"Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień.." nic chyba bardziej nie określa fiaska lustracji jak ten cytat z Ewangelii Św. Ci którzy liczyli na spełnienie się tej sprawiedliwości dziejowej pokładaną nadzieję lokowali w rozwiązaniach systemowych. Srodze się zawiedli. Opór materii był zbyt silny.
Konfidenci którzy mieli pecha i ich nazwiska upubliczniono okazali się nieszkodliwymi ludżmi którzy zbłądzili. W każdym razie nie mieli złych intencji. Zasługiwali raczej na współczucie niż potępienie. Tak jakby nic się nie stało dalej brylowali i brylują w mediach. Ich zdanie się liczy obojętnie czy jest to poseł, biskup czy dziennikarz.
W obozie lustratorów zaczynało brakować determinacji. Jedynym wyjątkiem może być tz. "lista Wildsteina", którą i tak udało się skutecznie zdeprecjonować. Realizacja ustawy w naszej rzeczywistości i przy naszym systemie sprawiedliwości okazała się kpiną i parodią.
Dziwne tylko że nie miały miejsca decyzje kolegiów redakcyjnych, rad uczelnianych i innych gremiów które mogły się oczyścić , a jednak tego nie zrobiły. Czy dlatego że wszyscy są "umoczeni"? Czy zbrakło odwagi? Prawie na bohatera został wykreowany jakiś profesor który dosadnie powiedział co można mu zrobić.
Wiktor Woroszylski pytał w swoim wierszu: "No a czego , mam dziś życzyć wam towarzysze ze Służby Bezpieczeństwa? Dziś już niczego; macie się dobrze jak zwykle, nic wam nie grozi .


Komentarze
Pokaż komentarze (1)