Po wojnie na spoty, którą rozpoczęło Prawo i Sprawiedliwość od wątpliwej wartości reklam telewizyjnych, wykorzystujących kiepskie pomysły, na dodatek obrażających wyborców konkurencyjnej partii, nadeszła pora na wojnę bilbordową. Dokładnie nie wiem na czym polega ta wojna, ponieważ wszyscy korzystają z bilbordów tych samych agencji outdoorowych, wspierając kapitał niemiecki, naszą rodzimą Agorę, lub inną firmę z kilku, jakie funkcjonują na rynku reklam zewnętrznych.
Bilbordy stoją w różnych miejscach, więc cennikowo najprawdopodobniej przedstawiają różną wartość. Liderzy mogą sobie pozwolić wykupić reklamę w najbardziej eksponowanych miejscach, natomiast kandydaci z dalszych miejsc na listach swojej partii, muszą się zadowolić bilbordami schowanymi za konarami drzew, budkami, pojemnikami na szkło, papier, i śmieci, lub innymi bilbordami.
Treść bilborda zawiera część graficzną i tekstową, czyli zdjęcie fizjonomii kandydata, jego hasło wyborcze, oraz informację z jakiej partii i z którego miejsca na liście kandyduje.
Zawartość bilbordu może być uznana za sztukę użytkową, jak słynna puszka z zupą firmy Campbell, którą rozsławił Andy Warhol, jednakże w polskiej polityce wyraz artystyczny bilbordu jest zwykle żaden, czyniąc reklamę ograniczona w swoim przekazie jedynie do warstwy informacyjnej. Wierzę, że można spotkać lepsze lub gorsze pomysły na reklamy kandydatów do Parlametu Europejskiego. Jakie pomysły zostały wykorzystane przez partie do celów promowania swoich kandydatów możemy ocenić na zdjęciach na końcu treści postu.
Będę zobowiązany za zdjęcia innych europarlamentarzystów na bilbordach, np. Richarda Henri Czarneckiego, Zbigniewa Ziobro, lub innych osób, aby można było ocenić na ile kandydat okłamuje wyborców zamieszczając swoją twarz ucharakteryzowaną przez specjalitów od fotoszopa. Rozumiem, że celem wydawcy Playboya jest przedstawienie dziewczyn o idealnych kształtach, ale parlamentarzyści nie startują w wyborach Mister Universe, czy w konkursie na najprzystojniejszego europarlamentarzystę, więc powinni być uczciwi i publikować prawdziwe zdjęcia swoich twarzy. Jeśli kandydat posuwa się do oszustwa, prezentując nie swoją fizjonomię, to czego można od takiego kandydata oczekiwać na polu polityki? Gdybym zaingerował w swoje zdjęcie np. do dowodu osobistego, upiększając się, mógłbym zostać potraktowany jako osoba, która dopuszcza się fałszerstwa dokumentów, którymi na dodatek się posługuje i zostałbym ukarany.
A jak jest z kandydatem na posła? Czy tylko kupowanie podpisów jest karane, czy także opłacanie zafałszowywania własnej fizjonomii? W jaki sposób kandydat na europosła, który fałszuje swój wygląd zewnętrzny będzie ukarany? Czy mandatem do europarlamentu?
Ten post będę systematycznie uzupełniał o zdjęcia kolejnych bilbordów.
CHŁOPCY Z BILBORDU

Olejniczak niczym Red Bull. Niebieski krawat podkreśla kolor oczu. Opalenizna z solarium.

Kamiński po ekspresowej "kuracji odchudzającej i wygładzającej cerę; w American Bookstore. Dobrze, że nie w aptece.

Rosati na bilbordzie z oświetleniem nocnym, by można było podziwiać bezzmarszczkowe czoło. Botox w ustach.

Kandydat PO na tle konkurencji jest po prostu mały i ma źle dobrany krawat; marynarka - szarzyzna
x
W mojej okolicy widziałem 3 Michałów kamińskich, 2 Wojciechów Olejniczaków, jednego Grzegorza Kostrzewę-Zorbasa oraz jednego Dariusza Rosatiego

PiS zastał Polskę obdrapaną

a zostawił Tuskowi od nowa wybudowaną 3-ma ale nie milionami mieszkań, po 20.000 zł/m2 ale to drobnostka
x


Komentarze
Pokaż komentarze (11)