catoMaior catoMaior
34
BLOG

Mniejsze zło (wybór między Jarosławem a Bronisławem )

catoMaior catoMaior Polityka Obserwuj notkę 3

 

Wiele na to wskazuje, choć sprawy nie traktowałbym jako już przesądzonej, że w wyborach prezydenckich sukces przypadnie Jarosławowi Kaczyńskiemu. Przemawiają za tym dwie przesłanki.
Pierwsza,  to błędna, ale to się okazało po niewczasie, strategia wyborcza Platformy Obywatelskiej, w wyniku której do walki o fotel prezydencki wyłoniony został kandydat gorszy w znaczeniu uniwersalnym od drugiego pretendenta, ale mający teoretycznie większe szanse w starciu z potencjalnym konkurentem, którym jak się wszyscy spodziewali będzie Lech Kaczyński, w sposób naturalny ubiegający się o drugą kadencję. Dlaczego Lech Kaczyński był bez szans, to prawie nikt jako tako orientujący się w polityce nie może mieć wątpliwości. Trochę już o tym pisałem.
Na tle takiego konkurenta Bronisław Komorowski jawił się jako kandydat w pełni predestynowany do objęcia urzędu Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Ale gdy tego tła zabrakło…. Koń, jaki jest wszyscy zobaczyli.  Przy czym akurat mnie nie chodzi o przysłowiowe już gafy pretendenta, o czym też trochę pisałem, ale przede wszystkim o brak należytej pracy jego zaplecza. Krótko mówiąc, tego, kto mu podsuwa kartki z wydrukami z Wikipedii, tego kto nie wiedział, że należy z nim przetrenować sytuacje jak te z wibratorem, aby prowokację ze strony przeciwnika przetworzyć na błyskotliwą ripostę -  wyrzuciłbym ze sztabu  na zbity pysk. Z gaf, za niewybaczalną uznaję tylko dwukrotne powtórzenie, że Rada Polityki Pieniężnej ustala kursy. A gdyby się miało okazać, że kandydatura Marka Belki, który powinien już od dawna być prezesem NBP, została spalona, to będzie to oznaczało dożywotnią dyskwalifikację Bronisława Komorowskiego jako polityka.
Druga przesłanka przemawiająca za Jarosławem Kaczyńskim, to mistrzowskie rozegranie rozdania, jakie  mu przydzielił pozornie okrutny los. Rozgrywka ta przebiega od pierwszej chwili jak w widne karty, według strategii jakby od dawna przygotowanej, w sposób precyzyjny i bezbłędny. Dzięki temu w jaki sposób przejął dziedzictwo polityczne po tragicznej śmierci swego brata, wielki strateg sam zaprzecza potwarzom i tzw. teoriom spiskowym rozsiewanym przez własne zaplecze propagandowe, (co zresztą, jak się wydaje jest jednym z elementów tej strategii), że smoleńska tragedia była organizowana przez Tuska z udziałem jego sojusznika Putina. Zasada qui bonum  jest bowiem uniwersalna i bezlitosna, a jej zastosowanie absolutnie uwalnia polityczną konkurencję Jarosława Kaczyńskiego od podejrzeń…..
Gdyby tak Jarosław Kaczyński zastosował wobec samego siebie te same kryteria oceny roli w sprawie tragedii smoleńskiej jaką on zastosował wobec Tuska w tzw. aferze hazardowej, musiałby przyznać, że  to właśnie on znalazł się w kręgu podejrzeń…
Ponieważ w kwestii tzw. żałobnej przemiany Jarosława Kaczyńskiego wielokrotnie się wypowiadałem w komentarzach do innych autorów, w niniejszym artykule temat ten pomijam, bo nadaje się na osobny wpis.
Celem strategii jest pozyskanie wyborcy centrowego i niezdecydowanego, bo  stawiając wszystko na jedną wyborczą kartę w 2007 roku, Jarosław Kaczyński boleśnie się przekonał, że 5 milionów jego najwierniejszych wyznawców oraz słuchaczy jedynego słusznego Radyja i Trwaczy przy jedynym słusznym kanale nie wystarczy.
 Strategia wyborcza Pis i Jarosława Kaczyńskiego to kampania negatywna, to najdoskonalej wyesencjonowana kwintesencja kampanii negatywnej. Jest zdeterminowana właśnie tym adresatem kampanii, którego żeby urobić na swojego stronnika trzeba przerobić na ciemnego luda. W tym celu wykorzystując  bezwzględnie trudną sytuację w jakiej się znalazł kraj trzeba mu obrzydzić resztę sympatii do obozu rządzącego, a w ostateczności obrzydzić politykę i zniechęcić do udziału w wyborach.
Kaczyńscy udowadniali zawsze, że władza, w jakiejkolwiek postaci, jest dla nich celem samym dla siebie, w celu jej zdobycia i utrzymania gotowi są na wszystko. Oczywiście tak rozumiana władza jest niepodzielna, każde ustępstwo na rzecz „partnera” rozumianego zawsze w swoisty sposób, jako środek dla zdobycia i utrzymania władzy jest chwilowe.
Uprawnienia prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, choć określone w sposób bardzo precyzyjny, w istocie nader ograniczone, przy pokrętnej nadinterpretacji i złej woli wynikającej z niechętnego stosunku do rządu i większości parlamentarnej, mogą znakomicie służyć destrukcji i paraliżowaniu nawet najbardziej korzystnych dla państwa inicjatyw. Udowodnił to Lech Kaczyński. Nie ma żadnych powodów, by sądzić, że polityka jego „kontynuatora” będzie inna. Czyli w razie wygranej Jarosława Kaczyńskiego czeka nas 5 lat dramatu , którego obraz naszkicował Janusz Palikot:
 
 A wybór? No cóż, ten zawsze należy do Ciebie.
Skoro się nie da głosować na Andrzeja Olechowskiego ani na nikogo innego, bo to pewne marnotrawstwo przysługującego prawa wyborczego, proponuję…….. mniejsze zło.

PS. Przepraszam, że w tytule ograniczyłem się do imion, ale nazwiska są zbyt długie i się nie mieszczą....

catoMaior
O mnie catoMaior

zwietrzały entuzjasta, pełen niewiarygodnych paradoksów, o poglądach socjalliberalnych, których jestem gotów bronić i z których jestem dumny. Altruista. Ateista.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka