powietrze i podpalano szkoły, ministerstwa, sądy. Niszczono drogi, mosty, linie kolejowe, ujęcia wody. Rabowano zagranicznych turystów podróżujących autobusami. Na cel wzięto Amerykanów. W sierpniu 1981 r. dokonano ataku na ambasadę USA. Placówki dyplomatyczne innych państw też znalazły się w niebezpieczeństwie. Senderyści dopuszczali się aktów terroru wobec przedstawicielstw krajów, uznanych za „imperialistyczne” bądź „rewizjonistyczne” (Chile, Wielka Brytania, RFN, ChRL, ZSRR i in.).

Scena po zamachu bombowym na autobus

 

Jak przystało na lewackie ugrupowanie, SL postanowił wymierzyć cios wielkiemu kapitałowi. Na listę wrogów trafiły zagraniczne banki, firmy z branży hotelowej (Sheraton, Holiday Inn), motoryzacyjnej (Fiat, Volvo, Alpha Romeo), Coca-Cola, niemiecki Bayer i japońskie koncerny elektroniczne.

Pod koniec 1981 r. Świetlisty Szlak miał na koncie ponad tysiąc przeprowadzonych akcji.

Struktura wewnętrzna ugrupowania

Struktura organizacyjna Świetlistego Szlaku była niebywale rozbudowana. Uderzała mnogość wewnętrznych instancji partyjnych i pompatyczne nazewnictwo. Było to typowe zjawisko dla terrorystycznych ugrupowań lewicowych, stawiających sobie tytaniczne cele i pretendujących do roli przewodnika mas. Najwyżej w hierarchii władz SL znajdowały się: Kongres i Konferencja Narodowa. Dalej szły: Poszerzony Komitet Centralny, Komitet Centralny, Biuro Polityczne, Komisja Stała, Komitet Nagłej Potrzeby, Departament Rozwoju Organizacyjnego. Funkcjonowały rozmaite Komisje (m.in. Wojskowa), Zespoły (np. Planowania Strategicznego) i Wydziały (np. Logistyczny). Za działania zbrojne i zamachy odpowiadały bezpośrednio struktury wojskowe SL (osobne dla miast i wsi). Istniał specjalny Komitet Miejski Limy, który sprawował nadzór nad operacjami w stolicy. Na terenach wiejskich akcje terrorystyczne koordynowały Komitety Regionalne.

W miastach terroryści tworzyli niewielkie „komórki” (tzw. grupy niszczenia). Każda posiadała eksperta od materiałów wybuchowych, łączności i pomocy medycznej. Jedyną osobą mającą kontakt „z górą” był dowódca jednostki. Nad nim znajdował się komendant danej strefy.

Kandydatów na bojowników poddawano intensywnemu szkoleniu ideologicznemu i wojskowemu. Wymagano od nich złożenia uroczystej, pisemnej przysięgi wierności partii oraz pełnego poświęcenia na rzecz rewolucji. Aby udowodnić gotowość do ofiary, świeżo upieczeni adepci pierwszą akcję musieli wykonać samodzielnie, pod okiem doświadczonego członka organizacji. Fanatyzm senderystów – rezultat skrajności ich własnych poglądów oraz uporczywej indoktrynacji partyjnej – odgrywał szczególną rolę. Byli to prawdziwi opętańcy, gotowi w każdej chwili „oddać życie dla rewolucji”. Każdy z nich wierzył, iż jego śmierć nie pójdzie na marne, że ginąc „przybliża koniec reakcji”. Panowało ogólne przekonanie o swoistym obowiązku rewolucjonisty – daninie krwi na rzecz „lepszej przyszłości”. Maoiści wiedzieli, że kiedy zginą w walce, zostaną uznani za bohaterów, a organizacja urządzi im uroczysty pogrzeb z należnymi honorami. Według różnych źródeł, w szczytowym okresie aktywności organizacja liczyła 15 – 25 tys. uzbrojonych członków.

Plakat 1-Majowy senderystów (1985 r.)

 

Poza osobami zaangażowanymi bezpośrednio w walkę, w ugrupowaniu działali aktywiści odpowiadający za propagandę (druk i rozprowadzanie ulotek, malowanie haseł etc.). Pozostali senderyści przenikali do różnego rodzaju legalnych organizacji, starając się przejąć nad nimi kontrolę lub powołując wewnątrz nich własne „pół legalne” struktury. Infiltrowali w tym celu związki zawodowe, organizacje samorządowe, instytucje kulturalne, przeróżne komitety społeczne.

Istnieli też sympatycy. Ci ostatni zbierali fundusze, zapasy, służyli jako kurierzy i szpiedzy. Świetlisty Szlak posiadał swych adwokatów, którzy bronili terrorystów w procesach sądowych oraz lekarzy będących w stanie przeprowadzić operacje na rannych bojownikach. Liczba osób wspierających organizację oraz tych funkcjonujących pod przykrywką przybudówek partyjnych wynosiła ok. 50 tys.

