Bezzałogowce uderzyły we wtorek między 3 a 4 rano. Atak nastąpił około 70–80 mil morskich na wschód od bułgarskiego wybrzeża, niedaleko miejscowości Bjała. Sygnały ratunkowe SOS odebrano około godziny 4. Pierwszą zaatakowaną jednostką był drobnicowiec Alfa Watan pływający pod banderą Togo - podał Reuters. Statek o nośności około 25 tys. ton płynął z egipskiego portu Al-Arisz do rumuńskiej Suliny.
W wyniku uderzenia kadłub jednostki został poważnie uszkodzony, co doprowadziło do jej zatonięcia. Około godziny 9 rano statek zniknął z radarów straży granicznej. Los załogi zatopionej jednostki pozostaje nieznany.
Pożar na statku Able i ewakuacja załogi
Drugim celem ataku był drobnicowiec Able pływający pod banderą Palau, również o nośności około 25 tys. ton. Po uderzeniu bezzałogowca na pokładzie wybuchł pożar. Cała 18-osobowa załoga uciekła z pokładu, a ludzi podjął bułgarski prom Dioscuria.
Wśród uratowanych marynarzy znaleźli się ranni, którym natychmiast udzielono pomocy medycznej. Dzięki bułgarskiej straży granicznej członkowie załogi trafili na ląd, a część poszkodowanych przewieziono do szpitali. Załoga jednego ze statków nadal jest zaginiona, a marynarzy z drugiej jednostki udało się uratować. W akcji poszukiwawczo-ratowniczej uczestniczyły jednostki bułgarskie i rumuńskie, w tym śmigłowiec Generalnego Inspektoratu Lotnictwa Rumunii.
Prezydent Radew reaguje. Pilna narada w Sofii
Wydarzenia na wodach Morza Czarnego wywołały alarm na najwyższych szczeblach bułgarskiej władzy. Prezydent Rumen Radew zwołał pilne spotkanie przedstawicieli ministerstw oraz służb bezpieczeństwa. Z powodu kryzysowej sytuacji wiceprezydent Ilijana Jotowa odwołała zaplanowaną wizytę w Wielkim Tyrnowie.
Bułgarski przywódca oświadczył na początku narady, że statki handlowe zostały zaatakowane przez drony morskie i powietrzne. Oceniając atak na statki handlowe jako rażące naruszenie prawa międzynarodowego, Radew wspomniał, że taki incydent jest niedopuszczalny. Zdaniem bułgarskich mediów był to pierwszy tego typu atak w historii w wyłącznej strefie ekonomicznej Bułgarii.
Prezydent Bułgarii Rumen Radew zasugerował podczas narady, że za atakiem mogą stać Rosjanie, nawiązując do trwającej wojny na Ukrainie. Wcześniej amerykański wywiad ostrzegał europejskie stolice przed rosyjskimi atakami dronów ze statków handlowych. O tych obawach pisaliśmy również w materiale o ostrzeżeniu CIA dotyczącym dronów startujących ze statków handlowych.
Kolejny incydent w ciągu kilkudziesięciu godzin
Atak u wybrzeży Bułgarii nastąpił dobę po dramacie na wodach Rumunii. W poniedziałek 5 października dron trafił w statek Royad Mammadov, pływający pod banderą Saint Kitts i Nevis. Jednostka transportowała zboże z ukraińskiego portu Izmaił do Rawenny we Włoszech.
Według bilansu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rumunii po pożarze i zatonięciu jednostki zginęły dwie osoby, a 11 uratowano. Do zdarzenia doszło około 30 mil morskich na południe od Sfântu Gheorghe, w pobliżu platformy wiertniczej OMV Petrom.
Do poniedziałkowego ataku ostro odniósł się prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. - Straszliwy atak dwóch rosyjskich dronów na cywilny statek należący do Turcji, który przewoził kukurydzę i znajdował się na wodach neutralnych. Na pokładzie byli obywatele Azerbejdżanu i Indii. Obecnie niestety już wiadomo, że zginął kapitan statku. Składam wyrazy współczucia - napisał ukraiński przywódca na portalu X.
- Ale Rosja konsekwentnie wybiera terror i zatapianie cywilnych statków zamiast normalnej żeglugi. Potrzebna jest presja, by przywrócić globalne bezpieczeństwo żywnościowe. I każdy, kto naprawdę jest tym zainteresowany, powinien pomagać - dodał Wołodymyr Zełenski. Kolejne uderzenia bezzałogowców stawiają pod znakiem zapytania bezpieczeństwo żeglugi na szlakach łączących porty Dunaju z cieśninami tureckimi.
Fot. Akcja ratunkowa w wyłącznej strefie ekonomicznej Bułgarii/East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (38)