3 obserwujących
527 notek
200k odsłon
36 odsłon

Black Label Society: The Song Remains Not the Same (2011) - Recenzja

Wykop Skomentuj

Cóż za jednoznaczny hołd dla ołowianego sterowca. Tytuł nawiązujący do ich pierwszego albumu koncertowego i ścieżki dźwiękowej do filmu o tym samym tytule. 

Kiedyś dawno, dawno temu naszło mnie pewne spostrzeżenie.

Mocno uogólniając, w muzyce elektronicznej normą są remixy singli, często powstają całe remix albumy (zarówno autorskie i tworzone przez innych producentów). W muzyce gitarowej też to się zdarza ale specyfika rocka wypracowała swoistą odpowiedź, w postaci płyt akustycznych. Najczęściej z dotychczasowymi, odpowiednio przearanżowanymi utworami. W latach 90. zjawisko upowszechniło się przez MTV. Ów z nazwy tylko muzyczna telewizja ładnie rozpropagowała tego typu przedsięwzięcia mianem „unplugged”, które jak wiadomo zawsze są „plugged” (chyba, że zdarzają się wyjątki regułę tę potwierdzającą).

Rok po ukazaniu się Order of the Black (2010) ukazała się niniejsza pozycja. Zawiera w dużej mierze m.in. dodatki które trafiły na specjalne wydania wspomnianej płyty. Całość powstała podczas tej samej sesji nagraniowej. Sam fakt zebrania ich tu wszystkich jest dla kolekcjonerów nie lada gratką.

Pełnoprawnym album czy kompilacyjna zapchaj dziura? Każdy oceni według własnego sumienia. Dla mnie to kolejna z cyklu płyta z lżejszym, „familijnym” graniem.

Płyta składa się w przeważającej mierze z akustycznych wersji utworów z ósmej płyty. W tym dwóch singli „Overlord” i „Parade of the Dead”. Kto słyszał wcześniej Zakka w akustycznym wydaniu wie czego można się spodziewać. Podobnie jak pierwowzór jest to studyjnie wypieszczone (nie wiem czy aby znów nie przesadzono w tej kwestii), ckliwe jak diabli, amerykańskie do bólu, ale jednak to Zakk. Na dłuższą metę raczej męczące, ale posłuchać można. Razi brak konsekwencji, w postaci obecności partii solowych zagranych na elektryku. Mimo to słucha się tego dobrze, cieszy fakt, że akustycznego wydania doczekały się również dynamiczne utwory a nie tylko ballady, które nie wiele różnią się od oryginału.


Ponadto takiej aranżacji doczekały się jeszcze „Riders of the Damned” i „Darkest Day” - zwłaszcza „Riders of the Damned” w tej wersji jest godny uwagi. 

Kontrowersje może wywołać fakt, że drugi z wymienionych występuje dwukrotnie, w niemal identycznych wersjach - jedna z nich wzbogacona została przez gościnny udział muzyka country Johna Richa. Jegomość znany jest m.in. z czynnego wspierania republikanów w ostatnich kampaniach wyborczych. Na korzyść tych wersji przemawia brak pianinka na rzecz partii gitary akustycznej.

Oprócz utworów autorskich znalazły się również covery m.in. Simon & Garfunkel, Blind Faith. Tradycyjnie najlepiej wypada interpretacja utworu Black Sabbath – „Junior Eyes”. Jak Zakk bierze się za twórczość tychże gigantów to słychać, że wkłada w to całą duszę. Niestety nie można tego samego powiedzieć o pozostałych coverach. „Junior Eyes” jest zdecydowanym gwoździem programu jak „Snowblind” wydanej dziesięć lat wcześniej, na dodatkowej płycie dołączonej do Alcohol Fueled Brewtality Live!! +5 (2001).

Na koniec umieszczono angielską XVIII wieczną kolędę „The First Noel”. Pierwotnie ukazała się rok wcześniej, jako nie albumowy singiel. Miła dla ucha odskocznia od zalewu pseudo świątecznych piosenek. Wersja Black Label Society, może wzbogacić wasz bożonarodzeniowy repertuar.

Można było zrobić to lepiej - pewnie tak. W założeniu miał to być tzw. prezent dla fanów, na osłodę tak długiego oczekiwania na premierowy materiał. To, że fani sobie zapłacili za „prezent” to już inna sprawa...

Szczęśliwie parę lat później Zakk wraca do formy nagrywając świetne albumy na ostro: Catacombs of the Black Vatican (2014) i łagodnie: solowy album - Book of Shadows II (2016)


Ignacy J. Krzemiński

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura