Cyt za IAR z 5.05.09:Po stłumieniu manifestacji podczas obrad Kongresu Europejskiej Partii Ludowej w Warszawie Solidarność obawia się działań służb porządkowych 4 czerwca. Szef regionu gdańskiego Solidarności Krzysztof Dośla powiedział na konferencji, że związkowcy nie są w stanie zagwarantować, iż funkcjonariusze będą się zachowywali stosownie do powagi uroczystości.
Po tej zapowiedzi i innych buńczucznych wypowiedziach wielu działaczy różnych związków zawodowych Prezes Rady Ministrów postanowił, że uroczyste spotkanie Trójkąta Wyszehradzkiego z udziałem przedstawicieli rządów innych państw odbędzie się nie w Gdańsku a w Krakowie. W mediomatołlandzie zawrzało: Tusk ucieka z Gdańska, Tusk przenosi, Tusk stchórzył, Tusk daje się odepchnąć od morza.
To nie tak. Po raz kolejny zmuszony został postąpić na zasadzie: "mądry głupiemu ustępuje". Widać, że opozycja antytuskowska jest zdeterminowana w stopniu ostatecznym i gotowa w imię walki z jedyną siłą zdolną do modernizowania Polski (choć nie koniecznie mającą dość siły i determinacji) rzucić na szalę żywotne interesy Rzeczpospolitej...
Dla Pisu każda pożywka jest dobra, jeśli przedłuża jego byt w formie przetrwalnikowej.
W polityce zagranicznej próby skompromitowania Polski na arenie międzynarodowej.
Przy pomocy ZZ "Solidarność" i bojówkarskich zagonów sterowanych przez związkową wierchuszkę torpedowanie wszelkich prób rządu w dziedzinie zarządzania sytuacją kryzysową. Związkowa awangarda, to nie łobuzeria, ale doskonale zorganizowane i świetnie wyposażone (sprzętowo i finansowo) bojówki. To nie związkowcy, ale antypaństwowi terroryści wyszarpujący, ile się tylko da, ze swoich przedsiębiorstw. W zamian za za brutalną i bezrozumną gotowość do przemocy otrzymują poparcie opozycynych frakcji parlamentarnych, gwarantujących im zachowanie związkowych przywilejów..
Obecny Związek zawodowy nie ma nic wspólnego z tamtym dziesięciomilionowym ruchem społecznym. On był obecny w całym kraju a nie tylko w Gdańsku. A 4 czerwca 1989 był rzeczywiście przełomem, w tym dniu wszystko się zaczęło.
Najpierw Jacek Fedorowiczi Jacek Szymanderskiuświadomili obywatelom, w telewizyjnych audycjach wyborczych, że zahukany elektorat, nawet pod rządami sowieckiej ordynacji wyborczej, może powiedzieć NIE pezetpeerowskim nominatom. I powiedział!
Dzięki wynikom I tury wyborczej te wszyskie siły, które akurat utracily kontakt z moskiewską centralą, bo tam trwała pierestrojka, zwątpiły w możliwość zwycięstwa w siłowej kontrofensywie i od tej chwili staly się łatwe do neutralizacji... Bez tych wyborów nie byłoby rządu Mazowieckiego. W jakim więc celu Lech Kaczyński usiłuje deprecjonować ich historyczne znaczenie?
Scenariusz na 4 czerwca 2009 był łatwy do rozszyfrowania: najpierw bojówkarskie prowokacje, w odpowiedzi stanowcza a więc i brutalna interwencja sił porządkowych, a następnie , być może „kryterium uliczne” w Trójmieście. A w tle Panprezydent pod sztandarami, w dymie mszalnych kadzideł i ze swoim rechotem mimicznym na twarzy…..
No i nie wyszło!



Komentarze
Pokaż komentarze (4)