Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy i nie
0 obserwujących 435 notek 152296 odsłon
Ignatius, 17 lipca 2017 r.

Corruption: Devil's Share (2014) - Recenzja

Kuszący miraż
Kuszący miraż

W jednym z wywiadów Anioł zdradził knif z tytułem albumu. Mianem angel’s share nazywa się cześć whisky, która wyparowuje podczas destylacji. W Tajwanie używa się określenia devil’s share, gdzie ze względu na klimat (duża wilgotność powietrza) alkoholu ubywa znacznie więcej…

Corruption się rozleniwił w kwestii wydawania albumów – kilkuletnie przerwy stały się normą. Dostrzec w tym można dobrą stronę, że jak już coś poczynią, to jest, na czym ucho zawiesić. Skład, który nagrał Devil’s Share (2014) okazał się jednorazowy. Od 2015 roku zespół znów zmienia się nie do poznania. Diabelskie ubywanie trunku nagrał kwartet, składający się z gitarzystów/wokalistów Daniela Lechmańskiego (Exlibris), Piotra Rutkosia (m.in. Spirit) oraz perkusisty Grabarza (również m.in. Spirit). Zmiana składu odcisnęła ogromne piętno na twórczości. Jest to najbardziej nietypowy album w dziejach Corruption od czasu Bacchus Songs (1996)! Cóż takiego niespodziewanego Anioł i spółka wysmażyli? Proszę ja Was moi mili- heavy stoner metal, miejscami z naciskiem na heavy.  

Uroczo kiczowata okładeczka, która nawiązuje do komiksowej estetyki najbardziej kojarzonej z Corruption. „Lucynka” na okładce to pewnie niejaka Betty Pyro, kolejna dama do kolekcji po Lucy Fair i Candy Lee, jakie dane nam było zapoznać, na poprzednich krążkach.

Hey hey hey – what are you doin’

Hey hey hey – what do you expect from life

Hey hey hey – be careful what you say

Hey hey hey – you cannot just waste your time

Zaczynamy od „Hang’n’Over”, które promowało album. Roześmiane, figlarne banjo, jako pierwsze tłamsi pustynną ciszę, która tak naprawdę ciszą nie jest. Bo jak nazwać ciszą szum wiatru, który przesypuje piach w gigantycznej pustynnej klepsydrze? Grzechotanie poirytowanych węży… Dobra, już się tak nie wczuwam, wróćmy do tego wesołego banjo, które jest forpocztą dla skocznej ściany gitar. Wchodzi silny wokal, który absolutnie nie sili się na naśladowanie Rufusa. Mamy tu kokieterię, która ucieka w stronę wspomnianej hymnicznej maniery klasycznego heavy metalu. Refren przywodzi na myśl, podobne życiowe rady jakie usłyszeć można było w „E.C.E.G.”. Corruption nie brzmiał tak podniośle z riffami iście patataj galopującymi, które o dziwo nie gryzą się z banjo... pijackie lalala i jadymy dalej… „This is the Day”, to już cięższe i masywne brzmienie, jednak wokal Daniela Lechmańskiego siłą rzeczy nadają heavy metalowy sznyt. Pulsujące partie basu, rozpędzone partie perkusji. Gryfy gitar przyciągane, magnetyczną siłą w stronę południa… „Story of Things That Should Not Be” ma wyraźniej bluesowy posmak, dzięki partiom gitarowym. Wokal przybrudzony, ale i tak Corruption nosi jak nigdy. Pomyśleć, że kiedyś parali się death doom metalem... potężnie brzmiąca perkusja, gitarowe retro smaczki uświetniają całość, z podsumowująca solówką na czele.  

 

W historii zespołu zdarzało się, że występowali goście. W „Traveller Blues” pojawia się gość wyjątkowy – Sławomir Wierzcholski, który robi wjazd harmonijką taki, że klękajcie rednecki… jakże naturalnie łapiący za serce popis. W tle reszta robi swoje miło bujając. Ten zmetalizowany blues, co raz lepiej im wychodzi. Wokalista powstrzymał się od heavy metalowego piania, co wyszło kawałkowi na dobre. Wspaniały rozpasany finał z kolejnym popisem na harmonijce. W „Grime Whorehouse” znów mamy mieszankę heavy stoner metalową, patetyczny przykurzony wokal, proste galopująe partie, które z każdą chwilą robią się co raz bardziej podniosłe. Ckliwe solo, które na końcu pokazuje ostre pazurki.

Klimatotwórczy „Trespasstellers” to instrumentalna miniatura niemal żywcem wyjęta z Strażnika z Teksasu. Południowo-amerykański nastrój, podbity został heavy metalowymi zapędami.

Groźne, drążące riffy w „Inspire”, szybko gęstnieje struktura utworu. Niszczycielska sekcja rytmiczna i chropowaty wokal podsyca dramaturgię utworu. Partie gitary w dalszej części utworu jakżeby inaczej trzymają się southenowych rejonów. „Regression” to kolejny wyróżniający się punkt programu. Początek z czystym, silnym wokalem i bardzo teksańskim posmakiem. Pomimo lekkiego przygaszenia nadającego przestrzenności, jest to dynamiczny kawałek.  

Czas na najbardziej znany utwór z tego albumu, nietypowa zbitka dwóch coverów będąca hołdem dla tytułowego muzyka – „Born to be Zakk Wylde”. Ta fuzja dwóch cudzesów: „Born to be Wild” kanadyjsko-amerykańskiego Steppenwolf – hymnu motocyklistów będący jednym z protometalowych kawałków oraz „Holy Diver” ś.p. Dio – będący synonimem epickiego klasycznego heavy metalu. Utwór ten ponoć dotarł do samego Zakka Wylda – sądząc po jego zamiłowaniu do coverowania, powinien być zadowolony.  

Po tej dawce wspaniałego czadu, czas na kolejną ognistą pannę do corruptionowej kolekcji. Przed Państwem „Betty Pyro” - z zwalającym z nóg do bólu amerykańskimi refrenami. Jeżeli Betty was nie zajechała to na koniec możecie posmakować w stonerowej perełce pt. „Moment of Truth”. Mesmeryczny wstęp, który od razu chwyta nas za kostki i zaczyna wciągać, niczym ruchliwe piaski. Jest to najbardziej spokojny utwór na płycie, pełen pięknych momentów - kunszt instrumentalistów daje o sobie znać w pełnej krasie. Jest to kawałek na miarę „E.C.E.G.” półballadowy pełen ujaranej magii, która w pełnie rozkwita, aby nas całkowicie zatracić w królestwie pozorów fatamorgany, która zdobi jak na razie ostatni krążek. Długa Solówka sączy się niczym tworzące iluzje drgające powietrze w upal(o)ne dni.

Devil’s Shasre (2014) to kolejna mocna pozycja, którą miło się katuje np. podczas długich samochodowych wypraw. Jest to jedna z najbardziej zróżnicowanych płyt w dorobku Corruption. Przez to, że mocno odróżniająca się od pozostałych, trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy przebija poprzedniczki. Znów po kilkuletniej przerwie Corruption po personalnej przebudowie, pracuje nad kolejna płytą, miejmy nadzieję, że równie pomysłową jak ta. Zresztą sądząc po koncertowym zahartowaniu obecnego składu, nie mam żadnych obaw.




Opublikowano: 17.07.2017 16:00. Ostatnia aktualizacja: 17.07.2017 16:23.
Autor: Ignatius
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Bezsprzecznie to są pionierzy i klasycy, którzy stanowią luźny ale jednak, punkt odniesienia...
  • To dobra propozycja na tytuł goregrindowego albumu ;)
  • Co do Aerosmith miałem podobnie, wybrałem się na nich, żeby odhaczyć kolejne dinozaury,...

Tematy w dziale