4 obserwujących
47 notek
33k odsłony
  1262   0

Andora - Polska. Trzy punkty klepnięte. Wracają "farbowane lisy"

    Myślałem, że okres "farbowanych lisów" w reprezentacji skończył się i nie wróci. Okres, który najbardziej kojarzy się z czasem Franza Smudy w kadrze, który - żeby było śmieszniej - na początku swojej pracy z reprezentacją stwierdził, że u niego nie będzie miejsca dla "farbowanych lisów", a potem brał ich na kilogramy. Nawiasem mówiąc, poza ich wątpliwymi kwalifikacjami formalnymi do gry w reprezentacji Polski, także piłkarsko nic specjalnego nie wnieśli. Ot, taki ligowy dżemik. Nic nie osiągnęli w piłce klubowej, co przeniosło się i na naszą reprezentację. Okazuje się jednak, że wracamy do tej koncepcji. Najnowszy wynalazek - Matty Cash z Aston Villi otrzymał powołanie do kadry. Anglik najwyraźniej "pokochał" swoją nową ojczyznę jak kiedyś Perquis czy Obraniak. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że gdyby dostał powołanie do reprezentacji Anglii, czyli swojej właściwiej ojczyzny, na Polskę nawet by nie spojrzał. To człowiek, który wychował się w Anglii, nie zna języka polskiego. Ze swoją matką Polką nie rozmawiał po polsku, bo ona chyba już bardziej czuje się Angielką niż Polką. Wychował się po angielsku, w angielskim domu. Mnóstwo Polaków zostało po II wojnie światowej na wyspach. Tam zakładali rodziny z Brytyjkami, wrastali w brytyjską ziemię. Ich dzieci, a tym bardziej wnuki stawały się stuprocentowymi obywatelami tego kraju. Nie ma w tym nic złego, taka kolej rzeczy. Ale nie wmawiajmy sobie, że Matty Cash jest Polakiem, bo nie jest. Jest Anglikiem z polskimi korzeniami. Nie czuje się Polakiem, Polska to dla niego obcy kraj, nie zna naszego języka, nie zna naszej kultury, obyczajów, nie utożsamia się z Polską. Niedawno Marcin Kamiński zapytany w wywiadzie przez Jana Mazurka, czy myśli jeszcze o reprezentacji Polski, odpowiedział - "(...) Wiesz, to jest po prostu tak, że nie ma dla polskiego piłkarza nic piękniejszego, nic ważniejszego niż gra z orzełkiem na piersi.". Niech mnie ktoś przekona, że Matty Cash zawsze tak myślał o Polsce i naszej reprezentacji. Jedzie mi tu czołg? Jest mnóstwo Polaków zagranicą, którzy czują się Polakami, są wychowywani po polsku, ich pierwszym językiem jest język polski. Najlepszym przykładem jest urodzony w Niemczech Adam Matuszczyk. Całe życie spędził u sąsiadów za Odrą i jest w pełni Polakiem. Krótko, Matuszczyki tak, Cashe nie. Nie róbmy z polskiej reprezentacji międzynarodowej zbieraniny. Już był taki okres i niech on na zawsze pozostanie wstydliwym epizodem, do którego nie będziemy wracać. Póki co robimy wyłom w postaci powołania Casha. Dziś Anglik zaczął na ławce, a na Estadi Nacional wyszliśmy w składzie:

Szczęsny - Bereszyński, Glik, Rybus - Frankowski, Zieliński, Klich, Krychowiak, Jóźwiak - Milik, Lewandowski

    Mecz w zasadzie sparingowy, więc Sousa pozwolił sobie na ultra ofensywny skład, z dwoma nominalnymi obrońcami. Jak szaleć, to szaleć. W pierwszym składzie znalazł się też Arkadiusz Milik, dla którego jest to pierwsze zgrupowanie reprezentacji po kontuzji. No i okazało się, że kontuzja Szczęsnego nie była taka groźna. Choć akurat dziś w bramce mógł stanąć ktokolwiek.

    Mecz zaczął się komicznie, Fernandez zdzielił łokciem Glika i wyleciał z boiska. Czerwonej kartki w piętnastej sekundzie meczu to jeszcze nie widziałem. Widocznie Andorczyk wyszedł z założenia, że sędzia w pierwszej minucie gry czerwonej nie da. Jak widać chłop się pomylił. Cztery minuty później Lewandowski po podaniu Jóźwiaka pewnie wykończył akcję Polaków. Piąta minuta, jedenastu na dziesięciu, 1:0. W zasadzie po balu. Można było się tylko zastanawiać ile jeszcze strzelimy goli, na ile będzie nam się chciało cisnąć walecznych (niektórzy aż za bardzo) gospodarzy. W 10 minucie ładną wrzutką z lewej strony popisał się Frankowski, którą na gola zamienił Jóźwiak. Dobrze wszedł w mecz rezerwowy Derby. Nie ma ostatnio dobrej passy w klubie Kamil Jóźwiak. Rooney rzadko korzysta z usług Polaka, a mówimy przecież o outsiderze drugiej ligi angielskiej. Na razie wygląda na to, że pewnym krokiem zmierzają do trzeciej. I w takim klubie Jóźwiak nie łapie się do składu. Sezon w Championship jest jednak długi, więc może karta jeszcze się odwróci. Z kolei na przeciwnym biegunie klubowej kariery znajduje się asystent przy drugim golu. Frankowski wszedł z buta do Ligue 1. Nie potrzebował mitycznego czasu na aklimatyzację, od początku stał się ważną postacią w zespole Francka Haise. Lens w lidze też radzi sobie nienajgorzej. Na razie są na drugim miejscu w tabeli, ustępują tylko PSG. W takiej drużynie Frankowski ma pewny plac i bardzo przyzwoite liczby jak do tej pory - 4 gole i 3 asysty. Oby tak dalej. Po drugim golu gra nieco siadła, Polacy zamknęli Andorę na ich połowie i klepali sobie po obwodzie, z czego nic specjalnego nie wynikało. I tak by sobie pewnie klepali do końca pierwszej połowy, gdyby nie jeden wypad gospodarzy na nasza połowę. Faul jakich wiele, gdzieś z boku boiska. Dośrodkowanie w pole karne, Marc Vales musnął piłkę, która zmyliła Szczęsnego i przyjęliśmy na klatę taki gol z niczego. Gospodarze podkręcili temperaturę meczu, ale jak się okazało tylko na chwilę. Nasi rzucili się na nich, tak jakby od razu chcieli odkuć się po straconym golu i cel udało się zrealizować. Wrzutka w pole karne, wygraliśmy walkę o górną piłkę, na koniec Lewandowski ładnie zostawił piłkę Milikowi i ten dopełnił formalności. Na przerwę schodziliśmy z bezpieczna przewagą.

    W drugiej połowie nadal prowadziliśmy grę, stworzyliśmy sobie parę okazji bramkowych, gole jednak nie padły. Swoje szanse mieli Lewandowski i Milik. Szkoda szczególnie gola Milika, bo ładną akcję zrobiliśmy, ale był minimalny spalony. Po godzinie gry Sousa zrobił trzy zmiany. Na boisku zameldowali się Linetty, Piątek i debiutant Matty Cash. Wyjściowy, ofensywny skład zrobił się jeszcze bardziej ofensywny. Na boisku mieliśmy jednocześnie trzy nominalne "dziewiątki" - Lewandowski, Piątek i Milik. W 72. minucie swojego kolejnego gola zaliczył niezawodny Lewandowski. W tym roku nastrzelał już wór goli i wciąż upycha go kolejnymi. Sousa dał mu dziś zagrać pełne spotkanie, chyba tylko po to, aby poprawiał swoje indywidualne statystyki, bo dla osiągnięcia zwycięstwa nie był już przecież niezbędny na boisku.

    Teraz wypadałoby efektownie zakończyć eliminacje zwycięstwem z Węgrami i czekamy na losowanie baraży, gdzie prawdopodobnie będziemy rozstawieni, więc półfinał zagramy w Polsce z teoretycznie słabszym zespołem.


Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport