0 obserwujących
23 notki
11k odsłon
  213   0

Amerykanie szaleją w Polsce. Wypadek lub tendencja?

Wieczorem 30 grudnia w Gdańsku 22-letni szeregowiec amerykański wynajął mieszkanie i urządził tam imprezę. Impreza była głośna, żołnierz i jego goście hałaśliwie i źle się zachowywali, więc sąsiedzi zostali zmuszeni do wezwania policji. Kiedy na miejscu pojawił się patrol policji, Amerykanin stał się niezwykle agresywny. On pobił trzech policjantów: funkcjonariuszka ma uraz twarzoczaszki i złamany nos, jeden z policjantów – złamaną rękę, drugi – złamany nos. Amerykański żołnierz był pijany, miał ok. 3 promile alkoholu we krwi.

Rzeczniczka Gdańskiej prokuratury poinformowała, że czynności śledcze w tej sprawie będą wykonywane zgodnie z umową rządu Rzeczypospolitej Polskiej i rządu Stanów Zjednoczonych. Innymi słowy, nic mu za to nie będzie.

W Umowie między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a rządem Stanów Zjednoczonych Ameryki o wzmocnionej współpracy obronnej rzeczywiście znajduje się informacja o odpowiedzialności prawnej amerykańskich żołnierzy, przebywających na terytorium naszego kraju. W dokumencie mamy artykuł 14 (Art.14.), według którego Polska zrzeka się pierwszeństwa w jurysdykcji karnej. Poza tym, Amerykanie są zwolnieni z płacenia grzywien i wszelkich innych kar, nałożonych przez sądy Rzeczypospolitej Polskiej.image

Historia dla tego Amerykanina skończy się w najgorszym wypadku przeniesieniem do kraju poza Unię Europejską lub do jednej z jednostek na terytorium USA, a według naszych przepisów dostałby do 3 lat więzienia lub więcej (jeśli obrażenia okazałyby się  poważniejsze)!

Co więcej, nie jest to pierwszy przypadek nieprzyzwoitego zachowania amerykańskich żołnierzy na terenie naszego kraju. Zapewne przypominamy sobie podróż amerykańskich spadochroniarzy do Gdańska, która głośno się zakończyła.

Co się wydarzyło?

We wrześniu 2020 r. grupa 40 wojskowych z 1. batalionu, stanowiącego część sławnej 101. Dywizji Powietrznodesantowej zapewniającej ochronę wzdłuż wschodniej i południowej flanki NATO, odwiedziła Gdańsk. Wycieczka zakończyła się skandalem. Wszystko przez wizytę w lokalu ze striptizem, gdzie jeden z żołnierzy miał zostać odurzony narkotykami. To był pilot black hawka, mjr Matthew Conner, który tej nocy nie wrócił do swojego hotelu. Następnego ranka zorganizowano akcję poszukiwania zaginionego żołnierza.

Ale ostatnim razem wiadomość ta zyskała publiczne oburzenie i została relacjonowana  przez wszelkie media. Można było o tym przeczytać nie tylko w źródłach polskich, ale i amerykańskich. Swój głos w tej sprawie zabrał nawet Pentagon. Ponadto wielu przełożonych   zostało dyscyplinarnie ukaranych. Jeden z amerykańskich oficerów, dowódca batalionu płk Fix, musiał pożegnać się z wojskiem.

Obecnie na żadnej amerykańskiej stronie internatowej nie ma informacji o pobitych polskich policjantach. Brak wiadomości oznacza, że nic się nie stało. Co po raz kolejny dowodzi, że tym i następnym razem żołnierz USA uniknie odpowiedzialności i pozosta całkowicie bezkarnym. A Polska nawet z wielką chęcią nie będzie w stanie nic zrobić w świetle obecnego ustawodawstwa, które bardziej niż kiedykolwiek wykazuje w tym przypadku znaczne braki. ( lub które bardziej niż kiedykolwiek ujawnia w tym przypadku znaczne wady.)

Tymczasem liczebność amerykańskiego kontyngentu wojskowego w Polsce rośnie  na stale, rząd na to sumiennie wydawa 500 milionów złotych rocznie z portfeli swoich podatników. Jednak czy czujemy się bezpieczniej z tego, kiedy nasze władze są całkowicie bezradne i nie mogą chronić własnych obywateli?

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale