Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
407
BLOG

Polska droga do innowacji

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Gospodarka Obserwuj notkę 3

Marzena Weresa*

Samo mówienie o innowacjach nie powoduje, że powstają. Już od przedszkola warto uczyć twórczego myślenia, postaw przedsiębiorczych i odwagi w podejmowaniu decyzji – mówi prof. Marzenna Anna Weresa w rozmowie z Janem Gmurczykiem

Jan Gmurczyk: Czy Polska 2013 jest bardziej innowacyjna niż Polska 2003?

Prof. Marzenna Anna Weresa: Sprawę można rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to zdolność do tworzenia innowacji, czyli potencjał, jaki mamy, aby wypracowywać nowe rozwiązania. Druga to pozycja innowacyjna, stanowiąca odbicie efektów wykorzystania tego potencjału, np. liczba wynalazków, innowacji czy – szerzej – powiększenie zasobów nowej wiedzy.

Jeśli popatrzymy na zdolność Polski do tworzenia innowacji w okresie 2003-2013, to w wielu obszarach widać poprawę. Przykładowo, aż o 10 punktów procentowych wzrosły zasoby ludzkie sektora nauki i techniki, mierzone jako udział w ogólnej liczbie zatrudnionych. Prawie dziesięciokrotnie zwiększył się też udział studentów studiów doktoranckich wśród młodzieży w wieku od 20 do 29 lat. To znaczące osiągnięcia.

Są jednak pewnie obszary, gdzie mamy mniej powodów do zadowolenia.

Niestety, nie tak prężnie rosło finansowanie sfery badań i rozwoju (B+R). Nakłady na ten cel to obecnie tylko 0,77 proc. polskiego PKB. Choć zanotowaliśmy tu wzrost z poziomu ok. 0,5 proc. w 2003 roku, to i tak odbiegamy od średniego poziomu w Unii Europejskiej, który wynosi ok. 2 proc. Co więcej, struktura nakładów na B+R nie uległa w Polsce większym zmianom. Niski, około trzydziestoprocentowy udział biznesu w tych wydatkach jeszcze się w ostatnich latach skurczył. Słowem, w niektórych obszarach nadrobiliśmy dystans do średniej unijnej, ale w innych oddalamy się od niej.

A jak prezentuje się pozycja innowacyjna polskiej gospodarki?

Podobnie. Wprawdzie zgłoszona do Europejskiego Urzędu Patentowego liczba patentów przypadająca na milion mieszkańców wzrosła z 3 w 2003 roku do blisko 10 w 2011 roku, ale średnia unijna jest dziesięciokrotnie wyższa. Udział eksportu dóbr zaawansowanych technologicznie w całkowitym eksporcie naszego kraju także wzrasta, ale bardzo powoli i nadal duży dystans dzieli nas od przeciętnego poziomu w UE. Dodajmy jeszcze, że w ostatnich latach zmniejszył się w Polsce odsetek firm, które wprowadziły innowacje.

Niemniej, łączna ocena zdolności do innowacji i pozycji innowacyjnej skłania do twierdzenia, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia innowacyjność Polski stopniowo się poprawiała. Odzwierciedla to wzrost indeksu innowacyjności obliczanego corocznie przez Komisję Europejską. Niestety, ten wzrost był jednak za słaby, byśmy dogonili średnią unijną, nie mówiąc już o nadrobieniu dystansu do liderów innowacyjności, takich jak Szwecja czy Niemcy. Spowodowało to obniżenie naszej pozycji w europejskim rankingu innowacyjności i przesunięcie w dół z grupy umiarkowanych innowatorów do grona najmniej innowacyjnych krajów. Pod względem innowacyjności tylko Łotwa, Rumunia i Bułgaria plasują się w UE niżej niż Polska.

Czy jeśli nie postawimy odważniej na innowacje, to zostaniemy zepchnięci na boczny tor gospodarki światowej? A może dobrze żyć i rozwijać się można również bez innowacji?

W innowacyjność warto inwestować, bo to kluczowy czynnik konkurencyjności firm i gospodarek narodowych. Wskazuje na to zarówno teoria, jak i praktyka. Potwierdzają to także wyniki badań prowadzonych od lat przez Instytut Gospodarki Światowej SGH.

W jednym z naszych najnowszych projektów porównywaliśmy wpływ innowacji i kapitału ludzkiego na konkurencyjność różnych państw. Okazuje się, że znaczące osiągnięcia w tym względzie mają m.in. Chiny. Z gospodarek naszego regionu warto wskazać Estonię i Czechy, które znacznie lepiej radzą sobie pod względem innowacyjności niż Polska. To przekłada się na ich pozycję konkurencyjną, co widać na przykład w rankingach konkurencyjności Światowego Forum Ekonomicznego, gdzie kraje te zajmują lepszą pozycję niż my.

Innowacje są po prostu niezbędne do rozwoju nowoczesnej gospodarki. To na nich powinna opierać się konkurencyjność zarówno przedsiębiorstw, jak i całego kraju. Piszemy o tym w najnowszym raporcie Instytutu Gospodarki Światowej SGH pt. Polska: Raport o konkurencyjności 2013. Wymiar krajowy i regionalny. Bez innowacji nie poprawimy naszej konkurencyjności w gospodarce światowej.

Czy kwestii innowacji poświęca się dostatecznie dużo uwagi w polskiej debacie publicznej? A może ten temat fascynuje tylko środowisko specjalistów i ludzi biznesu?

