4 obserwujących
43 notki
31k odsłon
  1159   1

Węgry - Polska. Słodko-gorzki start w eliminacjach

    Nowe eliminacje, nowe nadzieje. Podstaw do optymizmu nie brakowało. Trener jak z żurnala, obyty w europejskiej piłce, mówiący w obcych językach, albo jeszcze lepiej - nie mówiący po polsku, więc od razu czuć powiew lepszego świata. Możemy znowu wyjść z drewnianych chatek. Lewandowski z glejtem najlepszego piłkarza na świecie, w dodatku z medalem od prezydenta Polski, rezerwowy Cracovii szturmem bierze Championship, Milik ma klub, Grosicki wypoczęty. Same plusy, nic tylko golić kolejnych rywali. Z przecieków wynikało, że mamy zagrać systemem 3-5-2, czyli systemem na którym poległ Nawałka i przypłacił to posadą. Na kolejnego śmiałka długo nie musieliśmy czekać. Sousa tak właśnie postanowił ustawić nasz zespół, mimo że po nazwiskach wyglądało to na sprawdzone 4-4-2. Niemniej Bereszyński był ustawiony w linii z Bednarkiem i Helikiem, a Reca przesunięty wyżej do linii pomocy. Skład:

Szczęsny - Bereszyński, Bednarek, Helik, Reca - Szymański, Krychowiak, Moder, Zieliński - Lewandowski, Milik

    Helik, jak widać, wszedł z buta nie tylko do angielskiej piłki, ale i do reprezentacji. W debiucie sadza na ławie samego Kamila Glika. Odważna decyzja na "dzień dobry" nowego selekcjonera. Poza tym bez niespodzianek.

    Początek zwiastował, że to my będziemy prowadzić grę, a Węgrzy kontratakować. I tak było. Tyle, że zanim z naszych ataków cokolwiek się wykluło, Węgrzy jednym podaniem przez pół boiska wyprowadzili sam na sam ze Szczęsnym Sallaia. Reca od początku wysoko ustawiony, nie zabezpieczył lewej strony, a świetne podanie Fioli zaskoczyło naszych stoperów. Szczęsny ustawił się gdzieś pod chorągiewką, więc Sallai nie miał problemu z umieszczeniem futbolówki przy krótkim rogu. Odważne, ofensywne ustawienie już na początku przyniosło skutek, ale chyba nie taki, jaki oczekiwaliśmy. Ok, można zrzucić winę za utratę tego gola na ustawienie. Na to, że zawodnicy jeszcze tego nie czuli, Bednarek z Helikiem jeszcze mało się rozumieją, Reca nie do końca zajarzył założenia taktyczne... Niech będzie. Ale to co działo się potem, ustawieniem wytłumaczyć się nie da.

    Bo potem zaczęło się nasze bicie głową w mur, choć trudno to nawet nazwać "biciem głową w mur", bo my do tego muru nawet się nie zbliżaliśmy. Lewandowski po dwudziestu minutach widząc, że jego koledzy stoją jak kołki na sprężynkach w tej grze "piłkarzyki", gdzie pstrykało się palcami i kulka od łożyska latała po boisku, od czasu do czasu wpadając do plastikowej bramki, zaczął się cofać i grać w środku, na lewej i prawej stronie. Próbował szarpać, rozgrywać, myśląc, że w ten sposób pobudzi resztę drużyny. Na wiele to się nie zdało. Nec Hecules contra plures. Równie wiele energii tracił na wykłócanie się z sędziami. Z podobnym skutkiem.

    O naszej grze (hehe) ofensywnej najlepiej świadczy to, że Zieliński pierwszy raz pokazał się z przodu w 40. minucie, gdy próbował strzału zza "szesnastki". Strzał został zablokowany. Trzeba oddać Węgrom, że byli znakomicie ustawieni w obronie, strefy blisko siebie, szybka asekuracja. Przy naszej niemrawej, bez pomysłu grze zupełnie to wystarczało. Liczyłem na więcej po grze Modera. Kilka dni temu zagrał prawie całe spotkanie w lidze angielskiej z Newcastle. Pierwszy raz od pierwszej minuty w Premier League i to były naprawdę solidne zawody. Już po kilkunastu minutach oddał trzy strzały i cały czas był pod grą. Koledzy chętni z nim grali, co nie mogło dziwić, bo piłek nie tracił i od czasu do czasu potrafił niekonwencjonalnie zagrać. Co prawda grał na innej pozycji - lewej pomocy, a dziś jako defensywny pomocnik, no ale to jego nominalna pozycja, więc powinien czuć się tu jeszcze pewnej. Tak jednak nie było. Bezbarwny występ pomocnika Brighton.

    Pierwsza połowa w naszym wykonaniu taka, że lepiej o niej zapomnieć. Jakoś pewniej czułem się, gdy parę stoperów tworzyli Glik z Bednarkiem. Trudno winić Helika za utratę pierwszego gola. Bardziej w tej sytuacji nie nadążył Bednarek. Przy drugim golu to już złe ustawienie Helika, zagubił się w obronie. Ale nie chcę go winić za ten mecz. Sousa chyba za szybko chciał zrobić eksperyment na tej pozycji. Zgranie środkowych obrońców to kluczowa sprawa. Helika trzeba wprowadzać z większą rozwagą. Glik z Bednarkiem po prostu zagrali ze sobą już sporo meczów i widać gołym okiem, że Bednarek czuje się pewniej z Glikiem u boku.

    Węgrzy po drugim golu rozluźnili się i poczuli chyba, że tutaj sobie na spokoju opykają niemrawych Polaków. Nie znają widać maksymy trenera Michniewicza o niebezpiecznym wyniku. Rezerwowi bohatejros błyskawicznie doprowadzili do remisu po dwóch szybkich gongach Piątka i Jóźwiaka. Trzeba oddać, że przy drugim golu chirurgicznym podaniem popisał się krytykowany wcześniej przeze mnie Zieliński. Lepiej graliśmy w drugiej połowie, przede wszystkim szybciej. Jóźwiak wprowadził sporo pozytywnego wiatru. Węgrzy nie mając już prowadzenia też starali się atakować, więc mecz się otworzył. Obie drużyny stwarzały sytuacje podbramkowe. I po jednej z takich akcji ponownie ukąsili nas Węgrzy. Wydawało się niegroźne dośrodkowanie dotarło do Orbana i stoper RB Lipsk ponownie dał prowadzenie bratankom. Miejsca na boisku zrobiło się więcej, więc my skorzystaliśmy z okazji. Ładna dwójkowa wymiana piłek między Jóźwiakiem (znowu) i Bereszyńskim i ten drugi posłał dobre dośrodkowanie do Lewego. Ten sobie przyjął prawą, przełożył na lewą i jebut pod poprzeczkę. Nie było co zbierać. Takim kopnięciem mógł zaimponować wielu, w tym prezydentowi, ale pamiętajmy, że nie wszystkim. Są tacy, co podskakują wyżej od kopania. Dobra, wróćmy do gry. W drugiej połowie fajnie oglądało się ten mecz. Nie było męczenia buły, tylko akcja za akcją, w obie strony. Szkoda, że tak łatwo Węgrzy dziurawili nas w obronie. Jest nad czym pracować. Nie tylko w obronie. W ataku pozycyjnym również. Jak nie mamy wiele miejsca, idzie nam jak po grudzie, ale jak trochę tego wolnego miejsca dostaniemy, to potrafimy pohulać. Na pewno wygranym tego meczu jest Jóźwiak, który miał udział przy wszystkich golach dla Polaków, co pewnie nie ujdzie uwadze Paulo Sousy.

    Słodko-gorzki ten debiut w eliminacjach do mistrzostw świata w Katarze. Z wielkim trudem oglądało się te męczarnie naszego zespołu w pierwszej połowie. W drugiej jazda bez trzymanki. Z tej wymiany ciosów wyszliśmy z jednym punktem. Trzeba docenić i to, bo zanosiło się, że wyjedziemy stąd bez niczego.


Lubię to! Skomentuj40 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport