Polityka nie jest anonimowa ani bezosobowa. Opinia publiczna mimo wysiłków ludzi żyjących z polityki, nie przyjmuje do wiadomości, że fakty o znaczeniu politycznym tworzą bolszewicy, socjaliści - demokratyczni bądź narodowi, chadecy czy liberałowie, ale Stalin, Hitler, Gomułka, Kwaśniewski, Merkel, Tusk.
Jeśli polska polityka odniesie jakikolwiek sukces na arenie europejskiej, to będzie się on kojarzył z nazwiskami Tusk, Buzek, Sikorski.
Czy zaistniał jakikolwiek fakt polityczny, który można skojarzyć z nazwiskiem Kaczyński? Nie zaistniał i mam nadziej, że nie zaistnieje.
Na wołanie o skupienie wszystkich wysiłków na rzecz wyboru Jerzego Buska na marszałka parlamentu europejskiego szef kancelarii Panprezydenta zareagował stwierdzeniem, że ten wybór to sprawa wewnętrzna Europejskiej Partii Ludowej i jak ta wybierze swojego kandydata, to się zobaczy.
Jest w Brukseli, gdzie siedzibę ma parlament europejski pomnik siusiającego chłopczyka Manneken (nomen omen) Pis. To jest narodowy bohater Belgów, bo wedle legendy w ten właśnie sposób zgasił zapalony lont i ocalił stolicę.
Wedle innej legendy krążącej wśród ludu mazowieckiego, mleko kwaśnieje dlatego, że siusiają do niego krasnoludki, takie małe, czasem miłe i pracowite a czasem złośliwe ludziki. Flamandowie by pewnie ich nazwali Poolse Pis. Tyle, że jeśli to robią, to nocą i po cichutku. Pan Szef wykonał tę czynność publicznie i za dnia.
Jeden z najbardziej muzycznie utalentowanych europosłów Pis biega od jednej stacji do drugiej wołając: hura! Odnieśliśmy największy sukces wyborczy w historii zdobywając dwa razy więcej głosów niż w sondażach i na pytanie o poparcie Buzka odpowiada szyderczo: tylko nie zapomnijcie go zgłosić jak Sikorskiego.
Taki żart tynfa wart ale Jacek Kurski zapomina, że w organizacjach międzynarodowych, zanim się kogoś zgłosi, to trzeba jego kandydaturę najpierw uzgodnić, a kiedy sprawa jest przesądzona, to się kandydata nie zgłasza na pewną porażkę. A żaden z lansujących go mediomatołków nie zaripostuje, że tak jak poprzednio do Sambrony i Elpeeru, tak obecnie do Pis sondowany elektorat wstydzi się przyznawać.
Pewien bywalec tego salonu szczycący się mianem komentatora pewnego tabloidu powiedział w radiu, że Pan Szef kancelarii słusznie nasiusiał, a on byłby gotów uczynić to samo. Andrzej Lepper, który zareagował słynnym pytaniem i niemniej słynnym rechotem na wiadomość o przygodzie europosła Sambrony w Brukseli, zapytałby pewnie w tym miejscu czy mediomatoła pisującego felietony w tabloidzie można nazwać komentatorem?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)