Dziś słowo „innowacja” jest używane – a być może nawet nadużywane – w Polsce bardzo często, nie tylko przez ekspertów. To słowo-klucz obecnej dekady, ale pamiętajmy, że samo mówienie o innowacjach nie powoduje ich powstawania. Już od przedszkola warto uczyć twórczego myślenia, postaw przedsiębiorczych i odwagi w podejmowaniu decyzji, bo innowacja to także ryzyko niepowodzenia. Tym samym do publicznej debaty o innowacyjności należałoby włączyć temat kształtowania postaw innowacyjnych.

A jak to wygląda od strony polityki państwa? Czy skutecznie realizujemy jakąś spójną wizję budowy innowacyjnej gospodarki?

Trudno w kilku zdaniach ocenić politykę innowacyjną Polski. Przede wszystkim warto wspomnieć o jej celach. Wiele zaczerpnęliśmy z polityki Unii Europejskiej, adaptując częściowo cele unijne do polskich warunków. Założono przykładowo, że w 2020 roku – w efekcie realizacji strategii Europa 2020– wydatki na B+R osiągną w Polsce poziom 1,7 proc. PKB, zaś w UE średnio 3 proc. Tylko czy nasz cel, chociaż niższy unijnego, jest realistyczny?

Tu dotykamy obszaru wdrażania polityki innowacyjnej. Zbyt wiele naszej uwagi pochłania wykorzystywanie i adaptacja unijnych dokumentów, podczas gdy trzeba szukać nowych, lepiej dostosowanych do polskich realiów sposobów wzmacniania innowacyjności. Kopiowanie wzorców stosowanych przez inne kraje nie zawsze daje dobre efekty, więc w naszej polityce innowacyjnej należałoby trochę odważniej eksperymentować z narzędziami, które byłyby specyficzne dla Polski i skoncentrowane na obszarach naszych głównych słabości.

Na przykład?

Do takich obszarów należy komercjalizacja wiedzy. Nie chodzi mi tu o zwiększanie liczby instrumentów wsparcia komercjalizacji, a raczej o poprawę ich skuteczności. Poza tym potrzeba większej koordynacji działań w zakresie polityki innowacyjnej prowadzonej przez różne jednostki administracji szczebla krajowego, regionalnego i lokalnego. Warto przy tym pomyśleć o koordynacji polityki naukowej, edukacyjnej, przemysłowej i innowacyjnej. Chodzi o to, aby dobrze kształcić obywateli, wyzwalać ich kreatywność poprzez edukację, przekładać ją na efekty naukowe uniwersytetów i skutecznie komercjalizować w postaci innowacji w firmach.

Sporo przed nami wyzwań. Co pani zdaniem jest największą barierą dla innowacyjności polskiej gospodarki?

Innowacje to atrybut przedsiębiorczości. Już dawno wskazywał na to Peter Drucker, mówiąc, że do powstania innowacji potrzebne jest „natchnienie i fart”. Oczywiście, to pewne uproszczenie, bo potrzebna jest też wiedza i – przede wszystkim – kreatywność.

Joseph Schumpeter w początkach XX wieku zwracał uwagę, że czasami do pojawienia się innowacji konieczna jest „twórcza destrukcja”. A destrukcja wymaga odwagi. Mamy zatem katalog różnych składników kreślących przepis na innowacyjność. Należą do niego wiedza, kreatywność, przedsiębiorczość, odwaga i umiejętność podejmowania ryzyka.

Którego z tych składników brakuje w Polsce?

Te składniki są w kraju dostępne, potrzebny jest tylko lepszy klimat dla przedsiębiorczości. Mam tu na myśli nie tylko warunki dla rozwoju sektora biznesu, ale także dla przedsiębiorczości akademickiej. Popatrzmy choćby na ocenę polskiego otoczenia dla biznesu na tle innych krajów naszego regionu z punktu widzenia syntetycznego wskaźnika wolności gospodarczej Heritage Foundation. W latach 2002-2007 ten wskaźnik się pogarszał. Teraz widzimy jego powolną poprawę, ale nasz kraj nadal plasuje się poniżej Estonii, Czech, Litwy, Słowacji i Węgier. Mówiąc krótko, innowacyjność blokowana jest w Polsce przez niedostatecznie przyjazny klimat dla szeroko rozumianej przedsiębiorczości.

A co mogłoby być polską specjalnością, jeśli chodzi o innowacyjność? Czym mamy szansę „podbić świat”?

Trudno jednoznacznie wskazać specjalności, bo ulegają one z czasem ewolucji. Zmieniają się technologie wiodące i pojawiają się przełomowe innowacje. Jeśli jednak mówić o tym, co mamy dziś, to można odwołać się do specjalizacji Polski w zakresie patentowania. W mojej najnowszej książce pt. Systemy innowacyjne we współczesnej gospodarce światowej (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2012) wskazuję obszary, w których Polska ma komparatywne przewagi technologiczne wobec innych krajów świata pod względem patentów uzyskanych w procedurze międzynarodowej. Do takich dziedzin należą np. papiernictwo, włókiennictwo, metalurgia i budownictwo.

Powoli zyskujemy też przewagi w zakresie patentów w technologiach komunikacyjnych i informatycznych, czyli ICT. Co prawda, na razie nie mamy tych przewag, ale luka dzieląca nas od innych krajów świata w ostatnim dziesięcioleciu nieco się zmniejszyła się, co dobrze rokuje na przyszłość. Nie powinniśmy ograniczać się jednak do poszukiwania specjalizacji wyłącznie na bazie tego jednego kryterium, jakim są patenty. Potrzebna jest bardziej dogłębna analiza, szczegółowa diagnoza, a potem tworzenie strategii i opracowanie odpowiedniej polityki.

*Marzenna Anna Weresa – doktor habilitowany nauk ekonomicznych, profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Dyrektor Instytutu Gospodarki Światowej SGH

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Gospodarka