74 obserwujących
745 notek
647k odsłon
1574 odsłony

KTO KONTROLUJE BIOGRAFIĘ SCHETYNY? - WYWIAD Z G. BRAUNEM

Wykop Skomentuj14

Błagam, nie jedźmy tam po to, żeby się nagle okazało, że oklaskiwaliśmy Grzegorza Schetynę, który pod rękę z Adamem Lipińskim wyjdzie na balkon jakiegoś budynku użyteczności publicznej, przedstawi się i zostanie nam zarekomendowany przez stołecznych żurnalistów, jako spod igły nowy krój, nowa moda na nadchodzący sezon polityczny. Bo to nie będzie żadna nowa moda, tylko bardzo stare szaty tego samego cesarza –apeluje reżyser Grzegorz Braun w rozmowie z Euniką Chojecką.

Wyobraźmy sobie, że PiS wygrywa najbliższe wybory i przejmuje władzę w Sejmie i Senacie. Jak Pan widzi szanse na autentyczną zmianę Polski?


10 kwietnia ubiegłego roku wpadłem w obłęd posłanniczy i zacząłem niezwłocznie namawiać na moją skromną skalę do tego, żeby natychmiast tworzyć komitety poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Jak wcześniej chętnie dzieliłem się argumentacją, że nigdy w życiu nie oddam już głosu na Lecha Kaczyńskiego, tak od 10 kwietnia zacząłem rozpowiadać, że na pewno zagłosuję na Jarosława Kaczyńskiego, gdybym mógł, to obiema rękami. Tu mój argument był krótki: człowiek, któremu zabili brata, nie sprzeda nas tak tanio, jak to zrobią inni.

Tak było do wyborów prezydenckich, które zostały przegrane na własną prośbę. Cały ten koncept - z udawaniem, że się nie wydarzyło to, co właśnie się zdarzyło, żeby o tym nie mówić w kampanii wyborczej, że nie jesteśmy na wojnie – mnie nie przekonywał. Kwestia polska, że chodzi o istnienie albo nieistnienie państwa polskiego, była tą, o której mogliśmy rozmawiać tylko w kręgu wariatów na terapii zajęciowej, a po 10 kwietnia dotarła do szerszego grona naszych rodaków. Ale dzisiaj minęło już parę miesięcy od wyborów prezydenckich i widzę, że tę wielką mobilizację, która nastąpiła, ludzie otaczający Jarosława Kaczyńskiego zaprzepaścili. Zdecydowali, by całe to pospolite ruszenie zapisać na rachunek bardzo partykularny, podkreślić wspólnym mianownikiem, że to są ludzie PiS-u, że to jest zwycięstwo PiS-u. To się zaczęło zaraz po wyborach prezydenckich. Nawet sam Jarosław Kaczyński oznajmił, że był to wynik PiS-u. Otóż ja oświadczam, że głosowałem nie na żaden PiS, bo nie jestem ani socjalistą z Żoliborza, ani nie jestem żadnym, o zgrozo, demokratą. Głosowałem na państwo polskie i jak mniemam naokoło mnie jest całkiem sporo ludzi, którzy takim duchem ożywieni brali udział w kampanii wyborczej. Dałem się nawet zapisać do komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta, ale proszę nie robić ze mnie elektoratu PiS-u. Martwi mnie bardzo, że ludzie, którzy otaczają Jarosława Kaczyńskiego, najwyraźniej namówili go do stosowania taktyki, że wszystko, co naokoło, trzeba wygnieść, cały ten trawnik zagrabić, żeby nic nie wyrosło, żeby był tylko PiS. I w związku z tym wróżę Prawu i Sprawiedliwości sukces bardzo umiarkowany. Ale niech ten sukces będzie jak najlepszy, jak największy. Tylko do czego ten sukces otworzy drogę? On otworzy drogę Adamowi Lipińskiemu do tego, żeby w kiblu w hotelu sejmowym z jakąś przyszłą panią Renatą Beger ustalał parytety w telewizji. To dosyć mizerny horyzont dla sprawy polskiej w najbliższej przyszłości. Nie marzę o tym, żeby po raz kolejny dać legitymację politykom, którzy tę legitymację wykorzystują do umawiania się na poziom parytetów z postkomuną albo neokomuną.

Oni nam znowu tę sprawę polską rozmienią na drobne. Lipiński z Kuchcińskim i tak po nazwisku moglibyśmy kontynuować. Niech oni się rozejrzą naokoło i zobaczą, jak wielu jest Polaków, którzy chcą państwa polskiego i może z konieczności na nich głosują.

Scenariusz na 10 kwietnia. Jak Pan widzi tę rocznicę?

Mamy do czynienia z unikatową sytuacją: jak rzadko wiadomo, że coś będzie. Nie wiadomo co, ale wiadomo gdzie. Na Krakowskie Przedmieście przyjdzie dużo ludzi. I to jest okoliczność, której służby nie przeoczyły i nie zaniedbają. Już ułożyły sobie dziesięć scenariuszy ewentualnościowych. Już trwają przeszeregowania, już napisali generałowie list do Marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny, żeby ratował GROM, chociaż to wcale nie leży w jego kompetencjach. Oto naruszający zasadę przestrzegania ścieżki służbowej wojskowi funkcjonariusze zapraszają Schetynę do tego, żeby działał poza pragmatyką państwa demokratycznego. Oni go de facto zapraszają, żeby stanął na czele ich zamachu stanu. Już rok temu generałowie Petelicki i Czempiński wzywali Donalda Tuska, żeby zdymisjonował ministra Klicha. I wtedy Petelicki, który przecież jest podwładnym Czempińskiego (nie z żadnego GROM-u, tylko z departamentu I MSW PRL), radził, żeby na jego miejscu postawić Skrzypczaka. Skrzypczak miał nie tylko zostać ministrem, ale jeszcze stanąć na czele komitetu ocalenia czy ratowania porządku publicznego. Pomyślałem sobie: WRON-bis. Czyli to już im rok temu po głowie chodziło. Teraz piszą list do Schetyny.

A kto to jest Schetyna? Proszę zobaczyć, jak on się teraz przepoczwarza: już się zdystansował, już warszawscy dziennikarze udają, że zapomnieli, że to jest twórca układu rządowego, że to człowiek nazywany niegdyś kanclerzem tej partii i tego rządu. On zaraz będzie bezpartyjnym, niezależnym autorytetem, Marszałkiem Sejmu. I już się ruszył, czy został ruszony, Rafał Dutkiewicz. Ten, co to parę lat temu miał być wielką nadzieją Białych na nowego polityka, wraca teraz do gry. Obawiam się, że generałowie i pułkownicy, i kto tam jeszcze, spróbują nam wszystkim wcisnąć kit (który będzie w istocie próbą rekonstrukcji układu wrocławskiego na scenie ogólnopolskiej). I teraz przestrzegam, że Adam Lipiński też jest z Wrocławia, z Dolnego Śląska, a na tym Dolnym Śląsku obowiązuje dziwny pakt o nieagresji. Przez dwadzieścia lat ci panowie funkcjonują w tym samym regionie i nie słyszałem, żeby złe słowo o sobie nawzajem powiedzieli. Co to oznacza? W praktyce to, że Schetyna wspiera Lipińskiego, a Lipiński wspiera Schetynę. Ja jestem prosty reżyser, gawędziarz, malkontent, ale jeżeli całe maszerowanie z pochodniami, palenie zniczy i wielki autentyczny wysiłek narodowy ma zaowocować katapultowaniem układu wrocławskiego do Warszawy i ma być jakiś rząd fachowców z tymi sierotami po Unii Wolności (które przebierają nogami w kancelarii prezydenta Komorowskiego, gdzie się wszystkie ładnie odnalazły), to ja na to nie głosuję.

Scenariusz na 10 kwietnia już jest. Już oficjalnie wezwał redaktor naczelny "Gazety Polskiej", żebyśmy przyjechali do Warszawy. Ale gdyby i nawet nie wzywał, to przecież i tak było pewne jak w banku, że tego dnia w tym miejscu znajdzie się większa liczba Polaków w poszukiwaniu Ojczyzny.

Mam jednak czarne sny związane z tą datą. Jestem przekonany, że ludzie, w których rękach jest nasze życie, są tak bardzo bezwzględni i bez skrupułów, że nie wykluczam, iż zechcą tego dnia zrobić coś strasznego. Bo jeśli uznali, że trzeba nam zabić Prezydenta, to dlaczego nie mieliby dojść do wniosku, że w ramach ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej należy jeszcze pozabijać trochę młodych ludzi, którzy się świetnie zapowiadają i Polska, którą by mogli zrobić, całkiem by się fajnie zapowiadała. Aby tę możliwość w zarodku zdusić, może trzeba, żeby ktoś się rozerwał bombą na Krakowskim Przedmieściu. Oczywiście natychmiast potem w hotelu Wiktoria znajdzie się w szafce nocnej w pokoju hotelowym jego paszport z jakiegoś kraju arabskiego i jeszcze Koran na dokładkę. Od razu będą pokazywać we wszystkich telewizjach na świecie twarz tego człowieka albo jego nazwisko. A może na przykład albo panią, albo mnie zaaresztują z jakimś sztucerem z lunetą w rękach, bo strzelaliśmy tego dnia do prezydenta albo premiera. Może tego typu zabieg będzie służył poszczuciu antyfaszystów na faszystów, wedle scenariusza przećwiczonego w ubiegłym roku 11 listopada. Nie wiemy, kogo bezpieka zechce skrzykiwać na Facebooku i za pomocą sms-ów motywować do tego, żeby tam przyszedł. Po co mieliby coś takiego zrobić? Z jednej strony po to, żeby jeszcze trochę Polaków pozabijać, bo to jak widać nigdy nie wychodzi z mody, ale z drugiej strony, żeby przeprowadzić kryzys kontrolowany, żeby przeprowadzić akcje, które dadzą nam, resztkom ludu polskiego, złudzenie, że czegoś dokonaliśmy, że stoczyliśmy tutaj bitwę. A wszystko po to, żeby na fali uniesienia po raz kolejny wypłynął do władzy Grzegorz Schetyna i obóz funkcjonariuszy, którzy kontrolują biografię tego wybitnego polityka od co najmniej ćwierć wieku. Dowodem na to, jak skutecznie ją kontrolują, jest to, że jest niezatapialny. Nawet gdyby Schetyna został sfotografowany ze wszystkimi Zdzichami, Rychami, Zbychami w najbardziej kompromitujących sytuacjach, to i tak potem się okaże, że jest politykiem niezależnym. W dzisiejszym "Uważam Rze" pisze pan Warzecha, dziennikarz stołeczny, że jaki jest, taki jest, ale to polityk na nowe czasy, i czytam ze zgrozą, że to jest pomysł na nowe otwarcie w polskiej polityce - Grzegorz Schetyna! Nie wiem, na co by się miała Polska otworzyć, oddając się w ręce Schetyny? Po raz kolejny zresztą, bo przecież ten człowiek tutaj rządzi. Przypomnijmy, że on był głową tej atrapy państwa przez chwilę, kiedy jako Marszałek Sejmu pełnił obowiązki Prezydenta.
 

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale