Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy
0 obserwujących 469 notek 167307 odsłon
Ignatius, 19 grudnia 2017 r.

In Thrash We Trust!: Acid Drinkers - Relacja

273 1 0 A A A

17.12. 2017 roku odbył się koncert dwóch zasłużonych dla polskiego metalu grup - Acid Drinkers i Quo Vadis. Obie grupy działają na polskiej scenie od 1986 roku i swoje czasy świetności przeżywali w pierwszych latach transformacji ustrojowej.

Szczeciński Quo Vadis skład ma bardzo mocno odmłodzony, jedynym członkiem zespołu, który jest w składzie od początku jest wokalista i basista Skaya. Stylistycznie zespół obraca się w rejonach starego dobrego death/thrash metalu z ciągotami w stronę bardziej progresywnego grania, co dało się odczuć w nowszych utworach takich jak Wino i Sól. Nie zabrakło również klasyków np. NKWD z debiutanckiej płyty Quo Vadis (1991) - utwór poświęcony zbrodniom czerwonej zarazy.

Poznajemy czarne plamy historii
To co dotąd było tajemnicą
Zamazane krwią strony książek
Mordy popełnione przez
NKWD

Co ciekawe zapowiedź tego utworu wprawiła niektórych w konsternację. Skaya szybko wytłumaczył, że to czas aby pokazywać międzynarodowy gest wyrażany środkowym palcem. Set był zróżnicowany, trochę brzmienie momentami kulało, ale było naprawdę sympatycznie. Lider zespołu dawał z siebie wszystko, przykuwał uwagę swoim zdobnym statywem, niemniej interesującą gitarą basową i szkłami kontaktowymi o białych tęczówkach.

Acid Drinkers obecnie objeżdżają kraj w trasie In Thrash We Trust. Jest to chrzest bojowy nowego lewoskrzydłowego wioślarza zwanego Dzwonem. Jak się okazuje jest to fan zespołu, który udzielał się na oficjalnym forum zespołu. Jak już jesteśmy przy kwestii personalnych Kwasożłopów, pokrócę wspomnę o gwałtownych zmianach na tejże pozycji. Nie zagłębiając się w długą historię zespołu, skupiając się na kilku ostatnich latach, przed Dzwonem szyli na gitarze Jankiel (który wskoczył do składu po śmierci Olasa w 2009 roku). Z Jankielem nawet nieźle początkowo żarło, ale mimo wszystko zdechło - Jankiel postanowił iść na swoje. Lukę tę wypełnił na parę miesięcy gitarzysta Bobby (znany również z Corruption) jednakże i ten długo nie zagrzał miejsca. Okazało się, że od początku było wiadome, że jest to muzyk tymczasowy, w tym czasie Jankiel miał się rzekomo zastanowić czy ostatecznie opuszcza Acid Drinkers.

Ostatnimi czasy Kwasożłopy lubują się w trasach tematycznych tym razem poznaniacy manifestują swoją identyfikację z thrashową stylistyką. Jest to hołd dla amerykańskiej sceny tego podgatunku muzyki metalowej, z której Drinkersi od zawsze czerpią garściami inspiracje. Nowa trasa wiąże się z odświeżeniem setu - tym razem powpadało kilka świetnych przykurzonych ciosów. Obecne bardziej "poważne oblicze przemieszane zostało repertuarem z czasów bardziej jajcarskich - Świetny Acid Drinker z Dirty Money, Dirty Tricks (1991) dwa strzały z Vile Vicious Vision (1993) (Voluntary) Kamikaze Club, i Marian is a Metal Guru.

To właśnie te kawałki sprawiły mi największą radochę, klasyczny Acid Drinkers zagrany z jajem i energią, słychać było i widać, że również poszczególnym muzykom sprawia frajdę odkurzanie pierwszych płyt.   
Utwory z złotych lat 90 przeplatane były nowocześniejszymi i cięższymi kawałkami jak np. Silver Meat Machine, Swallow the Needle).

Szerzej reprezentowane były ostatnie krążki z najświeższym Peep Show (2016) na czele. Srogo było zwłaszcza w Monkey Mosh i Become a Bitch.

Pod koniec setu podstawowego, zaciemniono scenę, odpalono intro wyjęte z jakiegoś klasyka horroru klasy b dając podwaliny pod absolutnego białego kruka - Infernal Connection, jednego z najbardziej nastrojowych i nietypowych utworów w całej twórczości zespołu. Wyszło to bardzo smakowicie i pokazało, że zespół naprawdę ma w czym przebierać jeżeli chodzi o takie setowe smaczki. Jeżeli chodzi o tego typu nietypowe wynalazki, w tej materii sprawdził się ponury, niemal balladowy After the Vulture

Jednym z najlepiej przyjętych kawałków był dynamiczny i skoczny Pump the Plastic Heart. Zresztą młyn był praktycznie non stop - współczułem tym co wpadli na pomysł wybrania się z piwem w dłoni pod barierki...


Gwoździem programu był tytułowy hołd na który złożyły się bardzo udany medley złożony z standardów Anthrax - Indians, Slayer - South of Heaven, Megadeth - Peace Sells i zagrany już w całości For Whom the Bell Tolls. Co ciekawe były to jedyne covery tego wieczora, w dodatku zagrane dosyć wiernie. Z tymże fragment Peace Sells zdecydowanie zaśpiewać powinien Popcorn, który ma bardzo zbliżoną manierę wokalną do Rudego.

Konferansjerka Titusa była trochę zbyt mechaniczna i w zbyt dużej mierze ograniczała się do a teraz zrobimy to co z Popcornem nazywamy(...)”. Zdarzały się typowe odzywki w stylu nie będziemy was głaskać po jajach ale wiem z doświadczenia, że Titusa stać na znacznie więcej. W ocenie całokształtu oczywiście to nie ma najmniejszego znaczenia, gig był energetyczny, zróżnicowany, bogaty w dawno niegrane utwory. Co najważniejsze to był jeden z najlepiej nagłośnionych koncertów Acid Drinkers od lat!

W sferze instrumentalnej jest to doskonale nasmarowana maszyna, każdy daje z siebie wszystko - zwłaszcza główny napęd w postaci Ślimaka, który musi się napocić za dwóch podczas eksploatacji swojego zestawu perkusyjnego.

Zresztą zostało to docenione dwiema nagrodami, które zostały wręczone Ślimakowi podczas tego koncertu za najlepsze partie perkusyjne i perkusistę roku. Publiczność nalegała aby Ślimak popisał się solówką, ale niestety ograniczył się jedynie do żartobliwego badum tss... a no i jeszcze do Bacha..., który wyszedł z inicjatywy Titusa.

Rola Dzwona jest obiecująca, widać potencjał na zwierza scenicznego. Czas pokaże, czy gitarzyście temu będzie dane rozwinąć skrzydła również w materii twórczej.

Z kwestii organizatorskich najlepsi byli ochroniarze, którzy sądząc po reakcjach - zwłaszcza na stare kawałki, byli fanami Acidów. Bardzo skutecznie przechwytywali lawinę osób przepływających barierki. Ostatecznie jeden z nich sam wskoczył w publiczność pod koniec koncertu.

Taki był czad, że ludzie gubili część swojej garderoby, koszulki i bluzy lądowały na scenę, jeden z fanów przedarł się nawet na scenę - czuć było klimat koncertów z lat 90. To chyba najlepiej świadczy o obecnej kondycji niegdysiejszych miłośników tanich win.





Opublikowano: 19.12.2017 14:05. Ostatnia aktualizacja: 19.12.2017 14:18.
Autor: Ignatius
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Poliszynel Przecie napisałem, że z Grodu Kraka ;)
  • @deda Dlatego wniosek jest prosty - mało komu żyło się dobrze/normalnie w poprzednim ustroju....
  • @deda Był ceniony to prawda otrzymał ponadto w 1951 i 1952 Nagrodę Państwową II stopnia. Nie...

Tematy w dziale Kultura