Blog
Instytut Wolności
Instytut Wolności
Instytut Wolności Niezależny think tank.
6 obserwujących 166 notek 107988 odsłon
Instytut Wolności, 10 kwietnia 2018 r.

Nie możemy ignorować megatrendów - M.Popkiewicz dla Instytutu Wolności

419 15 0 A A A
Buecherwurm_65_ CC 0
Buecherwurm_65_ CC 0

 Im dłużej ignorujesz nieuniknione, tym bardziej przegrasz. Zwłaszcza, kiedy jesteś mikrograczem takim, jak Polska. – mówi Marcin Popkiewicz, analityk megatrendów, ekspert od spraw energetycznych.


Magdalena Doliwa-Górska: Czym jest rewolucja energetyczna w kontekście bezpieczeństwa energetycznego Polski?

Marcin Popkiewicz: Energia czyni nasze życie cudownie wygodnym. 1 kWh to odpowiednik ciężkiej pracy fizycznej jednego człowieka od świtu do nocy. Na jednego Polaka przypada 80 kWh dziennie, czyli na każdego z nas, metaforycznie, pracuje 80 niewolników. Dla porównania, w Stanach ten wskaźnik wynosi 200, średnia w Europie to sto, w Chinach kilkadziesiąt.

Nie myślimy na co dzień o energii i naszym jej zużyciu, bo dla przeciętnego człowieka ona po prostu jest, jak powietrze, którym oddychamy. Mamy prąd w gniazdku, a paliwo na stacji benzynowej.

Nie zastanawiamy się nad tym, co by się stało, gdyby energii nam zabrakło… Wszystko dosłownie stanęłoby. Taki stan rzeczy świetnie zobrazował w książce „Blackout” Marc Eisberg. Bez energii w krótkim czasie rozpada się gospodarka, społeczeństwo, zaczyna się przemoc i anarchia, upada cywilizacja.

MDG: Przed jakimi wyzwaniami stoimy dziś w związku z tym?

MP: Świat od dziesięcioleci zdecydowaną większość energii – ponad 80% – pozyskuje ze źródeł tradycyjnych, nieodnawialnych, czyli paliw kopalnych – ropy, węgla i gazu. W miarę wyczerpywania łatwo dostępnych zasobów staje się to coraz trudniejsze, bardziej kosztowne i wymagające technologicznie. Równocześnie światowe zapotrzebowanie na energię wciąż rośnie.

Mówiąc w skrócie, rewolucja energetyczna polega na konieczności ograniczania pozyskiwania energii w tradycyjny sposób i poszukania alternatywnych, innowacyjnych rozwiązań. Im szybciej tym lepiej, bo czasu jest coraz mniej.

MDG: Jak to zrobić?

MP: Przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, czy potrzebujemy tych 80 niewolników, którzy na nas pracują, czy potrzebujemy aż tyle energii? Odpowiedź brzmi – nie, ponieważ potrzebujemy nie takiej czy innej ilości kilowatogodzin czy gigadżuli, ale usług energetycznych na dobrym poziomie. Krok pierwszy to racjonalizacja zużycia energii. Na przykład – nie musimy ogrzewać budynków, chcemy, żeby panował w nich komfort termiczny. Kiedyś było to tożsama, dziś, wraz z postępem technologicznym, już nie jest.

Dzisiaj na ten temat miałem wykład w Sejmie. Skala możliwych oszczędności jest olbrzymia. Na ogrzewanie budynków zużywamy ok. 40% całości zużywanej w kraju energii. Możemy to zredukować kilkukrotnie. To da się zrobić, przykładowo w Niemczech w ramach transformacji energetycznej zużycie energii w budynkach do 2050 roku ma spaść o 80%.

Głęboka termomodernizacja to duży projekt infrastrukturalny, kosztowny na początku, ale dający następnie oszczędności o wysokiej stopie zwrotu, niosący ze sobą eliminację ubóstwa energetycznego, dziesiątki tysięcy nowych i trwałych miejsc pracy oraz rynek dla wielu kompetentnych polskich firm. Pieniądze w tym wariancie – w odróżnieniu np. od zakupu technologii elektrowni atomowej – zostają w Polsce, a zmniejszając obecne uzależnienie od importu paliw kopalnych poprawiamy bezpieczeństwo energetyczne Polski i bilans handlowy.

Podobnie zużycie prądu w domach można obniżyć co najmniej o połowę, w transporcie również można ściąć kilkukrotnie zużycie energii, bo nie chodzi o to, żeby każdy w domu miał samochód, ale żeby mieć przyjazny, szybki i efektywny transport publiczny.


 

Transformacja energetyczna to zmiana w transporcie, sieciach energetycznych,  budownictwie, odpadach i wielu innych gałęziach gospodarki. W skali świata to będzie kosztować dziesiątki tysięcy miliardów dolarów. 


MDG: Jaka może być rola państwa w tych zmianach, o których mówisz? Co rekomendowałbyś rządowi?

MP: Po pierwsze, trzeba zrozumieć skalę wyzwania – przyjąć do wiadomości, że my musimy tej zmiany dokonać, bo jeśli tego nie zrobimy to będziemy w „czarnej d.”. Po drugie, rząd powinien uświadomić sobie, że te przeobrażenia mogą być dla nas docelowo korzystne. Poza tym świat już podąża w tę stronę – transport elektryczny, fotowoltaika, inteligentne sieci energetyczne i inne nowe technologie szybko rozwijają się, a my nie powinniśmy zostawać z tyłu. Transformacja energetyczna to zmiana w transporcie, sieciach energetycznych,  budownictwie, odpadach i wielu innych gałęziach gospodarki. W skali świata to będzie kosztować dziesiątki tysięcy miliardów dolarów. Ktoś te pieniądze wyda… i komuś je zapłaci. Instytucje finansowe już orientują się na nowe trendy i nie chcą dłużej inwestować w wydobycie węgla. Wolą elektromobilność czy fotowoltaikę. I nie mówimy tu tylko o Europie. Chiny, na przykład, nazywane „największym trucicielem świata”, chcą być beneficjentem tej rewolucji. Zdają sobie sprawę, że nie ma już odwrotu, trend się nie zmieni. Tak samo działają Niemcy, Duńczycy, Amerykanie, Hindusi. Polska ma dobrą pozycję, żeby w tej rewolucji wziąć udział, choć obecnie robimy wszystko, żeby działania w tym kierunku zablokować. W Polsce prawo energetyczne piszą przedstawiciele koncernów po to, żeby jak najwięcej zarobić. Jeżeli mieszkasz w domu zeroenergetycznym, zasilając go z własnej fotowoltaiki, jeździsz transportem publicznym, rowerem, czy samochodem elektrycznym „tankowanym” z własnej instalacji PV, to jakim jesteś dla nich klientem? Żadnym.

MDG: Jeśli jednak te firmy same dokonają transformacji i przeorientują się na inne źródła energii to mogę zostać ich klientem.

MP: Bingo. I na przykład w Stanach już to się dzieje. Ten trend na świecie jest coraz bardziej widoczny. To jest proces. Traktat paryski sprowadza się do stopniowego wygaszenia wydobycia węgla, a w perspektywie kilkudziesięcioletniej także ropy i gazu. Jaki jest sens, żeby inwestować dzisiaj w kopalnię, której budowa trwa dziesięć lat, a musi działać pięćdziesiąt, żeby się dobrze spłaciła? Albo w elektrownię węglową? To nie ma sensu.

MDG: Może ma sens wyborczy?

MP: Dla kogo? Nasze kopalnie mają wydajność na pracownika trzykrotnie niższą niż podobne w Stanach lub w Rosji. Jakie powinny być nowe kopalnie w Polsce, żeby mogły być konkurencyjne na zglobalizowanym rynku węgla? Nowoczesne i zautomatyzowane – węgiel powinny wydobywać roboty. Ile miejsc pracy, hi-techowych stworzysz w górnictwie? Niewiele. Nie mamy w tym szczególnych kompetencji.

Rzecz jasna wszystkie kraje wspierają swoją energetykę – Niemcy, USA, Chińczycy, my też. To normalne. Ale spójrzmy, co Chińczycy piszą w swoich politykach rządowych? Chcą odchodzić od węgla, chcą rozwijać nowe technologie z wielu względów. Oni wiedzą, że zmiana klimatu ich dotknie, duszą się w smogu, importują ropę i gaz, wiedzą, że węgiel też w ciągu pokolenia im się skończy, a równocześnie rewolucję energetyczną traktują jako okazję ekonomiczną. Mają spójny plan, który realizują. My, w Polsce wciąż trzymamy się zębami tej starej futryny. U nas ogon wciąż kręci psem, więc blokuje się ile może, co realnie przekłada się na nasze bezpieczeństwo energetyczne, blokowanie innowacji, stan zdrowia i wiele innych bolączek. W Polsce węgiel jest schyłkowy, ropy i gazu zasadniczo nie mamy, więc jesteśmy uzależnieni od importu, od rynków światowych, od skoków cenowych. Status quo musi się zmienić, nie mamy innego wyjścia. Albo zmienimy je proaktywnie, albo będziemy działać reaktywnie w obliczu kryzysów.

MDG: Obecny rząd, który stawia na smart cities i elektromobilność powinien korzystać z Twojej wiedzy i regularnie zapraszać Cię do siebie.

MP: I zapraszają. Chciałbym częściej, ale bywam tam i, co budujące, jestem słuchany. Przekazano mi, że np. premier Mateusz Morawiecki czytał „Rewolucję energetyczną”. Kłopot w tym, że Polska nie jest szczególnie innowacyjnym krajem. Często zadają mi pytanie, a gdzie „to” już działa. A jeśli nie działa w pięćdziesięciu miejscach to słyszę odpowiedź, że „skoro nie jest to rozpowszechnione, to nie, to nie dla nas.”. Zrobimy coś dopiero wtedy, kiedy zrobią to już wszyscy inni. Przecież to jest antyteza innowacyjności!

MDG: Podobnie jak Chińczycy, którzy wciąż preferują przejmowanie cudzych rozwiązań, by brać je jako własne i inwestować w to pieniądze, żeby stać się konkurencyjnymi.

MP: Tak, Chińczycy wiele rozwiązań „zapożyczyli od innych”, ale to też się szybko zmienia. Chińczycy tworzą już własne marki i produkty, często innowacyjne na skalę światową, jak np. w przypadku drukowania domów 3D. Nam też czasami udaje nam się zrobić coś innowacyjnego, co zostaje docenione na rynku światowym – warto wspomnieć przykład Solarisa, Newaga czy PESY. Ale kiedy te firmy wyrosły? Kiedy stworzyliśmy im do tego warunki: gdy pojawiły się środki unijne i zaczęliśmy wymieniać tabor. Samorządy zaczęły kupować tramwaje, autobusy i pociągi. Polska to blisko 40-milionowy kraj i duży rynek. Kiedy posypały się zamówienia, przedsiębiorstwa te urosły i stworzyły dobre, innowacyjne produkty, które sprzedają teraz w wielu krajach na świecie.


 

Polska nie jest szczególnie innowacyjnym krajem. Często zadają mi pytanie, a gdzie „to” już działa. A jeśli nie działa w pięćdziesięciu miejscach to słyszę odpowiedź, że „skoro nie jest to rozpowszechnione, to nie, to nie dla nas.”.


MDG: Jak się to ma do sfery energetycznej?

Podobnie się dzieje teraz np. w fotowoltaice, ale warto pamiętać, że zysk jest nie tylko na produkcji panelu. Montaż jest robiony lokalnie. Polskie firmy są wiodące w produkcji okablowania. Istotne są systemy montażowe na dach, inwertery, urządzenia elektroniczne, które przerabiają prąd stały z fotowoltaiki na prąd zmienny do sieci – i tutaj też Polacy mają świetne rozwiązania. Podobnie w farmach wiatrowych, polskie firmy produkują wieże dla turbin, a stocznie specjalistyczne statki do ich stawiania i serwisowania. Mamy świetnych specjalistów od sieci inteligentnych, mamy doskonałe rozwiązania w domach zeroenergetycznych. Robimy i eksportujemy też ładowarki do samochodów i autobusów. Polskie firmy produkują też doskonałe pompy ciepła czy rekuperatory. Niestety nie mamy dla nich w Polsce rynku, więc firmy te mają pod górkę.

MDG: Czyli te firmy nie zasilają polskiego rynku.

MP: Mogłyby to zrobić. Gdybyśmy zaczęli teraz instalować dziesiątki tysięcy tego typu urządzeń, to jesteśmy gotowi, żeby je wyprodukować. Jeśli te firmy rozwiną się na rynku polskim, to za pięć lat będą eksportować te produkty do Niemiec czy Austrii. Na początek można by zrobić głęboką termomodernizację budynków użyteczności publicznej, jak szkoły, urzędy, najpierw pilotażowo w wybranych gminach, a później powszechnie. Wówczas posypałyby się pierwsze zamówienia i wiele polskich firm wystartowałoby w tych przetargach, dostało zlecenia i rozkręciło skalę produkcji.

MDG: Jak mogłoby to wpłynąć na rozwój polskiego rynku pracy?

Byłaby to szansa na zatrudnienie np. dla górników. Czy wolałabyś pracować kilometr pod ziemią, w temperaturze 40 stopni, w ciągłym zagrożeniu metanowym? Czy może lepiej pracować w fabryce, która produkuje rekuperatory?

MDG: Pytanie jest retoryczne. Odnosząc się jeszcze do łatwo dostępnych zasobów, które się kończą. Co to oznacza dla Polski? Jak możemy wykorzystać potencjał i kompetencje, które już w Polsce są, ale potrzebują – jak kilka lat temu PESA czy Solaris – stworzenia dla nich warunków? Czy to jest dla nas szansa, żeby wzmocnić pozycję Polski w regionie?

MP: Wiadomo, że dla każdego najważniejszy jest jego interes. To jest normalne. Tak funkcjonują Niemcy, USA, Chiny, Rosja itp. Wszyscy ze wszystkimi konkurują. Polska także stara się to robić, na miarę swoich możliwości. Potentatem na pewno nie będziemy, nie zdominujemy gospodarek – chińskiej, niemieckiej czy nawet duńskiej. Mamy jednak szansę być beneficjentem netto tej transformacji, która już na świecie się dzieje. Jeśli będziemy te zmiany blokować to w końcu doczekamy się światowej polityki ochrony klimatu i powszechnego wprowadzenia podatków węglowych; albo wzrostu kosztów zakupu paliw kopalnych; albo przełomów technologicznych, które uczynią z nas skansen – w każdym z tych przypadków będziemy przegrani. Mówiąc inaczej – trzymając się kurczowo starych rozwiązań obstawiamy scenariusz stagnacji technologicznej, klęski polityki ochrony klimatu i jakiegoś cudu, który magicznie rozedmie nasze wyczerpujące się złoża paliw kopalnych.


 

Potentatem na pewno nie będziemy, nie zdominujemy gospodarek – chińskiej, niemieckiej czy nawet duńskiej. Mamy jednak szansę być beneficjentem netto tej transformacji, która już na świecie się dzieje. 


MDG: Może wcale nie będziemy tego blokować. Co będzie jeśli uznamy, że nie będziemy reagować, staniemy z boku i będziemy obserwować, w którym kierunku sytuacja się rozwinie?

MP: Nie możemy stać z boku. Nie da rady. Wszyscy jesteśmy na jednym statku, we wspólnych układach handlowych. To jest trochę tak, jak byśmy próbowali zamrozić kraj w feudalizmie, kiedy nadchodziła rewolucja przemysłowa. Nie jesteśmy w stanie ignorować globalnych megatrendów, które mówią „odchodzimy od paliw kopalnych i tworzymy czystą, efektywną i nowoczesną gospodarkę”. Im dłużej ignorujesz nieuniknione, tym bardziej przegrasz. Zwłaszcza, kiedy jesteś mikrograczem takim, jak Polska.

MDG: Jak zatem oceniasz projekty geopolityczne, które obecny rząd próbuje realizować w naszym regionie, jak Trójmorze czy Grupa Wyszehradzka? Czy pozostali liderzy Europy Środkowo-Wschodniej także dostrzegają megatrendy, o których mówisz? Jest jakaś przestrzeń dla nas do współpracy na tym polu?

MP: Polska przoduje w regionie w starych sposobach pozyskiwania energii. Pozostałe kraje też mają swoje wyzwania i problemy, jak chociażby Ukraina. Gdy spojrzeć na stan energetycznych tamtejszych budynków, to Polska na tym tle wygląda naprawdę nieźle. Na pewno więc Ukraina to jest dla nas potencjalny rynek. Są też kraje, które robią więcej, jak Czechy, Słowacja czy Węgry. Tam smogu w takiej skali, jak u nas, próżno szukać. Oni z tym problemem sobie poradzili, więc naszych „kopciuchów” na pewno tam nie sprzedamy, ale nasze pompy ciepła już tak. Tak więc wszelkie układy polityczne, otwarty rynek w ramach UE, pewne wpływy, które mamy u sąsiadów, można dyskontować, ale nie uważam, że to powinno być dominujące. Nie powinniśmy skupiać się na rynku czeskim czy węgierskim. Nasze produkty są konkurencyjne na poziomie unijnym, w krajach tzw. starej UE. Z tego poziomu droga już nie jest daleka do tego, żeby sprzedawać do USA czy Australii.

MDG: Wracając do rewolucji energetycznej na temat, której napisałeś książkę, powiedz, jakie zagrożenia pojawią się wraz z tą zmianą dla nas, a jakie szanse?

MP: To, co obserwujemy to jest wyścig, technologiczny, gospodarczy. Ci, którzy biegną pierwsi, mają najlepsze, najbardziej innowacyjne produkty – ci mają się najlepiej. A ci, którzy w tym wyścigu do innowacji mówią, że będziemy robić to, co inni, to na co siebie i potencjalnie nas wszystkich skazują? Na pewno nie na bycie liderem. Zostaniemy skansenem, a nasza młodzież będzie musiała wybrać emigrację. Najbardziej bystre umysły będą wyjeżdżać albo będą drenowane przez tych, którzy mają im coś do zaoferowania. Gdzie pójdą najlepsi? Kto zostanie?

MDG: Przygnębiający scenariusz.

MP: Dobrze życzę naszemu krajowi i chcę, żeby Polska była krajem perspektyw dla młodych ludzi, dla miejsc pracy, dla innowacji. Krajem, gdzie jest czysto, zdrowo, gdzie nie dotujemy rosyjskich oligarchów. Wierzę, że możemy to zrobić. Główne bariery są w naszych głowach. Podstawą jest to, żebyśmy zgodzili się, że to jest wizja naszego kraju, że chcemy to robić. Jak uzgodnimy tę wizję to pójdą za nią inni – politycy, wyborcy, pójdą ustawy, zlecenia, zamówienia, inwestycje i to będzie prawdziwa dobra zmiana.


Rzeczywistość zmienia się szybciej niż kiedykolwiek w historii. Premier Morawiecki jest już z młodszego pokolenia, które zdaje sobie z tego sprawę i dlatego niektóre elementy tego, co się dzieje w megatrendach, są obecne w jego polityce. 


MDG: Od razu pojawi się silne lobby z zewnątrz, żeby nas zatrzymać.

MP: Owszem. Można powiedzieć, że hamując te zmiany działamy na rzecz obcych interesów. Czy mówimy o Rosji, która chce nam sprzedawać ropę i gaz, czy o firmach amerykańskich, chińskich, które traktują nas jako rynek zbytu i nie chcą, żeby Polacy rozwinęli nowoczesne technologie. Poza tym blokują nas, bo są od nas bardziej innowacyjni i szybsi. My plączemy się o własne nogi, nie wiemy sami do końca, w którym kierunku chcemy pójść. Bronimy górnictwa, które miało rację bytu w czasach Gierka czy Gomułki, ale już dawno nie jest przyszłością polskiej gospodarki i polskich miejsc pracy. Ludzie uczą się, jak działa świat, kiedy mają kilkanaście lat, a potem wielu z nich tak już zostaje. Tymczasem rzeczywistość zmienia się szybciej niż kiedykolwiek w historii. Premier Morawiecki jest już z młodszego pokolenia, które zdaje sobie z tego sprawę i dlatego niektóre elementy tego, co się dzieje w megatrendach, są obecne w jego polityce. Mamy wciąż opór albo bezwładność w urzędach, różnych agencjach, lenistwo intelektualne, niechęć do robienia rzeczy innowacyjnych. Nie potrzebujemy obcych wywiadów, żeby nas sabotowały, bo sami robimy to najskuteczniej. Czasem rozmawiam z urzędnikami i oni opowiadają, jak wiele zrobili i na dowód pokazują mi, że przesunęli się o milimetr na drodze, która ma tysiąc kilometrów.

MDG: A szanse?

MP: Wychodząc naprzeciw wyzwaniom, jak w zarządzaniu ryzykiem, zabezpieczamy się przed najczarniejszymi scenariuszami, jak kryzys naftowy czy klimatyczny. Mamy zabezpieczone podstawowe potrzeby, gospodarka jest konkurencyjna i innowacyjna, poprawiamy bilans handlowy, jesteśmy mniej uzależnieni od importu energii, jakość życia przeciętnego Kowalskiego rośnie, poprawia się jego zdrowie, spada ubóstwo energetyczne, budujemy efektywny i szybki transport publiczny, tworzymy nowe miejsca pracy, wzmacniamy gospodarki lokalne. W nowym systemie powstają lokalne miejsca pracy – termomodernizacja budynków, elektromobilność, biogazownie, fotowoltaika, wiatraki itd. Pieniądze nie wypływają na zewnątrz, lecz zasilają i tym samym wzmacniają naszą gospodarkę. Możemy tworzyć innowacyjne, dobre polskie produkty, które będziemy eksportować w świat i dzięki temu poprawiać nasz wizerunek jako nowoczesnego, czystego i etycznego kraju.

Zaadresowanie tych zagrożeń i ryzyk wiąże się z możliwością powstania nowego programu społeczno-polityczno-gospodarczego. Byłaby to wizja bardzo propolska, patriotyczna, etyczna, a nawet konserwatywna. Niektórzy mówią, że niespalanie węgla jest fanaberią lewaków, a to jest jak najbardziej konserwatywny pogląd, związany z odpowiedzialnością i wartościami etycznymi. To jest program przyszłości – Polska, kraj, w którym chcielibyśmy żyć.

MDG: Marcinie, dziękuję Ci za rozmowę.

MP: Dziękuję.


Marcin Popkiewicz to analityk megatrendów, przewodniczący polskiego oddziału Association for the Study of Peak Oil & Gas, redaktor naczelny poczytnych portali internetowych poświęconych gospodarce i klimatowi, autor bestsellerów: "Rewolucja energetyczna. Ale po co?" i „Świat na Rozdrożu” oraz polskiej wersji „Zrównoważonej Energii”.


Dziennikarz, autor i tłumacz artykułów oraz filmów dotyczących gospodarki, klimatu i szeroko rozumianej ekologii. Laureat konkursów Dziennikarze dla klimatu 2013 oraz Nagroda Dobromira Roku 2013 Ekologicznego Kongresu Gospodarczego. Doświadczony trener mający na koncie ponad 200 wykładów i warsztatów z tego obszaru.


Prywatnie absolwent Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, dumny ojciec dwójki dzieci, nurek, sternik jachtowy i entuzjasta wycieczek rowerowych w jednym.


Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Instytut Wolności jest niezależnym od partii politycznych think tankiem nowej generacji, założonym przez Igora Janke, Dariusza Gawina i Jana Ołdakowskiego.

Zapraszamy na stronę Instytutu Wolności.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @marcin jerzy moneta - Zapraszamy na debatę, będzie możliwość wyrażenia swojego zdania
  • Szanowny Panie, 1) W dzisiejszym wywiadzie z Piotrem Maciążkiem prezentujemy drugi punkt...
  • Nagranie całości spotkania będzie dostępne na naszym kanale Youtube.

Tematy w dziale Gospodarka