Na uwagę zasługuje duży udział kobiet w organizacji. Ocenia się, że stanowiły one 30 – 40% senderystów. Wiele z nich pełniło ważne funkcje partyjne. Niektóre zasiadały w najwyższych władzach SL „Numerem dwa” w Świetlistym Szlaku była żona Guzmana – Augusta la Torre. Kiedy zmarła, jej następczynią została jego kochanka – Elena Iparraguirre. Po schwytaniu obojga w 1992 r., głównym ideologiem ugrupowania była Margie Clavo Peralta.

Przedstawicielki „słabej płci” nie stroniły od udziału w „akcjach bezpośrednich”. Miały na sumieniu 1/3 wszystkich zamachów terrorystycznych. Wykazywały się brutalnością i okrucieństwem nie mniejszym od mężczyzn. Dowodziły oddziałami partyzanckimi i „komórkami miejskimi”.

Eskalacja konfliktu

Terroryści z miesiąca na miesiąc rośli w sile. Żaden z odizolowanych posterunków policyjnych i wojskowych nie mógł czuć się bezpieczny. Wielu policjantów padało ofiarą skrytobójczych mordów. Najczęściej zabijano ich „po służbie”. Wkrótce rząd wycofał urzędników i funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa do większych miejscowości. W 1982 r. Świetlisty Szlak kontrolował znaczną część trzech południowych departamentów (Ayacucho, Apurímac, Huancavelica).

Przywrócony do władzy w maju 1980 r. prezydent Fernando Belaunde Terry zrazu nie zdawał sobie sprawy ze skali zagrożenia. Oficjalnie mówiono o terrorystach jedynie jako niegroźnych przestępcach, którzy niebawem zostaną zlikwidowani. Wciąż łudzono się, że upora się z nimi sama policja, bez konieczności angażowania armii. Jednak sytuacja miała się niebawem zmienić. 2 marca 1982 r. 300-osobowy oddział senderystów zdobył więzienie w mieście Ayacucho. Partyzanci uwolnili 247 więźniów (w tym ok. 100 terrorystów). Nieco później przeprowadzono atak na instalację elektryczną w pobliżu Limy. Stolica pozbawiona została prądu na kilka godzin. Władze uznały, że pora przedsięwziąć ostrzejsze środki zaradcze.

1982 r. Budynek administracji rządowej po ataku terrorystów. Osoba na zdjęciu zabezpiecza plakat ówczesnego prezydenta

 

Wprowadzono stan wyjątkowy w 16 prowincjach, zaś w grudniu 1982 r. – na całym obszarze trzech zagrożonych departamentów. Do akcji wkroczyło wojsko. Szybko jednak okazało się, że siły rządowe nie były odpowiednio przygotowane do pokonania terrorystów. Jak wiele państw tamtego okresu, którym niespodziewanie przyszło zmierzyć się ze zbrojną rebelią komunistyczną, tak i Peru stanęło w obliczu nieznanego dotąd niebezpieczeństwa. Choć armia peruwiańska uchodziła za jedną z najnowocześniejszych w Ameryce Łacińskiej, wojskowi nie byli przeszkoleni w dziedzinie zwalczania nowego typu przeciwnika, jakim była czerwona partyzantka. Słabo prezentowała się kondycja policji. Tworzyły ją 3 formacje – Gwardia Cywilna (Guardia Civil), Gwardia Republikańska (Guardia Republicana) oraz Peruwiańska Policja Śledcza (Policia de Investigación Peruana – PIP). Pomimo tego, że każda z formacji dysponowała świeżo utworzoną jednostką antyterrorystyczną, policjanci byli kiepsko wyposażeni i źle przysposobieni do przeciwdziałania tego rodzaju zagrożeniu. Brakowało należytego współdziałania pomiędzy terenowymi organami administracji a siłami bezpieczeństwa.

Oddziały rządowe nie były w stanie rozbić guerilli. Często „uderzały na ślepo”. Zdarzały się nadużycia w stosunku do ludności wiejskiej posądzonej o konszachty z terrorystami. Pomimo tego, to właśnie dzięki większej inicjatywie i agresywniejszej postawie sił bezpieczeństwa, władze odzyskały kontrolę nad częścią utraconych okolic. Do wiosek i miasteczek powrócili policjanci oraz przedstawiciele agend rządowych. Terroryści i ich poplecznicy zostali zmuszeni do rejterady w góry lub do dżungli.

Zatrzymana para terrorystów - 1985 r.

 

W odpowiedzi na ofensywę wojskową, Guzmán ogłosił „wielki plan podboju baz”. Zakładał on wzmocnienie partii „w terenie” i jej reorganizację. W sferze taktycznej senderyści uzyskali więcej swobody. Poszczególne oddziały partyzanckie i komórki terrorystyczne mogły teraz działać na zasadach autonomii. A wszystko po to, by wywrzeć skuteczniejszą presję na władze i odbić stracone obszary.

Prowincja mówi „nie” rewolucji

We wstępnej fazie rebelii senderyści zdołali otumanić niektórych niepiśmiennych chłopów. Zakładane „komitety ludowe” oferowały lokalnym społecznościom naukę czytania i pisania, pomoc w uprawie ziemi oraz opiekę medyczną. Część wieśniaków z życzliwością spoglądała na nowe porządki rewolucyjne. Wymierzanie kar nielubianym urzędnikom, zamożnym kupcom i posiadaczom ziemskim spotykały się z aprobatą. Grabież majątków ziemskich i parcelacja ziemi też wzbudzały poklask. Stąd już był tylko krok do indoktrynacji. Agitatorzy SL roztaczali przed wieśniakami wizję chłopskich rządów w kraju i wciągali naiwnych w swą zbrodniczą machinę.

Jednak z upływem czasu, ci sami chłopi zaczęli odwracać się od rewolucji. Dość szybko bowiem przekonali się na własnej skórze, czym w istocie byłe „rządy ludowe”. Coraz większy niepokój budziły wśród mieszkańców metody Świetlistego Szlaku. Senderyści surowo karali za najmniejsze przewinienia (łącznie z uśmierceniem). Mordowali oponentów. Przy pomocy sfabrykowanych zarzutów likwidowali przedstawicieli władz lokalnych i samorządowych. Publiczne egzekucje skazańców w postaci podcinania gardeł, duszenia, czy kamieniowania uzmysłowiły wieśniakom, że i oni wkrótce mogą podzielić ich los. Szykanowano i prześladowano tych, którzy nie przyłączyli się do ruchu. Oburzenie wywołał wprowadzony przez rebeliantów zakaz handlu, organizowania jarmarków oraz prohibicja. Poparcie dla ruchu na prowincji zniknęło. Odtąd SL rządził w wioskach za pomocą przymusu i terroru.

Co ciekawe, jako pierwsze stawiły opór senderystom najuboższe wioski, czyli ci – rzekomo uciskani i prześladowani, „w których imieniu” wystąpił Guzmán. Żyjące w wyższych partiach górskich, wspólnoty indiańskie nader wszystko ceniły sobie własną tradycję i zwyczaje. Dlatego niechętnie odebrały rewolucyjne nowinki. Jako zamach na wolność przyjęły próby usunięcia swych starszych przywódców i zastąpienia ich młodszymi „komisarzami ludowymi”.

W obliczu senderystowskiego terroru chłopi sięgnęli po sprawdzone środki obronne. Na nowo uaktywniły się Rondas Campesinas – lokalne oddziały samoobrony. Pierwotnie grupy te powoływano, aby strzegły bydła przed złodziejami. Teraz posłużyły do obrony przed skrajną lewicą. Słabo uzbrojeni Indianie, wyposażeni w białą broń i prymitywne, drewniane samopały, ruszyli do boju. Rozgorzały zacięte walki. Senderyści, którzy mieli pecha i wpadli w ich ręce – stosując frazeologię rewolucyjną – mogli teraz osobiście zaznać „ludowej sprawiedliwości”. Chłopi nie dawali pardonu. W styczniu 1983 r. oddział Rondas Campesinas zabił 13 terrorystów. W lutym i marcu zginęli okrutnie dwaj senderystowscy komendanci. Jednego z nich ukamieniowano, zakłuto nożami, a następnie podpalono.

Członkowie Rondas Campesinas

 

Na zbrojny opór chłopów Świetlisty Szlak odpowiedział nasileniem terroru. Maoiści od Guzmána szlachtowali ludzi bez względu na wiek i płeć. W kwietniu 1983 r. w wiosce Lucanamarca zamordowali 69 mieszkańców, w tym 18 dzieci (najmłodsze miało 6 miesięcy) i 11 kobiet (część była w ciąży). Ofiary w większości straciły życie od ciosów maczet i siekier. Podczas innej masakry senderyści zabili 47 wieśniaków (w tym 14 dzieci w wieku od 4 do 15 lat).

Chłopi z oddziałów samoobrony

 

Apogeum terroru

Lata 1983 – 1990 to najcięższy okres w konfrontacji ze Świetlistym Szlakiem. Terroryści przejawiali wówczas największą aktywność. W lipcu 1983 r. przerwali transmisję przemówienia prezydenta i wyemitowali nagranie video z Guzmánem. W 1984 r. ładunek wybuchowy poważnie uszkodził most kolejowy, należący do słynnej kolei górskiej, wybudowanej przez Ernesta Malinowskiego. Kraj pogrążył się w serii krwawych zamachów. W 1986 r. wysadzono pociąg z turystami jadącymi do Machu Picchu (zginęło 8 osób). Eksplodowały bomby w biurach partii rządzącej, w pobliżu gmachów rządowych i w bankach. Na ulicach i w centrach handlowych wybuchały samochody-pułapki. Na targach wiejskich detonowano materiały wybuchowe ukryte w jukach osłów.

Specjalnością senderystów okazały się ataki bombowe na elektrownie i trakcje energetyczne. W latach 80-tych zamachowcy wielokrotnie uderzali w nie z okazji rozmaitych „świąt partyjnych” (urodzin Guzmána, rocznicy rewolucji bolszewickiej itp.). Całe miasta wraz z okolicami pogrążały się w całkowitych ciemnościach. Przeprowadzony w noc sylwestrową tego rodzaju zamach, pozbawił na kilka dni stolicę i region prądu.

Zgodnie z lewacką manierą, brutalne morderstwa przeciwników senderyści eufemistycznie nazwali „selektywnymi zabójstwami”. Zabijano żołnierzy, policjantów, urzędników administracji publicznej (wójtów, burmistrzów), polityków, działaczy związkowych i dziennikarzy. W 1986 r. zamordowano admirała Carlos'a Ponce de Leon Canessa. Do 1988 r. śmierć poniosło blisko 300 wojskowych. W 1987 r. zastrzelono lidera rządzącego krajem ugrupowania politycznego. W 1989 r. zamordowano dwóch kongresmenów. W 1990 r. zabito b. ministra obrony gen. Enrigue'a Lopeza Albujara oraz b. ministra pracy Orestesa Rodrigueza. Senderyści uśmiercali nawet pracowników urzędów ewidencji ludności. Aby zatrzeć ślady państwowości peruwiańskiej na przejętych terenach, palili wszystkie dokumenty i rejestry, jakie wpadły im w ręce.

Lima, lej po wybuchu bomby podłożonej przez terrorystów

 

Mieszkańcy, którzy współdziałali z rządem narażeni byli na utratę życia. Maoiści przeprowadzali tzw. sądy ludowe, gdzie karano śmiercią wszystkich obwinionych o „kolaborację”. W 1987 r. w Cayumba zabito grupę cywilów (w tym 6-letnią dziewczynkę) za to, że oprowadzali policjantów po okolicy.

Fanatyzm i totalitaryzm Świetlistego Szlaku doprowadziły do tego, iż do rangi nieprzyjaciół organizacji awansowali przedstawiciele konkurencyjnych ugrupowań lewicowych. Ginęli politycy partii marksistowskich, członkowie rywalizującego, terrorystycznego Ruchu Rewolucyjnego im. Tupaca Amaru (MRTA).

Maoistowscy bojówkarze atakowali indywidualne gospodarstwa rolne i wspólnoty indiańskie. Pustoszono ośrodki rolnicze, centra badawczo-eksperymentalne, uniwersyteckie stacje rolnicze oraz te zarządzane przez Kościół. Wyrzynano bydło, rozkradano zbiory, niszczono instalacje i maszyny rolnicze.

Na uniwersytetach bojówkarze SL sekowali bądź zabijali studentów sprzeciwiających się ruchowi. Nękano niepokornych profesorów. Kilku zamordowano.

Rekrutacja w szeregi organizacji przebiegała w sposób bezwzględny. Terrorystów nie zadowalali już tylko „oddani sprawie” rewolucjoniści. Na prowincji werbunek coraz częściej miał charakter przymusowy. Okrutny los spotkał Indian Asháninka. Blisko 5 tys. siłą wcielono do Świetlistego Szlaku. Ci, którzy odmówili byli systematycznie eksterminowani przez maoistów. Ogółem zginęło ich ok. 6 tys.

Partia zapragnęła w swej walce wykorzystać też najmłodszych – dzieci. Senderyści uprowadzali je do odległych obozów, gdzie były poddawane brutalnej indoktrynacji. Protestujących rodziców zabijano na miejscu. Narodowa Komisja Prawdy i Pojednania ustaliła, iż 20% wszystkich przypadków „rekrutacji” dotyczyło dzieci. Porwane dzieci zmuszano do niewolniczej pracy, szpiegowania, roznoszenia meldunków oraz transportu amunicji i materiałów propagandowych. W momencie, gdy osiągnęły wiek 12 lat, kierowano je do akcji bojowych (sic!). Brały udział w starciach z siłami rządowymi, detonowały ładunki eksplodujące, używano ich jako przynęty podczas zasadzek. Przez całe lata 80-te zginęło w ten sposób ok. tysiąca dzieci do 15 roku życia.

Rodziny ofiar masakry w Lucanamarca

 

Oczywiście rewolucja nie mogła obyć się bez terroryzowania Kościoła katolickiego. Senderyści podpalali oraz wysadzali kaplice i kościoły. W 1989 r. ładunek eksplodujący uszkodził wnętrze XVII-wiecznej katedry w Trujillo. Napadano na plebanie i misje. Grożono duchownym, aby zmusić ich do opuszczenia parafii. Uprowadzano i mordowano księży oraz siostry zakonne. Najstarsza ofiara, siostra ze Zgromadzenia Dobrego Pasterza miała 70 lat. Uzbrojone grupy nachodziły kościoły w czasie nabożeństw, skandując rewolucyjne hasła i strzelając z karabinów. W 1987 r. w trakcie Mszy św. zabito odprawiającego ją kapłana. W 1990 r. w jednej ze świątyń, śmierć poniósł ksiądz z 7 wiernymi. Próbowano dopaść urzędujących biskupów. (zob. Wiesław Bar OFMConv. Na krwawym szlaku. Sendero Luminoso – prześladowca, Lublin, 1999, s. 226-230). W 1991 r. w Pariacoto strzałami w tył głowy zamordowano polskich franciszkanów – ojca Zbigniewa Strzałkowskiego i ojca Michała Tomaszka. Na ciele pierwszego z nich oprawcy zostawili kartkę z wizerunkiem sierpa i młota.

Zamordowani polscy franciszkanie

 

„Zero tolerancji” dla maoistów

Wobec narastającego terroru, władze peruwiańskie zdecydowały się przyjąć ostry i zdecydowany kurs. Wszystko przemawia za tym, że wybór strategii okazał się być trafny. Mimo, iż w trakcie zwalczania rebelii maoistowskiej odnotowano ze strony sił bezpieczeństwa przypadki gwałtów i przemocy na niewinnej ludności cywilnej, koncepcja „zero tolerancji” dla terrorystów (używając dzisiejszego języka) z pewnością uratowała kraj przed czerwonym totalitaryzmem. Oczywiście nadużycia i śmierć osób bez winy zasługują na potępienie. Należy pochylić się nad niewinnymi ofiarami akcji pacyfikacyjnych przez wzgląd na ich osobistą tragedię, dramat ich rodzin oraz majestat śmierci, ale nie można zapomnieć, kto wywołał ów konflikt i kto za niego ponosił odpowiedzialność. Tym bardziej, że wydarzenia miały miejsce na innym kontynencie, gdzie panują brutalniejsze standardy.

Żołnierze peruwiańscy w trakcie lotu na akcję

 

Kierownictwo kampanią antyterrorystyczną przejęła armia. Niestety, barbarzyńskie metody senderystów prowokowały żołnierzy do bezlitosnego odwetu. Oddziały rządowe bezlitośnie przesłuchiwały podejrzanych wieśniaków, zabijano posądzonych o przynależność do SL. Przy okazji ginęli niewinni cywile.

Powstały nowe bazy wojskowe i posterunki policyjne. Wzmocnione patrole tropiły rebeliantów w dżungli. Maoiści utracili inicjatywę i zostali zepchnięci do defensywy. Przenieśli swe bazy do górnej części doliny Huallaga (wsch. Peru) – rejonu największej koncentracji upraw kokainy na świecie. Od tego momentu pieniądze uzyskiwane z produkcji i przemytu narkotyków stanowiły główne źródło dochodów SL.

W 1984 r. pojmano komendanta Komitetu Miejskiego Limy, który zdradził wiele cennych informacji. Schwytano kilku dowódców „komórek miejskich”.

W 1985 r. prezydentem został Alan García Pérez – reprezentujący lewicowy Amerykański Rewolucyjny Sojusz Ludowy (APRA). Oficjalnie zwracał on więcej uwagi na morale i właściwe zachowanie wojska i policji podczas wykonywanych misji. Aczkolwiek potajemnie zezwolił współpracownikom powołać pierwsze paramilitarne grupy do likwidacji lewackich terrorystów.

Kiedy w 1986 r. senderyści zorganizowali bunty w trzech więzieniach, biorąc za zakładników strażników i dziennikarzy, nie zawahał się wydać polecenia zdławienia protestów. W wyniku operacji wojskowo-policyjnej z użyciem marynarki (jedno więzienie znajdowało się na wyspie) zginęło ponad 200 skazańców.

Państwowe uniwersytety – wylęgarnie skrajnej lewicy też stały się areną walk. W 1987 r. siły bezpieczeństwa przeprowadziły nalot na 3 wyższe uczelnie w Limie. Zginął student, 3 policjantów odniosło rany. Zatrzymano 793 osoby, 90-ciu postawiono formalne zarzuty. Skonfiskowano karabin maszynowy, 18 pistoletów, materiały wybuchowe oraz dużą ilość maoistowskiej propagandy.

Aresztowanie terrorysty

 

W kwietniu 1987 r. dokonano niezbędnych zmian w siłach zbrojnych. Utworzono Ministerstwo Obrony. Rok później zreformowano policję. Ujednolicono jej struktury, powołując Policję Narodową Peru (Policía Nacional del Perú). Położono nacisk na ściślejszą współpracę wojska i policji w tłumieniu maoistowskiej rebelii.

W 1988 r. ujęto Osman'a Morote Barrionuevo – jednego z głównodowodzących Świetlistym Szlakiem.

Fujimori nokautuje terrorystów

Mimo stanowczych działań rządu, kilku spektakularnych sukcesów, kraj zaczął coraz bardziej odczuwać skutki ekonomiczne wojny z terroryzmem. Operacje przeciw senderystom i straty wywołane atakami terrorystów kosztowały budżet państwa miliardy dolarów. W dodatku wybuchł kryzys – efekt polityki gospodarczej aprystów. Kraj dotknęła hiperinflacja. Próby nacjonalizacji banków oraz innych przedsiębiorstw odstraszyły inwestorów. Z powodu odmowy spłaty długów zagranicznych, Międzynarodowy Fundusz Walutowy wstrzymał pomoc finansową.

Terroryści postanowili wykorzystać niezadowolenie społeczne. Wzrosła ilość ataków i zamachów. W maju 1989 r. zdobyli posterunek policji w miejscowości Uchiza (półn. Peru) i wystrzelali wszystkich jego funkcjonariuszy. Opanowali pobliskie miasteczko Santa Lucia. Guzmán zapowiedział przeniesienie rebelii do miast i rychłe powstanie zbrojne w Limie.

Sytuację uratował nowy prezydent Peru – Alberto Fujimori. Mógł okryć się sławą męża opatrznościowego na równi z generałem Augusto Pinochetem Ugarte. Niestety, okazało się, że miał też na sumieniu rzeczy karygodne (malwersacje, przekupstwa). Mimo wszystko, to jego drakońskie metody zwalczania terrorystów oraz liberalna polityka gospodarcza ocaliły Peru. Gdy w 1990 r. Fujimori obejmował urząd prezydenta, senderyści kontrolowali 1/4 prowincji. Kraj pogrążony był w kryzysie, a społeczeństwo w strachu. Morale władz było niskie. Sędziowie ginęli, byli też zastraszani przez senderystów.

Prezydent na wstępie uzdrowił gospodarkę. Ukrucił etatyzm, sprywatyzowano przedsiębiorstwa państwowe. Zniknęła hiperinflacja. Zagraniczni przedsiębiorcy ochoczo inwestowali w Peru. Nastąpił niebywały wzrost ekonomiczny (najwyższy w Ameryce Łacińskiej). Potem podporządkował sobie armię i przystąpił do bezpardonowej wojny ze Świetlistym Szlakiem. Nawiązano współpracę z CIA. Agenci amerykańscy szkolili policjantów peruwiańskich. Dostarczyli zaawansowany technologicznie sprzęt do inwigilacji.

Zaostrzono przepisy. Posądzeni o terroryzm mogli być przetrzymywani w areszcie bez zarzutów przez 15 dni. Ze względów bezpieczeństwa sędziowie występowali na procesach z zamaskowanymi twarzami. Nadano status prawny chłopskim oddziałom samoobrony. Rondas Campesinas były odtąd trenowane i wyposażane w broń przez armię.

Metody i działania wojskowych okazały sie skuteczne, ale rodem sprzed kilku wieków. Zeznania wymuszano niekiedy za pomocą tortur. Likwidowano złapanych rebeliantów. Na nowo uaktywniły się komanda śmierci, które zabijały podejrzanych o przynależność do Świetlistego Szlaku.

Pojmani senderyści w oczekiwaniu na transport do więzienia

 

Tymczasem terroryści kontynuowali swą zbrodniczą działalność. W lutym 1992 r. zamordowali działaczkę społeczną Marię Elenę Moyano. 32-letnia kobieta organizowała pomoc żywnościową i medyczną dla mieszkańców z biednych przedmieść Limy. Maoiści zastrzelili ją na oczach dzieci, a następnie wysadzili w powietrze jej ciało.

W kwietniu 1992 r. Fujimori dokonał zamachu stanu. Zawiesił konstytucję i rozwiązał parlament. Rozpoczęto polowania na senderystów. Wielu zginęło w trakcie wymiany ognia przy próbie zatrzymania lub zostało zwyczajnie zastrzelonych po aresztowaniu. W maju, w wyniku walk o odzyskanie kontroli nad zbuntowanym więzieniem stołecznym Canto Grande, policjanci zabili 41 senderystów. Więźniowie bronili się przy użyciu broni palnej, środków wybuchowych i pojemników z kwasem. W czerwcu schwytano szefa logistyki SL.

Wreszcie, 12 września 1992 r. członkowie specjalnej jednostki antyterrorystycznej DINCOTE (Dirección Nacional Contra el Terrorismo) aresztowali Guzmána i jego najbliższych współpracowników. Wraz z nimi wpadło archiwum organizacji i ...guzik z podobizną Mao Tse-tunga, należący do Guzmána (prezent od samego Mao).

Był to decydujący cios dla Świetlistego Szlaku. Bez przywódcy organizacja nigdy już nie odzyskała dawnej kondycji. Sam „przewodniczący Gonzalo” został ostatecznie skazany w 2006 r. na dożywocie. Wyrok odsiaduje w podziemnym więzieniu na terenie bazy morskiej w Callao (w pobliżu Limy). Pozostali liderzy SL dostali kary od 25 do 35 lat pozbawienia wolności.

Schwytany Guzman wystawiony na pokaz w klatce

Dzięki zdobytym informacjom, tysiące terrorystów powędrowało do więzień. Część posłuchała apelu, jaki wystosował z aresztu Guzmán i porzuciła broń. Reszta w ramach ogłoszonej przez prezydenta amnestii, dobrowolnie oddała się w ręce władz. Najbardziej nieugięci kontynuowali walkę w górach. Stopniowo siły bezpieczeństwa rozbiły poszczególne oddziały. Wyłapano lub zlikwidowano kolejnych komendantów i przywódców. Obecnie niedobitki Świetlistego Szlaku liczą kilkuset ludzi, którzy nie stanowią już zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego kraju. Organizacja działa w ścisłej współpracy z handlarzami narkotyków, czerpiąc z niej spore zyski. Jak już wspomniałem, ostatnio nastąpił wzrost jej aktywności. Terroryści urządzają zasadzki na patrole wojskowe, ostrzeliwują śmigłowce, napadają na kopalnie, gdzie kradną dynamit oraz ...indoktrynują dzieci.

Policjanci z jednostki specjalnej na tropie senderystów - 2007 r.

 

Ogółem w latach 1980 – 2000 poniosło śmierć lub zaginęło 69.280 osób. 46% wszystkich ofiar przypisuje się senderystom, 30% – siłom rządowym, 24% – formacjom samoobrony, tajnym oddziałom paramilitarnym i terrorystom z Ruchu Rewolucyjnego im. Tupaca Amaru (MRTA).

„Pożyteczni idioci”

Na koniec wypada wspomnieć o zagranicznych środowiskach zaangażowanych we wspieranie Świetlistego Szlaku. Towarzysz Lenin określał podobne „przypadki kliniczne” mianem pożytecznych idiotów. Wielu Europejczyków (i nie tylko) dało się nabrać na opowieści specjalnie wysłanych do tego celu senderystów. Maoistowscy emisariusze (z reguły posiadający azyl polityczny) przedstawiali własną, kłamliwą wersję wydarzeń. Z ich relacji wynikało, że w Peru trwa wojna uciskanego narodu ze zbrodniczym reżimem, a jedyne „oazy wolności” tworzą strefy „wyzwolone” przez senderystów. Przebywający zagranicą senderyści tworzyli rozmaite „obywatelskie inicjatywy”, których zadaniem było pozyskanie wsparcia dla rewolucji w Peru.

W 1984 r. w Londynie powstał Międzynarodowy Ruch Rewolucyjny (Revolutionary Internationalist Movement – MRI). Organizacja skupiła partie maoistowskie z całego świata – od Nepalu po Włochy. W jej skład weszli m.in. nowozelandzcy lewacy z „Grupy Czerwonej Flagi” i brytyjski „Rewolucyjny Kontyngent Internacjonalistyczny”. Współzałożycielem MRI była Rewolucyjna Partia Komunistyczna z USA (Revolutionary Communist Party, USA – RCP, USA). RCP brała udział w zamieszkach murzyńskich w Los Angeles w 1992 r. Na jej czele stoi Bob Avakian, onegdaj związany z terrorystami z „Czarnych Panter”, autor tekstów sławiących Świetlisty Szlak. Amerykańscy komuniści wysłali nawet w 1995 r. delegację do ostatnich walczących senderystów.

W 1985 r. w Paryżu odbyła się konferencja MRI, podczas której wystosowano apel o pomoc i solidarność ze Świetlistym Szlakiem. Kiedy złapano Guzmána, MRI wszczął międzynarodową kampanię – „Porusz niebo i ziemię w obronie życia przewodniczącego Gonzalo”.

W Stanach Zjednoczonych od 1983 r. prowadził działalność tzw. Komitet Wsparcia Rewolucji w Peru (Committee to Support the Revolution in Peru). Można tam było kupić literaturę senderystowską, stosowne koszulki, plakaty, znaczki i płyty CD.

Propagandę senderystowską uprawiali nowozelandzcy komuniści z „Partii Robotniczej” (dziś „Nowozelandzka Partia Robotnicza”). Jej obecna sekretarz Daphna Whitmore w 1990 r. była rzeczniczką „Grupy Poparcia na rzecz Wyzwolenia Peru”. Na początku lat 90-tych na Uniwersytecie Auckland (największej uczelni publicznej tego państwa) działała maoistowska grupa studencka „Stowarzyszenie Radykalne”. Jego członkowie jawnie gloryfikowali Świetlisty Szlak.

W całej zachodniej Europie funkcjonowały komitety społeczne zwane „Słońce Peru” (Sol Peru Committees). Pod ich przykrywką organizowano pomoc dla SL. Istniały w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Belgii, Szwajcarii, Holandii, Niemczech, Danii, Szwecji, Grecji, we Włoszech. We Francji nadzorował je b. ksiądz katolicki Jean Marie Mondet Isnard (wydawca „Roczników francusko-peruwiańskich”). Tam też działał „Francusko-Peruwiański Komitet przeciw Represjom”. Rozprowadzano plakaty, książki i nagrania muzyczne. Wśród intelektualistów urządzano zbiórki pieniędzy. Kupowano broń, którą następnie przerzucano do Peru. W Brukseli ulokowała się redakcja miesięcznika „El Diaro Internacional” – propagandowa tuba peruwiańskich maoistów.

W Wielkiej Brytanii koncerty dawał peruwiański zespół o ostro brzmiącej nazwie „Musical Guerrilla Army”. Grupa grała w 1991 r. w Londynie. Fragment jednego z jej tekstów brzmiał: „krew ludzka posiada piękny aromat..” Tamtejszym „opiekunem” senderystów był Lord Avebury – przewodniczący Brytyjskiej Parlamentarnej Komisji Praw Człowieka!

Skoro już mowa o tzw. prawach człowieka, to właśnie zachodni aktywiści Amnesty International i Human Rights Watch podnosili największe larum, gdy władze peruwiańskie zatrzymywały osoby powiązane ze Świetlistym Szlakiem. Panująca na Starym Kontynencie histeria dotycząca „praw człowieka” powodowała, że niemal każdego aresztowanego członka SL, natychmiast ogłaszano „więźniem politycznym” lub „bojownikiem o sprawiedliwość”.

Dużym poparciem cieszyli się senderyści w Danii i Szwecji. Nawiasem mówiąc, to intrygujące, skąd u potomków wikingów to umiłowanie lewactwa?! W Danii działała „Grupa Wsparcia Walki Wyzwoleńczej Ludu Peruwiańskiego”. W Szwecji ogłupiały miejscowych m.in. „Grupa Ayacucho” „Środowisko Studiów Peru”, czy „Ludowy Ruch Szwecji”. Tamże ukrywali się terroryści z SL i rezydowała rodzina Guzmána.

We wrześniu 2008 r. można było nawet ujrzeć demonstrujących w obronie Guzmána. Miało to miejsce w Malmö, podczas kolejnego już (5-tego) Europejskiego Forum Społecznego. Imprezę tą, jak wiadomo oficjalnie organizują tzw. obywatelskie ruchy społeczne. W rzeczywistości stoją za tym „międzynarodówka lewacka” i tzw. alterglobaliści (awansowani niedawno z pozycji antyglobalistów). A wszystko dzieje się pod sztandarami walki z „zagrażającymi światowemu pokojowi” – neonazizmem, rasizmem, ksenofobią i imperializmem. Jak widać, lata mijają, a hasła wciąż te same...

Szwecja, IX 2008 r. - Obrońcy Guzmana na Europejskim Forum Społecznym

 

Ze sprawozdania podsumowującego Forum, dowiadujemy się, że obecni na nim byli działacze indiańskich ruchów społecznych z Boliwii i Peru oraz, że „..specjalnie zorganizowana wioska latynoamerykańska oferowała bogaty program spotkań i koncertów z udziałem delegatów i delegatek z Ameryki Łacińskiej oraz latynoskich imigrantów mieszkających w Szwecji”. Wypada tylko żywić nadzieję, że nie prowadzono tam szkoleń w zakresie „partyzantki miejskiej” i nie zbierano funduszy na rewolucję peruwiańską. Tym bardziej, że Świetlisty Szlak uważany jest w świecie za organizację terrorystyczną i wszelka pomoc dla niego jest zakazana.

Co ciekawe, na w/w Forum bawiła nasza rodzima „awangarda postępu”, czyli: nieustraszeni pogromcy neonazistów ze Stowarzyszenia „Nigdy Więcej” i towarzyszki feministki z „Europejskiej Inicjatywy Feministycznej”. Czy nie przeszkadzały im transparenty z wizerunkami zbrodniarza Mao, przestępcy Guzmána oraz sierp i młot – symbole zbrodniczego totalitaryzmu?

M. M.
O mnie M. M.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura