3 obserwujących
513 notek
194k odsłony
1166 odsłon

O tym jak bracia Abbott (Pantera) przemierzyli bramy cmentarza

Wykop Skomentuj3

W 1981 roku w Texasie, rozmiłowani w glamie (wielcy fani KISS) i heavy metalu (zwłaszcza z pod znaku Judas Priest) bracia Darrell Lance Abbott (gitara) i Vincent Paul Abbott (perkusja) powołali do życia pewną pudlowatą kapelę. Pierwsze dokonania zespołu były tak przesiąknięte kiczem charakterystycznym dla lat 80, że sam zespół się do nich nie przyznawał… a szkoda, bo płyty te mają swój urok i powinny doczekać się wznowienia (zwłaszcza na fali ejtisowej nostalgii).  

U schyłku lat 80 następuje przewrót w głównym nurcie muzyki metalowej, zapoczątkowany przez niepozorny debiut grupy Exhorder. Pantera nie dość, że nie przespała tego wydarzenia, to jeszcze umiejętnie czerpie inspiracje / rżnie na chama patenty kolegów z Nowego Orleanu. Cierpliwi Teksańczycy z Pantery za sprawą Cowboys from Hell (1990) - niespodziewanie i całkiem zasłużenie awansowali do metalowej ekstraklasy, która rządziła ówczesna sceną. Tak narodził się groove metal. 

Jedenaście lat później wybuchła moda na ogólnoświatowy terroryzm zainaugurowany przez atak z 11.09. Niefortunnie zbiegło się to z terminem trasy koncertowej Slayera i Pantery. Za sprawą owej trasy Pantera miała pierwszy raz nawiedzić Polskę. Szybko okazało się, że miała to być jedyna szansa aby zobaczyć ten zacny zespół w naszym kraju. Niestety Pantera ze względu na żałobę narodową postanowiła odwołać swoje występy. W 2003 roku pogłębiające się konflikty personalne wewnątrz grupy doprowadzają do rozpadu Pantery. Jednocześnie bracia Abbott zakładają nową grupę – Damegeplan. Rok później podczas koncertu Damageplan w Ohio gitarzysta Dimebag Darrel zostaje zastrzelony na scenie… Była to niezrozumiała tragedia, wstrząs dla sceny rockowej i metalowej. Wielka strata dla fanów muzyki gitarowej – Dimebag Darrel słusznie uznawany jest za jednego z najlepszych gitarzystów.

W 2014 roku podczas wakacyjnych wojaży miałem okazję odwiedzić miejsce pochówku Dimebaga, który spoczywa na cmentarzu w Arlington. Nieintencjonalnie zbiegło się to z jego dziesiątą rocznicą śmierci.

22.06 bieżącego roku światek rockowej i metalowej muzyki wstrząsnęła informacja o śmierci Vinniego Paula, który skończył 54 lata. Perkusista cierpiał na kardiomiopatie. Tym samym o dwa lata starszy brat spoczął obok młodszego. Oboje odeszli zdecydowanie za wcześnie, mogli cieszyć się życiem. Mogli być aktywni przez wiele lat. Ku uciesze słuchaczy tworzyć, pod różnymi szyldami. Kto wie, może doczekalibyśmy się reaktywacji Pantery, która przyjechałaby do Polski? To powinno dać zwłaszcza do myślenia wszystkim zwaśnionym grupom, którzy z różnych, często błahych i próżnych powodów rozchodzą się. 

W tym roku postanowiłem również zahaczyć o cmentarz w Arlington. Tym razem odwiedzając obu braci. Glamowy wystrój tymczasowego nagrobka przypomina o korzeniach Pantery. Prawdziwe fanostwo zobowiązuje – Vinnie Paul został pochowany w efektowną trumnę ozdobioną wizerunkiem zespołu KISS ulubionego zespołu perkusisty.

Widok obu nagrobków był naprawdę poruszający, mimo, że co chwile muzyczne portale donoszą o śmierci sławnych muzyków. Powoli przecież się oswajamy, tłumacząc, że to znak czasów. Kończy się pewna era. Przecież rock and rollowcy tak mają, że odchodzą przedwcześnie – długowieczność nie należy do ich cech (nie licząc pewne wyjątki, które regułę tę potwierdzają). Szczęśliwie Ci najwięksi i Ci trochę mniejsi zostawiają za sobą parę płyt. Kilka godzin, może nawet minut muzyki, w dźwiękach których, na zawsze zaklęty będzie kawałek duszy artysty.



Zobacz galerię zdjęć:

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura