Nic nie zapowiadało napadu rabunkowego w tak strzeżonym miejscu. Poszła jak zwykle zrobic zakupy na "zapas". Lista zaopatrzeniowa jest stała, wiec i rachunek za każdym razem podobny, około 600 zł. Tym razem potoczyło sie wszystko inaczej. Pani z kasy nabijała na kasę tak jak zawsze, z usmiechem,po wbiciu ostatniego zakupu zgasł jej usmiech, na twarzy pojawił sie półusmieszek, spod lady wyjeła przedmiot przypominajacy broń palną i zjadliwie przemówiła do mojej żony : " 720 złotych poprosze".
Żona moja z przerażenia nie mogac wydobyc głosu do przygotowanych 6 setek drżącymi rekoma zaczela wyciagac dodatkowe 120 złociszy. Jak juz udała sie jej ta czynnosc odzyskała głos i niesmiało zapytała : "Ale, ale dlaczego? Zawsze było 600..." W odpowiedzi usłyszała : " Zgoda buduje, wiec prosze nie dyskutowac tylko zapłacic."
Zapłaciła, wyszła z marketu pogodzona z losem, z losem ofiary.
Lecz to nie był jeszcze koniec.
Po powrocie do domu, by odreagowac złapała za tzw. pilota do TV. Właczyła ulubiony program majac nadzieje zobaczyc swojego ulubionego aktora Kondrada. Polubiła go wiele lat temu. Polubiła za to ze załatwił jej dostatnie życie na emeryturze: słonce, woda, piasek. Do emerytury brakuje jej (co prawda) jeszcze kilkadziesiat lat ale...
...w tym strasznym dniuby zapomniec te traumatyczne przeżycia z marketu chciała sobie przypomniec to obiecane słonce, piasek, wodę . Czekała na Kondrada, czekała iokazało sie ze ...
...obiecane : "SŁOŃCE, WODA, PIASEK" to praca przy betoniarce. Na dodatek nie dla niej bo będzie juz za stara by machac wydajnie łopatą...


Komentarze
Pokaż komentarze (15)