Poświęciłem w tym roku cykl niemieckiej legendzie gotyckiego metalu Crematory, dlatego wypadałoby przypomnieć mniej znaną (co samo w sobie jest skandalem) legendę ze Szwecji o tej samej nazwie. Zbieżność nazw miała niestety wpływ na losy tego, jednego z najoryginalniejszych zespołów pierwszej fali szwedzkiego death metalu. Zespół wyróżnił się wyznawaną ideą jaką obrał od samego początku - brzmieć inaczej niż Entombed. Pozornie tak nie wiele a przez to zespół zapisał się w annałach ekstremy. Eee no nie przesadzajmy...(odezwał się poirytowany głos rozsądku) Crematory wywalczył sobie rangę kultowego zespołu tylko i wyłącznie swoją muzyką. Niestety nie jest tego dużo raptem jedna profesjonalna EP i kilka demówek - z tymże naprawdę w przypadku tego zespołu, błędem byłoby lekceważeniem owych dem, bowiem zespół prezentuje na nim bardzo wartościowy fragment historii death metalu. Pierwsze bicie EPki Denial stanowi jeden z tych mokrych snów fanów starej Szwecji, na szczęście parę lat temu wyszła bardzo ładna kompilacja zawierająca całą „dyskografię” na jednej płycie. Łącznie cztery dema i Denial. Pierwszy wykwit Crematory to w zasadzie jedno utworowe demko pt. Mortal Torment z 1989. Utwór ten to niecałe pięć minut brutalnej ale niepozbawionej wyrafinowania mieszanki oldshoolowego death metalu grindu i thrashu - od samego początku zespół czerpał z przeróżne ekstremalne inspiracje co wpłynęło na unikalny styl Crematory. Warto posłuchać tego kawałka bo pomimo, że jakość jest tragiczna to jest czego posłuchać zwłaszcza, że już nigdy później niczego podobnego ten zespół nie poczynił.
Pierwszym poważniejszym materiałem jakim się Szwedzi podzielili z naszym padołem łez było demo The Exordium z 1990 - tą kasetą zespół rozpoczął swoją małą świecką tradycję - każde późniejsze wydawnictwo zawierało cztery utwory. Biorąc pod uwagę ciężar gatunkowy taka pozornie mała dawka, naprawdę wystarczyła. Wróćmy jednak do The Exordium, demo to jest najbardziej ekstremalnym rzygiem zwymiotowanym przez tych pojebów. Schizofreniczne growle na „dwa głosy” Stefana Harrvika robią piorunujące wrażenie do dziś. Mats Nordup sieje katastroficzne spustoszenie tymi wszystkimi blastami, połamanymi przejściami - perkusja to jeden z największych atutów tego zespołu. Zresztą bądźmy szczerzy, każdy z muzyków prezentuje nieprzeciętną klasę i umiejętności, to jakie riffy się przewijają w każdym z tych utworów zasługuje na wzmiankę.



Komentarze
Pokaż komentarze