1 obserwujący
78 notek
82k odsłony
521 odsłon

Upadek Berlina. Domek z kart

Wykop Skomentuj

Na początku 1945 roku Armia Czerwona miała do dyspozycji 6.7 mln żołnierzy rozciągniętych od Bałtyku po Morze Adriatyckie, czyli ponad dwa razy więcej niż Wehrmacht, który w czerwcu 1941 roku dokonał inwazji na Związek Sowiecki. Mimo fantazji Hitlera, który spodziewał się rychłego rozpadu koalicji USA-UK-ZSRS los III Rzeszy był już przesądzony. W normalnych warunkach w takiej sytuacji powinno dojść do kapitulacji, co tym samym zaoszczędziłoby ofiar i zniszczeń samym Niemcom. Tym bardziej że taki warunek zakończenia wojny – bezwarunkowa kapitulacja - postawili przed Niemcami ich wrogowie. II wojna światowa nie była jednak „normalną” wojną, ponieważ pierwszy raz w historii stanęły naprzeciwko siebie dwa totalitarne systemy, dążące do zniewolenia całych narodów oraz do wymordowania poszczególnych grup społecznych. Żołnierz Wehrmachtu wiedział, że jeśli dostanie się w ręce Sowietów trafi do łagru, gdzie umrze z powodu głodu, niewolniczej pracy, choroby lub po prostu zostanie zamordowany przez obozowych strażników. Żeby zachować obiektywizm trzeba zaznaczyć, że Sowieci nie byli w tym aspekcie gorsi od Niemców.

9 stycznia 1945 roku generał Heinz Guderian stawił się w kwaterze Hitlera w Ziegenberg 45 km od Frankfurtu. Generał raportował Führerowi o sile wojsk sowieckich skoncentrowanych na linii Wisły. Według niego Armia Czerwona miała do dyspozycji 8 tys. samolotów, które zostaną użyte w nadchodzącej ofensywie. Reichsmarshall Herman Göring przerwał ten wywód oznajmiając, że zwiad lotniczy został wprowadzony w błąd i obserwowane samoloty były makietami. Hitler zgodził się z tym, że doniesienia wywiadu są niewiarygodne. Wódz III Rzeszy jak zwykle odmówił wycofania najbardziej wysuniętych na wschód jednostek Wehrmachtu na pozycje łatwiejsze do obrony. Na tej naradzie przesądzono też o losie 200 tys. żołnierzy uwięzionych na Półwyspie Kurlandzkim, których Hitler postanowił nie ewakuować drogą morską. Guderian opuścił naradę w ponurym nastroju. Według niego front wschodni był jak domek z kart. Wystarczyło wyciągnąć z niego jeden element, by cała konstrukcja się zawaliła.

Wydawało się, że zwyczajem Armii Czerwonej jest przeprowadzanie ofensywy w trudnych warunkach pogodowych. W porównaniu z innymi armiami Sowieci mieli relatywnie niską liczbę przypadków odmrożeń wśród żołnierzy frontowych. Zawdzięczali to zastąpieniu skarpet chustami, którymi obwiązywali stopy, dzięki czemu były one lepiej chronione przed mrozem. Czyli brak skarpet żołnierza sowieckiego nie wynikał z powszechnej nędzy Kraju Rad, tylko z praktycznego podejścia do prowadzenia walk podczas zimy. W ogóle dowódcy Armii Czerwonej uczynili znaczne postępy podczas wojny, która kosztowała życie miliony ich żołnierzy. Operacje były lepiej planowane, co wreszcie pozwalało wykorzystać ogromną przewagę w ludziach i sprzęcie. Jednak pewna wada pozostała i była dość zaskakująca jak na najbardziej totalitarne państwo w historii: brak dyscypliny. Prawdopodobnie wynikało to z tego, że wśród najniższych stopniem oficerów było dużo nastolatków, którzy musieli zastępować poległych podczas kolejnych bitew starszych kolegów. Takim młokosom trudniej było zapanować nad ludźmi, którzy na co dzień obcowali ze śmiercią. A poza tym swoją rolę musiało odgrywać też to, że sowieccy niewolnicy z bronią w ręku w miarę dalszych postępów na zachód, zobaczyli na jakim poziomie żyją wolni ludzie i jakimi dobrami niedostępnymi w Związku Sowieckim dysponują. Teraz te dobra były dla nich na wyciągnięcie ręki, więc ci zdemoralizowani ludzie nie mieli oporów, żeby przemocą sięgać po luksusy, które w ich kraju nigdy nie były dla nich dostępne. Podobno wśród żołnierzy Armii Czerwonej zachwyt wywoływał wynalazek zwany rowerem.

Ostateczna bitwa o Berlin została zaplanowana w październiku 1944 roku przez Najwyższe Naczelne Dowództwo na czele którego stał Stalin, który – w przeciwieństwie do Hitlera – umiał wysłuchać kontrargumentów. Jednak w miarę zbliżania się ostatecznego zwycięstwa Generalissimus postanowił przejść na ręczne sterowanie i usunął marszałka Konstantina Rokossowskiego z funkcji dowódcy 1. Frontu Białoruskiego. Wyznaczył na to miejsce marszałka Gieorgija Żukowa, który dowodził obroną Moskwy w grudniu 1941 roku. Ciekawe czy pochodzenie Rokosowskiego miało wpływ na decyzję Stalina? Być może dyktator nie chciał, by zdobywcą Berlina był Polak. Drugim dowódcą mającym przeprowadzić decydującą ofensywę był marszałek Iwan Koniew, którego Stalin podziwiał za bezwzględność, czyli za nieliczenie się z życiem własnych żołnierzy i ludności cywilnej. Mieszkańcy miasta Szanderowka przekonali się o tym, gdy Koniew rozkazał zrzucić na nich pociski zapalające, po to by zmusić Niemców do szukania schronienia w piwnicach. Sowiecki marszałek był dowódcą 1. Frontu Ukraińskiego i miał wyprowadzić atak spod Sandomierza, co nastąpiło 12 stycznia 1945 roku.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura