43 obserwujących
1402 notki
829k odsłon
  476   0

Sławomir Drelich: "Opluć, zgnoić, zgnieść - antyliberalna retory

Wielu z nas zapewne zastanawiało się, jak to się stało, że terminy „liberał", „liberalizm" czy „liberalny" są w Polsce tak znienawidzone i zazwyczaj jednoznacznie negatywnie nacechowane. Nie będzie przesadą powiedzenie, że słowa te stały się w ostatnich latach specyficznymi i charakterystycznymi dla naszego polskiego życia publicznego inwektywami.

Nazwanie kogoś liberałem może doprowadzić do złamania jego kariery politycznej i zawodowej, a na pewno wzmocnić pierwiastek nieufności do tej osoby. Gospodarka liberalna, państwo liberalne, liberalizacja - stały się synonimami wszelkiego zła. W kampaniach wyborczych politycy niejednokrotnie skupiają się na udowadnianiu polskiemu społeczeństwu, że nie są liberałami, że nie popierają reform liberalnych, że liberalizm nie jest dla nich w najmniejszym nawet stopniu interesującą orientacją światopoglądową.

Dziwić powinno, że Polacy (czy konkretniej polscy politycy) tak dobrze poznali się na liberalizmie, skoro z pewnymi jego przejawami mieli do czynienia zaledwie kilka lat i to w znacznie mniejszym stopniu niż udało się poznać liberalizm mieszkańcom Stanów Zjednoczonych czy krajów Europy zachodniej. Ten zły i znienawidzony liberalizm jest w Polsce utożsamiany przede wszystkim z liberalizmem ekonomicznym i reformami gospodarczymi przeprowadzonymi w Polsce po obradach „okrągłego stołu". Natomiast określenia dla niego synonimiczne, których moglibyśmy w tym miejscu użyć, to chociażby „wolna amerykanka", „krwiożerczy kapitalizm" czy „żarłoczna prywatyzacja". Rzadziej - lecz również w pewnym stopniu - poruszany jest problem liberalizmu światopoglądowego, bezrefleksyjnie utożsamianego jednakże przede wszystkim ze społecznym permisywizmem, moralnym indyferentyzmem, zaś w sferze religijnej - z apateizmem. Natomiast niemalże nigdy termin „liberalizm" nie pojawia się w kontekście polityczno-państwowym - no, chyba że chodzi o wskazanie polityka-liberała - oraz systemowym. Jakby sfera instytucjonalna III Rzeczypospolitej z liberalizmem nie miała nic wspólnego i była wolna od skażenia tym zabójczym nowotworem.

 

Liberały-aferały

Przekonanie o istnieniu takiego liberalnego nowotworu można by z perspektywy ostatnich kilku lat nazwać jednym z najpopularniejszych i najczęściej opowiadanych mitów politycznych III Rzeczypospolitej. Przekonanie, że wszystkie zmiany, jakie dokonały się w dobie transformacji systemowej w polskiej gospodarce, były tylko i wyłącznie wymysłem bezlitosnych i doktrynalnych liberałów czy też neoliberałów, którym zależało jedynie na realizacji jakichś podręcznikowych wytycznych. Polska miała być swego rodzaju królikiem doświadczalnym neoliberałów i niejako na skórze polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa miano „wypróbowywać" skuteczność tego typu neoliberalnych rozwiązań. Oczywiście, jak nam wskazują najwięksi krytycy liberalizmu ekonomicznego, taki eksperyment nie mógł się powieść, „liberalna terapia szokowa" musiała się skończyć wielkim krachem i wielką katastrofą. Podobno, jak uczą nas w każdym razie szacowni koryfeusze antyliberalizmu, do takiej katastrofy doszło. Podobno zniszczono najbardziej dochodowe gałęzie polskiej gospodarki (w tym miejscu pozwolę sobie nie wymieniać tych, które rzekomo miały być najbardziej dochodowe, aby nie narażać się żadnym grupom zawodowym na samym wstępie). Podobno zapoczątkowano trwający do dziś proces systematycznego ubożenia polskiego społeczeństwa (chociaż wszelkiego rodzaju badania nad funkcjonowaniem gospodarki rynkowej w naszym kraju wskazują na coś zgoła odmiennego) i doprowadzono do spadku znaczenia Rzeczypospolitej Polskiej na arenie międzynarodowej (zapominając widocznie o tym, że w 1995 przystąpiliśmy do WTO, w 1996 - do OECD, w 1999 - do NATO, a w 2004 staliśmy się członkami Unii Europejskiej).

Najciekawsze jest to, że to ponoć liberałowie zrujnowali polską gospodarkę, aby móc wzbogacić się jej kosztem. Wypchać sobie kieszenie pieniędzmi pożyczonymi od Banku Światowego czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, sprzedać za bezcen największe zdobycze PRL-owskego przemysłu i komunistycznej innowacyjnej ze wszech miar techniki. Za wszelkie niepowodzenia reform, upadki firm i przedsiębiorstw państwowych, początkowo wysoką inflację i rosnące bezrobocie oskarżeni zostali liberałowie, nikt inny. Ci sami liberałowie, których później określono mianem „liberałów-aferałów", bowiem to właśnie oni mieli być współuczestnikami największych afer gospodarczych w Polsce, to ich orężem miała być korupcja i nepotyzm. Nie dziwi więc, że mówi się o nich: „złodzieje", „aferzyści", „malwersanci". Często stosowane są niemalże barokowe w swym stylu eufemizmy: „nieuczciwi przedsiębiorcy", „ci, którzy dorobili się nieuczciwie", „przedsiębiorcy, którzy nie potrafią wskazać pochodzenia swojego majątku" (czyż nie przypominają one kwiecistej w swej formie i zaiste pięknej klauzuli: „bezrobotni, którzy nie z własnej winy pozostają bez zatrudnienia"?). Wszyscy oni - nawet jeśli nie mówimy tego wprost - to liberałowie.

Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale