Ropa Brent po 120 USD za baryłkę
Na początek warto wyjaśnić gwałtowny wzrost cen ropy naftowej, jaki zobaczyliśmy dzisiaj rano. Notowania czarnego surowca otworzyły się z niemal 10-procentową luką wzrostową, a cena chwilowo sięgnęła nawet 120 USD za baryłkę ropy Brent.

Po pierwsze, jest to efekt ataków na irańską infrastrukturę naftową – magazyny paliw, terminale przeładunkowe oraz rafinerie w Teheranie i Karadżu. Po drugie, co jeszcze istotniejsze, blokada Cieśniny Ormuz doprowadziła do ograniczenia odbioru ropy naftowej produkowanej w tym regionie. W efekcie magazyny głównych producentów surowca zapełniają się, co zmusza ich do odpowiedniego dostosowania poziomu produkcji. Na ten moment mówimy tu głównie o Iraku, Kuwejcie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale analitycy już odliczają, kiedy Arabia Saudyjska znajdzie się dokładnie w takiej samej sytuacji. W jej przypadku jest pewne wyjście, ale o tym później.
W ramach przypomnienia – Trader21 w swoim nagraniu na YouTube poświęconemu prognozom, które zostało opublikowane 8 stycznia bieżącego roku, bardzo pozytywnie wypowiadał się na temat ropy. W tym czasie cena surowca oscylowała na poziomach ok. 60 USD za baryłkę a każdy z Was mógł otrzymać darmowy raport na temat tego surowca zapisując się na III Konferencję Independent Trader. Dziś cena ropy urosła o ponad 64%, co oznacza, że analiza Tradera21 po raz kolejny okazała się skuteczna. Jeśli jesteś zainteresowany podobnymi materiałami to koniecznie odwiedź Portfel Tradera.

W tym miejscu nie można zapomnieć, że nie mówimy tylko o trudnościach na rynku ropy naftowej. Jak opisywał to Konrad Pietruszka w jednym ze swoich ostatnich artykułów, temat dotyczy również zaburzeń na rynku gazu. Przez Cieśninę Ormuz przed konfliktem przepływało ok. 20-25% światowego handlu LNG. Blokada tych dostaw doprowadziła do dramatycznych skoków ceny gazu m.in. w Europie, która mocno uzależniona jest od jego importu. Dość powiedzieć, że od rozpoczęcia konfliktu na Bliskim Wschodzie, cena gazu na Starym Kontynencie wzrosła o blisko 100%.

Zasadnicze pytanie zatem brzmi: czy są jakieś szanse na szybkie zakończenie tego konfliktu i powrót do „normalności” na rynkach?
Mojtaba Chamenei – nowy przywódca Islamskiej Republiki Iranu
Przypomnijmy, że na samym początku konfliktu, 28 lutego 2026 roku zginął ajatollah Ali Chamanei, czyli najwyższy irański duchowny, przywódca Islamskiej Republiki Iranu, który od blisko 40 lat rządził krajem. Chamanei był zagorzałym wrogiem Izraela, wielokrotnie określając go jako „nowotwór”. Jego usunięcie było wielkim sukcesem dla Izraela i USA, gdyż to on był architektem irańskiego programu nuklearnego, rakietowego i powiązań z Hezbollahem i Huti. Jego wyeliminowanie miało szybko doprowadzić do zmiany reżimu w Iranie na kogoś, kto zostanie zaakceptowany zarówno przez USA jak i Izrael.
Tak się jednak nie stało, co najprawdopodobniej pogrzebało szanse na szybkie zakończenie tego konfliktu.
Nowym przywódcą Islamskiej Republiki Iranu został Mojtaba Chamanei, czyli syn Alego.
Czego możemy się po nim spodziewać?
Kontynuacji twardej, antyzachodniej linii politycznej ojca. Mojtaba postrzegany jest jako „zdolny i siłowy lider”, który dodatkowo może chcieć pomścić zarówno ojca, jak i szereg zabitych członków swojej rodziny (m.in. matkę, żonę, siostrę i dzieci z najbliższego kręgu rodzinnego).
Mojtaba jest nieakceptowalnym wyborem zarówno dla Stanów Zjednoczonych jak i Izraela. Przypomnę, że celem akcji militarnej jest zmiana reżimu w Iranie, a nie doprowadzenie do jego kontynuacji. Wybór nowego przywódcy, który będzie kontynuował politykę poprzednika raczej zaognia konflikt, niż go rozwiązuje.
Warto podkreślić, że sytuacja staje się coraz gorsza dla samego Trumpa i Stanów Zjednoczonych. Od początku panowała narracja o szybkiej akcji militarnej, bez uwikłania się w przedłużający konflikt. Tymczasem Amerykanie z dnia na dzień tracą coraz więcej sił i zasobów, a w kraju rośnie frustracja i poczucie, że konflikt ten jest z wyboru a nie z potrzeby. Zdaje się, że dobrze rozumieją to władze w Teheranie, które poprzez zapowiedź ataku na każdy statek próbujący przekroczyć Cieśninę Ormuz prowadzą do coraz trudniejszej sytuacji na rynku surowców (nie tylko energetycznych), co ostatecznie poczuje po kieszeni każdy konsument – również z USA. Przypomnijmy, że w tym roku w Stanach Zjednoczonych odbywają się wybory połówkowe, które powszechnie uważane są za ocenę wystawioną urzędującemu prezydentowi. Na pewno rosnące ceny benzyny na stacjach w Stanach Zjednoczonych (obecnie wzrost z ok. 3 USD za galon do ok. 3,5 USD za galon w tydzień) oraz rosnąca liczba poległych żołnierzy w potyczce z Iranem nie przysporzą Trumpowi zwolenników.
Cała sytuacja nie jest również na rękę sojusznikom Stanów Zjednoczonych w Zatoce Perskiej. Konflikt eskalował do sytuacji, w której widzimy irańskie ataki na amerykańskie bazy wojskowe zlokalizowane w takich krajach jak ZEA, Bahrajn, Kuwejt czy Katar. Jak się okazuje, w wyniku tych działań cierpią również rafinerie, lotniska, hotele i inna infrastruktura cywilna, skutecznie odstraszając tłumy turystów odwiedzających te lokalizacje. Sojusznicy USA z Zatoki Perskiej skarżą się, że nie zostali poinformowani o skali uderzenia na Iran, w efekcie czego nie zdążyli przygotować w pełni infrastruktury cywilnej i obronnej. Co gorsza, USA priorytetowo mają traktować obronę Izraela, pozostawiając kraje zatoki z niewystarczającą osłoną przeciwrakietową w obliczu masowych ataków dronów i pocisków z Iranu. Sądzę, że nie takich reakcji spodziewali się sojusznicy USA w regionie, których ziemie służą obecnie jako tarcza dla irańskich pocisków.
Wiemy już, jak wygląda sytuacja na Bliskim Wschodzie. Jak na to wszystko reagują rynki?
Czytaj dalej: Independent Trader - niezależny portal finansowy
Źródło: Independent Trader
Autor: Krzysztof Miazga



Komentarze
Pokaż komentarze (2)