Kolejne dni, tygodnie, miesiące pokazują jak wielka jest potrzeba lustracji. Mam duże obawy, że ostanie rewelacje dotyczące pana prof. Mąciora mogą okazać się prawdziwe. Nie pisze tych słów dla tego, że bezgranicznie wieżę doniesieniom „Nwesweek-a”, już wystarczy, że „Wprost” się ośmieszył pomówieniami wobec Herberta.
Piszę, że może to być prawdą z racji wydarzeń, jakie nastąpiły po publikacji.
Pierwszym etapem w przypadku jak ktoś jest posądzany o współprace jest całkowite zaprzeczenie, co w przypadku pana profesora nastąpiło bardzo szybko po ukazania się gazety.
Drugim etapem jest wzięcie w obronę przez przyjaciół, mocodawców czy obecnych współpracowników, tutaj wielka szkoda, że minister Ziobro się zaangażował w tak wielkim stopniu.
Jak na razie dwa pierwsze etapy miały miejsce mam nadzieje, że kolejnym będą przeprosiny ze strony gazety, bo zawsze szkoda jak wybitny znawca w tym przypadku prawa karnego okazuje się kapusiem. Mam niestety obawy, że dojdzie do etapu przyznania się i stwierdzenia, że nikomu się nie zaszkodziło.
Było by to wielką kompromitacją nie tylko pana profesora, ale również ministra Ziobry co może negatywnie wpłynąć na notownia PiS-u, w końcu to jego sukcesy są motorem napędowym tej partii. Zakładając jednak optymistyczną wersję wydarzeń to Ziobro będzie bohaterem, który nie zwątpił w „swojego” profesora i pokaże opinii publicznej, że PiS i jego „ludzie” są czyści. Podniesie to automatycznie zaufanie do słów ministra.


Komentarze
Pokaż komentarze