Wszyscy pamiętamy film Milosa Formana Skandalista Larry Flynt, co w oryginale brzmiało People versus Larry Flynt. Dla prawokatoli prowokujący i szokujący był plakat do filmu na którym Larry Flynt, odtwarzany przez Woody'ego Harlessona został przedstawiony w ukrzyżowanej pozycji na łonie Jezusa Chrystusa.
Wszyscy pamiętamy słynną scenę z filmu, kiedy władze jednego ze stanów zabroniły kolportażu The Hustler Magazine w odpowiednikach naszych kiosków, więc Larry Flynt w świetle reflektorów i błysku fleszy wynajął stoisko od kioskarza, rozpoczął sprzedaż Hustlera, po czym w tym samym świetle reflektorów i błysku fleszy został zaresztowany na oczach całej Ameryki. Sprzedaż Hustlera od tamtego zdarzenia poszybowała w górę.
Szum medialny i skandale wokół dystrybucji i sprzedaży Hustlera uczyniły The Hustler Magazine popularnym w całej Ameryce. Prawie każdy mężczyzna z klasy pracującej pragnął Hustlera z odważnymi zdjęciami przedstawiającymi clittoris naprawdę atrakcyjnych panien, niż mięciuchnego Playboya z jego 18-to letnimi studentkami.
Wczoraj niemalże równolegle powstały dwa posty dotyczące wydania Kataryny synowi ministra Andrzeja Czumy, by ten zawlekł ją przed oblicze sądu . Igor Flynt rozpisywał się o groźbach pod adresem blogerki z rozkładówki Salonu24 i samego Salonu24. Posty pobiły rekord "oglądalności". Katarynie z radością biło pisowskie serducho, kiedy czytała komentarze z wyrazami poparcia, współczucia, bo przecież "biją" słabszych, a Polak zawsze się solidaryzuje ze słabszymi. Igorowi Flyntowi serce nie skakało do gardła, ale zacierały się z wrażenia ręce wraz z rosnącą liczbą odsłon strony www.salon24.pl, a kiedy informacja o groźbach wobec Kataryny i Salonu24 dotarła do mediów mainstreamowych, wszyscy doznali stanu błogiej euforii. Nie, to był zbiorowy intelektualny orgazm.
Wszyscy teraz czekamy na pozew przeciw Katarynie. Może nie wszyscy, bo na pewno ja nie czekam i myślę, że Kataryna także nie czeka na pozew, choć śladem, np. Jarosława lub jego brata - przeprosić nie zamierza. Już widzę czasowe zamknięcie serwerów Salonu24, jako zabezpieczenie dowodów w sprawie. Setki emaili od rozzłoszczonych blogerów, dla których życie bez tworzenia na Salonie24 straciło sens. Demonstracje Niezależnej i Nowej Gazety Polskiej pod ministerstwem Sprawiedliwości oraz pod domami Ministra Czumy oraz jego syna - Krzysztofa.
W telewizji na wszystkich kanałach oglądamy tłumy przed budynkiem Ministerstwa Sprawiedliwości, potykające się o płyty remontowanych Alei Ujazdwowskich, wycie karetek pogotowia, zagłuszające skandowanie by odblokować serwery Salon24.pl, uwolnić i zrehabilitować Katarynę, oraz bezpłatny internet dla każdego. Oraz Pyzola z wnuczkiem, aby sobie zobaczył;) Co dzień setki tysięcy internautów bezskutecznie próbuje połączyć się z serwerem www.salon24.pl; psioczą i złorzeczą na ministra Czumę i rząd Donalda Tuska blogerzy z Ameryk, że nie mają możliwości dowiedzieć się z wiarygodnego blogu Marylii, co się na prawdę w Polsce dzieje.
Właśnie w tym momemcie z filmu przypomina mi się kolejna scena, kiedy partnerka Larry Flynta, grana przez Courtney Love, wykonuje wyliczenia sprzedaży Hustlera, po czym zwraca się (cytat z pamięci):
- Larry, take off your pants!
- what's up, why?
- because I've never fucked a millionaire!
*****
Może się mylę, ale Igor Flynt pragnie po Czumie z Kataryną iść drogą Hustlera. Pomysł dobry. Kiedyś kontrowersje i zamieszanie na podłożu obyczajowości chwyciły, czyniąc Larry Flynt Publications jednym z większych wydawnictw. Może teraz kontrowersje i zamieszanie na podłożu polityki, a raczej Andrzeja Czumy i miałkiego tekstu Kataryny chwycą, czyniąc Igor & Radek Flynts Publications jednym z większych portali, który będzie skutecznie rywalizował z naszą-klasą?
Przechodząc do puenty, oryginalny tytuł filmu brzmiał "People versus Larry Flynt" ponieważ Larry Flynt przyczynił się do wprowadzenia do konstytucji Stanów Zjednoczonych poprawki, zezwalającą na krytykę osób publicznych. Nasz film nazywa się "Bloggers versus Andrzej Czuma" i przyczyni się do upublicznienia Kataryny, przed czym ona się sama wzdryga, na zasadzie chciałabym, ale się boję. Bo do czego innego może się przyczynić "all that jazz", jak nie do zwiększenia rozpoznawalności i większej liczby odsłon Salonu24.pl w internecie? Przykro, ale nie wierzę, że całe to zamieszanie wpłynie w pozytywny sposób na netykietę, na stosunek bloger-bloger, czy bloger-osoba publiczna, albo na poprawę wizerunku i odbiór społeczny blogów, nie mówiąc o wprowadzeniu poprawek do jakiejś z ustaw. Chyba, że do kodeksu karnego - poprawki na gorsze, bo na pewno nie na lepsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)