0 obserwujących
95 notek
86k odsłon
2253 odsłony

Atak chemiczny? Plany i błędy mocarstw w Syrii i Egipcie

Wykop Skomentuj30

Zdjęcia zabitych cywilów, zwłaszcza kobiet i dzieci, zawsze wzbudzają emocje. W Syrii giną ludzie, to fakt. W Egipcie giną ludzie, to też fakt. Świat nie reaguje… I to ostatnie stwierdzenie już nie jest takie oczywiste. Świat, rozumiany przeważnie jako USA i Europa, reaguje, w dodatku reagując popełnia szereg błędów, będąc pod presją rozemocjonowanej opinii publicznej, krzyczącej na widok zabitych, iż „trzeba coś zrobić”. Problem w tym, że to „coś” często prowadzi do efektu jeszcze gorszego niż gdyby nie zrobiono „nic”. Donald Rumsfeld powiedział kiedyś, w trakcie II wojny w Iraku, iż liczba ofiar działania musi być zbilansowana potencjalną liczbą ofiar bezczynności. To prawda, ale działa w obie strony.

Wydarzenia zarówno w Egipcie jak i w Syrii w ostatnich dniach nabrały tempa, a amerykańskie i europejskie, w tym polskie media są pełne krwawych obrazów. Medialny coverage wojny w Syrii i zamieszek w Egipcie to też fenomen, gdyż wiele równie krwawych konfliktów (zwłaszcza w Afryce) nie ma takiego PR-u i w rezultacie światowa opinia publiczna nie ma pojęcia o tym, iż np. w Kongo w drugiej połowie lat 90-tych XX w. zginęło kilka milionów ludzi. Ten wstęp do mojego komentarza, na temat aktualnej sytuacji w Syrii i Egipcie, jest konieczny z dwóch powodów. Po pierwsze – aby zrozumieć dlaczego politycy nie powinni poddawać się emocjom przy podejmowaniu decyzji, po drugie – by zrozumieć dlaczego obrazy ofiar, nawet jeśli są prawdziwe, stanowią narzędzie manipulacji, znajdujące się często w rękach terrorystów.

Ostatnim wydarzeniem w Syrii, które wstrząsnęło opinią publiczną, był domniemany atak chemiczny w okolicach Damaszku, przypisywany siłom reżimu Assada. Siła przekazu w tym wypadku jest tak duża, że część mediów nie czeka na jakiekolwiek śledztwo w tej sprawie i od razu ogłosiła, iż z całą pewnością dokonały go siły Assada. Wojna w Syrii od dawna nie jest już bowiem demokratycznym zrywem przeciwko dyktatorowi. To wojna domowa, w którą zaangażowanych jest również szereg innych państw regionu: m.in. Turcja, Arabia Saudyjska i Iran. Podobnie jest zresztą z Egiptem, choć tam sytuacja znajduje się pod większą kontrolą.

Nieco upraszczając, w Syrii mamy trzy strony konfliktu: reżim Assada, rebeliantów oraz Kurdów, przeważnie pomijanych w informacjach medialnych. Rebelianci nie stanowią jednolitej siły, a najmocniejszą grupą militarną jest Al Nusra, wpisana na listę organizacji terrorystycznych i ściśle współpracująca z „Islamskim Państwem Iraku i Lewantu” czyli iracką Al Kaidą. Ugrupowanie zbrojne, które teoretycznie stanowi militarne ramię opozycji, czyli Free Syria Army, jest w pewnym sensie wirtualne, gdyż dowództwo nie ma kontroli nad poszczególnymi grupami rebeliantów, a już z całą pewnością nie nad Nusrą, choć z nią współpracuje. Niedawno jeden z wyższych dowódców FSA udał się do Iraku na negocjacje z „Islamskim Państwem Iraku i Lewantu” ale sytuacja przybrała nieoczekiwany przebieg  i rozmowy skończyły się zabiciem go. Nusra, w przeciwieństwie do dowództwa FSA, kontroluje też część terytorium Syrii i niektóre pola naftowe. Równie słaba i podzielona jest zresztą syryjska opozycja polityczna, obecnie kierowana przez ludzi wspieranych przez Arabię Saudyjską. W opozycji w ramach opozycyjnej władzy jest najsilniejsze polityczne ugrupowanie syryjskie, którego rządy zostały już przetestowane w pobliskim Egipcie: Bractwo Muzułmańskie. Krwawe obrazy z Syrii nie mogą zatem przesłaniać pytania, o to komu mieliby Amerykanie i Europejczycy udzielać militarnego wsparcia: terrorystom z Al Nusra i „Islamskiemu Państwu Iraku i Lewantu”? Bractwu Muzułmańskiemu? Jeżeli chodzi o to drugie, to już ten etap przerobiliśmy w Egipcie i efekt jest tragiczny.

W kontekście Syrii znacznie mniej pisze się o Kurdach, którzy opanowali północną część Syrii, tj. kurdyjską Radżawę, zwaną również Kurdystanem Zachodnim. Na tym terytorium również znajdują się pola naftowe i Kurdowie, kontrolują też niektóre przejścia graniczne z Turcją oraz jedyne przejście graniczne łączące Syrię z terytorium znajdującym się pod kontrolą Kurdyjskiego Rządu Regionalnego. Dominującą siłą na tych terenach jest Partiya Yekîtiya Demokrat (PYD) i jej zbrojne ramię YPG. Turcy twierdzą przy tym, iż PYD jest ściśle związane z PKK, ugrupowaniem tureckich Kurdów, z którym Turcja od dawna prowadzi wojnę, przy czym od kilku miesięcy obowiązuje rozejm i mają się rozpocząć negocjacje pokojowe. Rebelianci z FSA domagają się od Kurdów by podporządkowali się FSA i politycznej reprezentacji rebeliantów nie obiecując w zamian żadnej autonomii dla zajętych już przez Kurdów terenów. Tymczasem coraz częściej dochodzi do walk między YPG a Nusrą. Miesiąc temu Kurdowie wyparli Nusrę z miasta Ras al Ain co wzbudziło niepokój Turcji. Kurdowie przy okazji znaleźli dokumenty dowodzące, iż Turcja, czyli członek NATO, udziela pomocy Al Nusra, która, przypomnę, jest ściśle związana z „Islamskim Państwem Iraku i Lewantu”, czyli Al Kaidą. W tym samym czasie Nusra dokonała masakry kilkuset kurdyjskich cywilów o czym nie było jednak tak głośno jak o domniemanym ataku chemicznym.

Wykop Skomentuj30
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale