Pan prezydent Lech Kaczyński nie załatwił stanowiska Sekretarza Generalnego NATO Radkowi Sikorskiemu, tj. załatwił Radka Sikorskiego w taki sposób, że pozostali członkwie NATO nie są zainteresowani kandydatem z kraju sporów kompetencyjnym pomiędzy prezydentem Polski a jej rządem, co do obronności i polityki zagranicznej.
Niedawno pisowscy komentatorzy szczycili się odwagą Pana Lecha Kaczyńskiego, który z grupką innych liderów marginalnych państwek-księstewek z naszego rejonu, wyleciał do Gruzji, by pogrozić Rosji i samemu Putinowi, kiedy w ramach prezydencji, prezydent Francji był już z zapowiedzianą wizytą w Moskwie.
Zachowanie Lecha Kaczyńskiego to zwykłe wyjście przed szereg, niczym ostatniego stopera do piłki w polu karnym przeciwnika, kiedy wrzutka jest na ewentualony strzał głową. Prezydent Kaczyński może i ma głowę do polityki, ale nie do polityki gry zespołowej, kiedy zawodnik może strzelić jedynie głową z wyskoku. Na Kaczynski „Hand of God” nie ma co liczyć. Zresztą Maradona ma kłopoty z narkotykami.
Nie ma co oczekiwać, że Pan prezydent skutecznie wspomoże innego Polaka aspirującego na ważne stanowisko w Unii Europejskiej, ponieważ Unia nie chce nikogo na ważnym stanowisku, z kraju gdzie panuje dwuwładza, niczym w polskim samochodzie nauki jazdy – kursant kieruje, zmienia biegi, wciska sprzęgło, hamuje, a jakiś facet obok, tzw. instruktor, ma możliwość w każdej chwili nacisnąć pedał hamulca... niezły kryptonim TW Instruktor.
Pan Anders Fogh Rasmussen bardzo dziękuje Panu Lechowi Kaczyńskiemu za pośrednio okazaną pomoc w uzyskaniu fotela Sekretarza Generalnego NATO.
Bez wkładu prezydenta Polski, premier Danii miałby zdecydowanie mniejsze szanse na to stanowisko.


Komentarze
Pokaż komentarze (71)