Instytut Wolności
Bezpieczna Przyszłość dla Polski
8 obserwujących
230 notek
157k odsłon
486 odsłon

Polacy w instytucjach unijnych – niewykorzystany potencjał

Wykop Skomentuj2

Polacy stanowią zaledwie 5% urzędników Komisji Europejskiej, chociaż ze względu na liczbę ludności przepisy przewidują dla nas 8,2% miejsc. Jesteśmy, wraz z Rumunami, najsłabiej reprezentowani na wyższych stanowiskach o charakterze kierowniczym – pracuje na nich tylko 160 Polaków, a powinno nas być dwukrotnie więcej. - zauważył Adrian Purzycki w artykule dla "Polski w Praktyce". Nowy numer tego czasopisma znajdziesz pod linkiem: https://instytutwolnosci.pl/propozycje-dla-ue-2/, a tekst Adriana Purzyckiego poniżej. 


Unia Europejska nie jest obcym i zewnętrznym bytem, nieproszonym gościem, ingerującym w nasze krajowe sprawy, choć taki przekaz kreują niektóre ośrodki medialne i politycy. Jest wspólnotą, do której aspirowaliśmy, by – po latach życia za żelazną kurtyną – odzyskać pełną łączność z kulturą polityczną Zachodu. Unia to także (lub przede wszystkim), jak trafnie wskazują realiści, wspólnota interesów. W praktyce silniejsze państwa często forsują swoje stanowisko kosztem słabszych partnerów. Droga do realizacji wymiernych interesów nie wiedzie jednak przez sale plenarne – jest subtelnie ukryta między gabinetami i procedurami, na które Polska wskutek braków kadrowych ma ograniczony wpływ. Zamiast zatem zżymać się na kolejne niekorzystne dla nas decyzje zapadające w Brukseli, zadbajmy o należytą reprezentację i kształtowanie polityki Unii u samych jej podstaw.

Armia urzędników 

 

Według różnych szacunków 60-70% przepisów prawa krajowego w państwach członkowskich stanowi implementację bądź wprost transpozycję przepisów kształtowanych w ramach prawa pochodnego UE (tj. dyrektyw, rozporządzeń, decyzji, rozmaitych aktów sui generis wydawanych przez organy unijne itd.). Oznacza to, że krajowe legislatywy mają znacznie ograniczony zakres swobody kształtowania przepisów w stosunku do prawodawstwa UE – a ono z kolei pozostaje pod przemożnym wpływem posiadającej wyłączną inicjatywę ustawodawczą Komisji Europejskiej.

Skoro kluczowe aspekty polityki unijnej są właściwie od podstaw opracowywane w Komisji – może warto właśnie tam skupić swoje wysiłki i zasoby personalne? Wydaje się to oczywiste, zwłaszcza że Komisję na wszystkich prawie szczeblach tworzą profesjonalni urzędnicy, dobierani na podstawie postępowania konkursowego i sprawujący swoje funkcje poza kadencyjnością typową dla organów pochodzących z wyborów.

Najpotężniejszy organ wykonawczy Unii zatrudnia całą armię urzędników – łącznie we wszystkich Dyrekcjach Generalnych i służbach wchodzących w skład Komisji (36 departamentów) pracuje około 32 tys. osób!

Uprzedzając często stawiany zarzut przesadnego zbiurokratyzowania Unii, zauważmy dla porównania, że mniej więcej tyle samo (33 tys. pracowników) liczy administracja urzędów miasta Birmingham, a administracja centralna mającej zaledwie 10 mln ludności Portugalii zatrudnia aż 400 tys. osób. Tymczasem urzędnicy Komisji Europejskiej opracowują regulacje i przepisy wpływające na życie ponad 0,5 miliarda ludzi w 28 krajach. 

Nic zatem dziwnego, że w celu zapewnienia proporcjonalnego rozkładu etatów urzędniczych pomiędzy poszczególnymi państwami członkowskimi Komisja opracowała tzw. „wskaźniki odniesienia”, stanowiące – wyrażony procentowo – pożądany udział personelu pochodzącego z każdego kraju. W pierwszym okresie po rozszerzeniu Unii wskaźniki oznaczały pulę stanowisk bezwzględnie zarezerwowaną dla nowych państw. Jednak od 2011 roku nie organizuje się już konkursów preferujących nowe państwa członkowskie i w związku z tym musimy się bardziej starać o nasz udział w europejskich organach. 

Polska reprezentacja 


Tu dochodzimy do kluczowego zagadnienia – polskiej reprezentacji w strukturach Komisji, a właściwie – naszego niedoreprezentowania. Zgodnie z ostatnim wydanym przez Komisję raportem[i] dotyczącym „równowagi geograficznej” w dostępie do stanowisk urzędniczych – Polacy stanowią zaledwie 5% urzędników Komisji, chociaż ze względu na liczbę ludności przepisy przewidują dla nas 8,2% miejsc. Sytuację pogarsza dodatkowo struktura naszego zatrudnienia w KE – co trzeci Polak pracuje na niedecyzyjnych, asystenckich stanowiskach z grup funkcyjnych AST lub AST-SC (są to głównie stanowiska sekretarskie i techniczne, o które ubiegać się mogą osoby ze średnim wykształceniem). W przypadku rzeczywistych stanowisk urzędniczych z grupy funkcyjnej AD nasi rodacy w dużej mierze zajmują poziomy AD5-AD8 (przy czym poziom AD5 to zupełne minimum – pierwsza pozycja, na którą aplikują świeżo upieczeni absolwenci uczelni). Na niższych poziomach zaszeregowania mieścimy się zatem w przewidzianych normach. Jesteśmy natomiast, wraz z Rumunami, najmniej liczną nacją europejską na wyższych stanowiskach o charakterze kierowniczym, tj. na poziomach AD9-AD12 (jest tu tylko 160 Polaków – a powinno nas być dwukrotnie więcej!). Najwyższe szczeble urzędnicze – szefowie departamentów i dyrektorzy generalni – obejmują poziomy AD13 – AD16 (ostatni to mniej więcej poziom komisarza – tutaj dysproporcje pomiędzy Polską a pozostałymi dużymi krajami UE są najbardziej rażące: Polacy zajmują tylko 38 z 2753 stanowisk, co stanowi 1,38%!)[ii].

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka