Po niekiepskim debiucie i tym bardziej udanej trasie koncertowej, po trzech latach ukazała się druga odsłona konspiracji Cavalerów. Nic więc dziwnego, że apetyty były naostrzone wśród fanów i antyfanów. Sytuacja w roku 2011 była o tyle ciekawa, że trzy miesiące po ukazaniu się Blunt Force Trauma (2011) przypomniała o sobie również Sepultura, której również wzięło się na nostalgiczne wspominki chodź wyrażone zupełnie innymi środkami. Z perspektywy czasu dodać należy, że Sepultura nagrała wówczas jeden z najlepszych krążków w swojej historii (!) nie mówiąc już o najlepszym od czasów exodusu Maxa z zespołu. Cavalera Conspiracy nie patrząc na nic nagrał płytę jeszcze bardziej oldschoolową i o dziwo efekt końcowy okazał się znacznie bardziej naturalny niż w przypadku debiutu - tyczy się to zwłaszcza boskiemu brzmieniu perkusji żywcem wyjętej gdzieś z połowy lat 80 - Partie Iggora (znów niepowalające techniką) są zdecydowanie jedną z cnót tego albumu. Czarno biała wersja okładki Inflikted(2008) dobitnie pokazuje, że mamy do czynienia z bezpośrednią kontynuacją, debiutu. Blunt Force Trauma (2011) to kolejna porcja 11 utworów (w podstawowej wersji), średnio obcięto po minucie z każdego kawałka - łączny czas trwania to zaledwie 34 minuty, nie trudno się domyśleć, że dominują na płycie szybkie, agresywne ciosy pokroju otwierającego „Warlord” czy jeszcze bardziej prymitywnie wściekłego „Torture” - pierwsza połowa płyty obfituje w klasyczny, bezrefleksyjny oklep z obowiązkową dawką melodii made in Rizzo. Można by nawet przyznać nagrodę Maxowi za spełnioną obietnicę wyborczą, - w kampanii drań odgrażał się, że mniej więcej taki będzie charakter albumu. Diaboł jednak jak powszechnie wiadomo tkwi w szczegółach - mniej więcej, bo tak naprawdę, tylko jeden utwór posiada czas trwania poniżej dwóch minut, i zdecydowanie nie można określić tego albumu czystym oldschoolem - nie ma co się oszukiwać, całość oblana zoostała od serca groove'owym sosem, przez co można drugi album braci nazwać co najwyżej udaną fuzją starego z nowym. Ewidentnie brakuje ręki megalomana z załogi Sepultury, Andreas na pewno nie słodziłby tak na szwedzką modłę jak jego kolega Marc, którymi (skądinąd bardzo udanymi i pysznymi solówkami) niepotrzebnie łagodzi obyczaje w brew paradygmatowi bez wględnego, brutalnego albumu jaki został postawiony i tyle się mówiło w zapowiedziach. Ponownie Cavalera Conspiracy zmiksowała ze sobą swoje ulubione składniki, znajdziemy tutaj trochę starą szkołę death metalu ale i tego kojarzącego się z melodyjną stroną Szwecji („I Speak Hate”) dużo więcej thrashu (sam tytuł „Thrasher” mówi za siebie), szczypta corowych czadów („Lynch Mob” z gościnnym udziałem Rogera Mireta). Jak wspominałem nie zabrakło bujającego groove metalu i odwołań do własnej twórczości z lat 90 - hiciarsko infekujący Killing Inside, który stanowi chwilę przerwy od nieustannego parcia do przodu. Niestety naprawdę wyrazistych momentów jest jak na lekarstwo, nie można nic zarzucić, poszczególnym strzałom ale na dobrą sprawę wszystko zlewa się ze sobą. Nie licząc Killing Inside”, ciekawe patenty pojawiają się na sam koniec albumu. Mowa tutaj o „Rasputin” z sztampową imitacją skandowania, które jednak budują odpowiedni klimacik i wspaniały lukrowy popis Rizza wieńczący tytułowy utwór a tym samym całą płytę.
Revolution - The Czar is gone
Revolution - Monarchy's done
Stab, poison, shot, drown
Stab, poison, shot, drown
Wracając jeszcze do „Rasputin”, widać, nie znudziły się, Maxowi klimaty rewolucyjne, szkoda tylko, że nie przekłada się to na jakość muzyczną, która jest strasznie zachowawcza, żeby nie napisać, reakcyjna... dość tego czerwonego dyskursu, podsumowując Blunt Force Trauma(2011) to konsekwentne utrzymanie poziomu jedynki, a nawet momentami go przebija - jest wyczuwalnie mniej plastiku w brzmieniu na rzecz dobrej imitacji patyny. Jednakże może rodzić się pytanie po co marnować czas na produkt wtóny jak można sięgnąć po oryginały... Niestety pokazowe zakładanie koszulek swoich funfli po fachu, którzy razem z Sepulturą trzęśli sceną na przełomie lat 80/90 to nie wszystko.



Komentarze
Pokaż komentarze