Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy
0 obserwujących 484 notki 175991 odsłon
Ignatius, 17 stycznia 2018 r.

Iperyt: Totalitarian Love Pulse (2006) - Recenzja

90 0 0 A A A
Ubiquitous terror crushing human contagion.
Ubiquitous terror crushing human contagion.

Iperyt siarkowy, znany bardziej jako gaz musztardowy (ze względu na zapach zbliżony do musztardy, czosnku) jest bronią chemiczną. Zadebiutował podczas I Wojny Światowej, kiedy to Niemcy ostrzelali Brytyjczyków granatami wypełnionymi tymże gazem. Miało to miejsce nieopodal belgijskiego Ypres, skąd zawdzięcza swą nazwę.

Iperyt to również nazwa sonicznych terrorystów z Katowic, która swą działalność rozpoczęła w 2005 roku. Parają się oni industrialnym metalem, na który składa się wiele składników począwszy od metalowej ekstremy: black metal, death metal, grindcore. Całość wsparta uprzemysłowioną elektroniką - znajdziemy tu elementy hardcore, breakbeat, gabber etc. Wszystko napędza siejący ogólne spustoszenie automat perkusyjny. Żywa część zespołu tj. wokalista People Hater (znany bardziej jako Warcrimer), gitarzyści Hellhound (zwany również Cymerisem), Black Messiah (czyli Daamr), w roli basisty Abuser (Zyklon we własnej osobie), odpowiedzialny za sample i inne bajery Shocker – jadali i jadają chleb z niejednego ekstremalnego pieca. Wystarczy jeno, że wymienię takie hordy jak Mastiphal, Infernal War, Voidhanger.  

Welcome to my dreamworld where human life equals shit.

Totalitarian Love Pulse (2006) to długogrający debiut. Tytuł mówi sam za siebie, miłośnikom ekstremy trudno jest nie zakochać się w tych dźwiękach. W brutalności, intensywności i energetyczności jakim wypełniony jest ten krążek.

Can you hear the coming storm of roaring hellfire?

Pierwszymi symptomami nadciągającej burzy ognia z piekła rodem, są niepokojące dźwięki pękania pod naporem gargantuicznej siły. Po chwili objawia się nam w pełnej krasie orgia terroru i zniszczenia pt. „Transgression of Inhumanity”.  Chorobliwe elektroniczne dźwięki przechodzą w bezwzględną, odczłowieczoną eksterminację. Automat perkusyjny bezwzględnie pruje rzeczywistość, w nieludzko szybkim tempie. Dominują dławiące partie ciężko osadzonych gitar, sporadycznie przewijają się jazgotliwe partie solowe. Chrapliwy, zamglony wokal przedziera się przez tę całą nuklearną nawałnicę. 

Dla krótkiego odetchnięcia, „Adoration of Social Demise” zaczyna się wolniejszym, za to ciężkim industrialnym wstępem. Apokaliptyczny nastrój konstruowany przez mechaniczny rytm. Niepokojące partie gitar, przygaszony wokal, który z czasem przybiera bardziej agresywne oblicze. Nagłe przyspieszenia gotują likwidację na masową skale. Tuż przed kulminacyjnym transem, gdzieś miło zapowiadające się solo – krótkotrwały przejaw indywidualizmu, zostaje zdławione niczym ludzki niedopałek w popielniczce totalnej asymilacji.

Six – Six – Six

Beznamiętny głos podaje wyniki infernalnego losowania twojego szczęśliwego numerka. Czas na oklepane bluźnierstwo zawarte w manifeście zatytułowanym „Abuse You Fucking Christ”. Iperyt w momencie roztacza przed nami muzyczne przedstawienie piekielnego obozu koncentracyjnego. Mrożące krew odgłosy syreny alarmowej uzupełniają obraz muzycznego blitzkriegu, w pełnym tego słowa znaczeniu. Sekcja rytmiczna odpowiada za doszczętne spopielenie. W połowie utworu poroniono syntezatorową wstawkę, która zostaje okraszona nienawistnym, bełkotliwym spazmem. Po nim następuje melodyjna (sic) solówka, która stanowi osobliwy kontrast,  niczym Papilio Ulysses na tle ruin spowitych przez post nuklearną zimę szarości.

Na początku „Calm Regained” znów próbują zwieść nas bardziej nastrojowe ponure krajobrazy. To tylko przygrywka, do kolejnej druzgocącej symfonii zniszczenia na karabiny maszynowe i zapalające bomby.

No compromises or empty promises

but machine gun bullet in the middle of your whorehead.


Czas na jednego z moich faworytów – „The Silent Murderer”. Początek serwuje nam automat wyrwany żywcem z martial raveowej imprezy dla wpelni zindoktrynowanego, totalitarnego społeczeństwa. Niszczycielskie podmuchy gitarowe – chaos – porażający układ nerwowy puls solówki gitarowej. Jest to jeden z bardziej złożonych form na Totalitarian Love Pulse (2006).  Zaskakujące chwilowe wyciszenie, przywodzące na myśl budzący trwogę syk gazu. Znów gitara solowa jakby symbolizowała humanizm w agonalnym stanie, tuż przed nieodwołalną anihilacją.  

There comes New Order, crush the opposition!

Dekonstrukcyjna ściana dźwięku w rwanym tempie w „Schorched Earth Creed”, wspierana jest przez zwichrowane partie gitary. Ocierające się, wyszczerbioną, zardzewiałą krawędzią o melodie. Transowe beaty wściekle, pieklący się wokalista, rozładowujące atmosferę, groteskowe sample z pytaniem o silę diabła… Jak na rock and rolla przystało na „wezwanie”, trzeba odpowiedzi – jakże dosadnej.

„Nastrojowe” partie gitary rozpoczynają „Wolfcalls”. W tle maszyna odmierza takt. Okrutne tempo, dławiące się tremolo, totalna dehumanizacja na różnych poziomach monotonni, która silnie uzależnia. Dopiero z odrętwienia wybija podkoniec nerwowy, lodowaty prąd solówki.

The end of fucking mankind! The end of fucking humanity!

Piekło trwa, ziejący nienawiścią wokal,  dezintegrujące partie instrumentalne. „Let’s Fucking Rejoice” pozostawia za sobą zgliszcza i góry ludzkich popiołów. Napięcie rośnie, nieustanny atak transowych beatów, pożoga którą warto spróbować ogarnąć.  

Crimson harvest begins!

Eskalacja skrajnych emocji, świetny przygaszony riff, który wczepia się głęboko w mózg. Pozornie chwilowe spuszczenie z tonu przy akompaniamencie ostrzenia długich noży.  
Utwór porządkuje się w zwartym szyku, w tle uporządkowane gitary, industrialne odgłosy – kolejny bardzo mocny moment płyty. 

W „Superior Breed” padamy ofiarą ostrych, chropowatych, dotkliwie raniących razów. Automatyczne ciosy gniotą i miażdżą. Dewastujący utwór, który przechodzi w bardziej standardowo  metalowe rejony. Ciekawostką jest wpleciony cytat z Nietzschego.

Welcome to your nightmare, worse than anything you've ever dreamt of

Czas na wielki finał w postaci tytułowego totalitarnego pulsu miłości. Utwór zaczyna się wiecem i przemową „wielkiego brata”, skandowaniem nawołującej do „miłosnej” wojny. Intensywne gruzowanie na wysokich obrotach. Redukcja tempa, transowe pasaże, od których trudno się uwolnić. Meandrujące melodie gitary – nawet w takim pogromie znalazło się miejsce dla bardziej klimatycznych momentów. Szybko jednak zostają wyparte przez ostateczne rozwiązanie.

Cisza… jakże wymowna potrafi być po tak skomasowanym, bezlitosnym ataku. Cisza staje się wartością dodaną...

No words of truth shall be spoken anymore, taste the end of yours...



Opublikowano: 17.01.2018 23:00. Ostatnia aktualizacja: 17.01.2018 23:05.
Autor: Ignatius
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Jarosław Klimentowski Ani nutki - najświeższym kawałkiem był For the Greater Good of God z...
  • @Teutonick Było niezwykle sentymentalnie ze względu na różne, nakładające się...
  • @Teutonick  Mam z obu, ...

Tematy w dziale Kultura