Jedną z zasad wspólną dla wszelkich procedur, zarówno logicznej jak i opartej na tej samej podstawie - prawniczej, jest uporządkowanie przyczyn i skutków według ich następstwa w czasie.
Jarosław Kaczyński stoi na czele tych, dla których logiczne wnioskowanie stanowi zagrożenie, bo może doprowadzić do wniosku, że sprawców katastrofy należy szukać wśród jej ofiar. Prawo karne nie dopuszcza wszczynania postępowania przeciwko zmarłemu, ale zasady etyki nie zabraniają pociągania go do odpowiedzialności moralnej. To realne zagrożenie wprawia jego i jemu najbardziej oddanych politycznych przyjaciół w panikę, a człowiek przerażony postępuje jak szalony.
Zbigniew Mikołejko przestawił w Polityce bardzo przekonywający dowód na to, czym w istocie jest tzw. krzyż smoleński na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. To bardzo piękna filozoficzna prawda. Ale jest też prawda bardziej przyziemna i konkretna, bo dla wytrawnego politycznego gracza, jakim jest Jarosław Kaczyński, tylko ona się liczy.
W każdym pozornym szaleństwie Jarosława Kaczyńskiego jest jakaś ukryta metoda.
W "szaleństwie wawelskim" , bo tak oceniał każdy rozsądnie myślący Polak wynoszenie na piedestał należny bohaterom kiepskiego prezydenta, chodziło o stworzenie nimbu świętości dla Lecha i w konsekwencji wykreowanie jego samego, Jarosława, na jedynego godnego następcę, co z perspektywy minionego czasu można uznać za jeden z elementów planu. Przecież Lech Kaczyński nie miał najmniejszych szans na reelekcję, a Jarosław przegrał o marny milion głosów.
W "szaleństwie krzyżowym" chodzi o wytworzenie materaca amortyzującego wstrząs, jakim będzie, po zakończeniu śledztw i badań, sformułowanie wniosków przedstawiających przewodniczącego (kierownika wycieczki?) katyńskiej podróży za ostatecznie odpowiedzialnego za niezapobieżenie katastrofie.
Wbrew temu, co usiłuje nam wciskać mediomatolstwo, któremu zależy na podsycaniu konfliktu o krzyż, bo żywi się wyłącznie walką, albo na pięści albo na słowa, wyprawa katyńska Lecha Kaczyńskiego nie była ani wizytą zagraniczną, nawet nieoficjalną, ani misją służbową, ale została zaplanowana jako czysto partyjna inauguracja kampanii wyborczej.
Drugim bezwstydnym kłamstwem szerzonym obficie przez mediomatołów, zarówno tych specjalnej troski, którym bardzo łatwo przychodzi uwierzyć w to, co sami zmyślają i następnie rozgłaszają, jak i wytrawnym manipulatorom, jest uporczywe powtarzanie przekłamanej wypowiedzi Bronisława Komorowskiego z wywiadu dla Gazety Wyborczej jako wywołania konfliktu wokół krzyża.
Każdy, kto widzi, jak cynicznie i bez skrupułów Jarosław Kaczyński wykorzystuje do swoich celów politycznych fanatyków wszelkiej maści, nie może mieć wątpliwości, co w pełni potwierdził rozwój wydarzeń, a zwłaszcza groteskowe uzurpowanie sobie prawa do decydowania o krzyżu, tablicy i pomniku przez „obrońców”, że zamiarem realizowanym ku zdumieniu całego świata było stworzenie przyczółka dla codziennego zaczepiania i opluwania prezydenta, wybranego przez nieporozumienie….
Wracam do pierwotnej myśli.
Tak! Wypada się zgodzić z Jarosławem Kaczyńskim, że błędy TenTuska (tak z nieukrywanym ukontentowaniem nazywano niegdyś obecnego premiera, a temu i owemu jeszcze i teraz się to wyrwie), jego ekipy i całej Platformy Obywatelskiej doprowadziły w końcu do niesłychanej tragedii. Nie byłoby tej katastrofy, gdyby w odpowiednim czasie zostało wszczęte przed Trybunałem Stanu postępowanie przeciwko prezydentowi, który w sposób jawny i konsekwentny drwił sobie z Konstytucji Najjaśniejszej Rzeczpospolitej i kusił los. Który, będąc głową państwa zgodził się odgrywać rolę przywódcy opozycji, a w swojej kancelarii tolerował, a może i przewodził, rządowi na wychodźstwie. A wreszcie w swoją ostatnią podróż zabrał bez mała setkę zakładników, którzy mieli mu zapewnić powodzenie jego misji, o której nie mieli pojęcia, ku czemu zmierza.
Aby do kolejnej tragedii nie dopuścić, w szczególności, aby zimna wojna polsko-polska nie przerodziła się w wojnę krwawą, religijną czy ideologiczną, należy podjąć zdecydowane kroki zmierzające do delegalizacji partii Prawo i Sprawiedliwość jako organizacji antypaństwowej, nawołującej do nieuznawania demokratycznie wybranych organów władzy państwowej i łamania obowiązującego prawa.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)